Dron zahaczył o bramownicę, Rak wjechał w barierkę. Dwie wpadki na defiladzie
Defilada z okazji Święta Wojska Polskiego przeszła ulicami Warszawy bez poważniejszych zakłóceń, ale nie obyło się bez wpadek. Dwie z nich uwiecznili internauci nagrywający przejazd kolumn.
Ciężarówka z systemami FlyEye zahaczyła dronem o bramownicę przed wjazdem do tunelu Wisłostrady
Źródło zdjęć: © X | X
Defilada ruszyła w sobotę w południe warszawską Wisłostradą i według MON była największą w historii Wojska Polskiego - ponad 300 pojazdów, ponad 60 statków powietrznych i blisko 9 tys. żołnierzy zabezpieczających obchody. Trasą przejechały czołgi Abrams, K2 i Leopard 2, bojowe wozy piechoty Borsuk, Rosomaki, armatohaubice Krab i wyrzutnie HIMARS. Nad Wisłą po raz pierwszy w defiladzie poleciały myśliwce F-35A Husarz, obok F-16, FA-50 i śmigłowców Apache.
Przy takiej skali trudno o przejazd bez potknięć - i dwóch nie udało się uniknąć.
Do obu zdarzeń doszło podczas przejazdu kolumn wozów i ciężarówek ze sprzętem. Pierwsze rozegrało się przy wjeździe do tunelu Wisłostrady, gdzie nad jezdnią wisi metalowa bramownica. Ciężarówka przewożąca bezzałogowe systemy FlyEye, produkowane przez Grupę WB, zahaczyła o nią jednym z dronów. Konstrukcja została na miejscu, dron - nie. Na nagraniu widać, jak skrzydło maszyny przesuwa się po zderzeniu, a z chodnika słychać zbiorowy jęk.
Wideo z tego momentu (które publikujemy niżej) poszło w sieć błyskawicznie - z komentarzami, że wojsko właśnie straciło drogi sprzęt bojowy. Rzeczywistość jest mniej dramatyczna. Jak przekazał rzecznik Grupy WB Remigiusz Wilk, na defiladę pojechała atrapa. Tłumaczy, że w sobotę na wyrzutni znajdował się egzemplarz pokazowy, a uszkodzenie nie jest poważne. - Tak drogiego sprzętu nie wozi się na defilady i parady - powiedział.
FlyEye to niewielki bezzałogowiec rozpoznawczy - 3,6 m rozpiętości skrzydeł, 1,8 m długości, masa do 12 kg. Powstaje w gliwickim Flytronicu, wchodzącym w skład Grupy WB, i służy do obserwacji oraz rozpoznania z powietrza. To jeden z podstawowych bezzałogowców rozpoznawczych Wojska Polskiego. I nietani: w 2024 r. Agencja Uzbrojenia zamówiła 13 zestawów za blisko 97,5 mln zł brutto. Na jeden zestaw składają się cztery płatowce oraz naziemna stacja kontroli wraz z pakietem szkoleniowym i logistycznym - w przeliczeniu wychodzi ok. 7,5 mln zł za komplet.
Pierwsze egzemplarze trafiły do Jednostki Wojskowej NIL z Wojsk Specjalnych. Później FlyEye kupiła Straż Graniczna, a następnie Wojska Obrony Terytorialnej.
Drugą wpadkę zaliczył kierowca jednego z nowszych wozów w Wojsku Polskim - samobieżnego moździerza automatycznego Rak na podwoziu Rosomaka. Wóz wjechał na barierkę oddzielającą pasy ruchu. To również trafiło na nagrania internautów.
WIDEO
Seria wpadek podczas wojskowej defilady w Warszawie
WIDEO
Ważący ponad 24 tony Rak nie odniósł widocznych poważnych uszkodzeń. Gorzej z barierką, która wygięła się, jakby była z papieru. Nie wiadomo, z jakiej jednostki pochodził wóz - Raki służą dziś w kilkunastu jednostkach Wojska Polskiego.
Zostaje pytanie, jak do tego doszło. Kierowcy ćwiczyli przez kilka dni, przejeżdżając trasę defilady kilkukrotnie. Barierka i tak stała w tym samym miejscu co na próbach.
Poza tymi dwoma momentami defilada przeszła bez zakłóceń. Warszawiacy oglądali przejazd sprzętu z chodników wzdłuż całej trasy, a dla wielu rodzin z dziećmi była to jedyna w roku okazja, by z bliska zobaczyć czołgi, wyrzutnie i wozy bojowe.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.