Liczenie tatuaży i przejażdżki kabrioletem z podwładnymi. Urzędnicy mają dość starosty z PiS
Urzędnicy z Łęcznej mówią w rozmowie z dziennikiem, że Reszka od razu "otoczył się sprowadzonymi z zewnątrz ludźmi, a tych, których zastał w starostwie, zaczął rozgrywać i dzielić". — Będziesz ze mną, będziesz po mojej stronie, możesz liczyć na pochwały, profity. Podpadniesz, masz przechlapane, na wszystkich frontach — mówią.
Czytaj nas częściej w Google
Rozmówcy dziennika wskazują, że "kluczową agendą urzędu" stało się czteroosobowe biuro starosty, które zajmowało się przede wszystkim jego promocją. "GW" podkreśla, że Reszka od dłuższego czasu słynie z uwielbienia do autopromocji. Urzędnicy wskazują, że dla niego "kluczową rolę odgrywają wrzucane do sieci non stop nagrania i rolki".
Urzędniczki przerywają milczenie. Punktują zachowanie starosty
Ale to nie jedyne, na co zwracają uwagę pracownicy urzędu w Łęcznej. Jak opisuje dziennik, Reszka z miesiąca na miesiąc pozwala sobie coraz więcej w stosunku do podwładnych, a w szczególności kobiet.
Urzędniczki relacjonują, że starosta potrafił zwracać się do nich słowami: "pięknie pani wygląda", a na jednym ze spotkań zespołu powiedział do jednej z nich: "ty zostań, a wy już idźcie". — Co można w takiej sytuacji pomyśleć? Przecież Łęczna to mała mieścina. Potem starosta usprawiedliwiał swoje zachowanie tym, że jest po rozwodzie i nie ma żony — mówi rozmówczyni "GW".
Jeśli kobiety nie reagowały na zaczepki i nie wchodziły w relację, Reszka potrafił publicznie je upokarzać.
Liczenie tatuaży i przejażdżki kabrioletem
Oliwy do ognia dodało także spotkanie integracyjne załogi łęczyńskiego urzędu, które odbyło się pod koniec maja. Jedna z urzędniczek relacjonuje w rozmowie z "GW", że "ktoś wymyślił, że jednym z punktów programu będzie quiz pod hasłem: ile tatuaży na ciele ma starosta". Z relacji kobiety wynika, że Reszka był "oczarowany" tą koncepcją, a część z pracownic wykręciła się z udziału w quizie.
Potem nadeszły wakacje, a razem z nimi sytuacja, która przebiła wszystko. Pewnego dnia starosta, jak mówi kolejna z rozmówczyń dziennika, "niespodziewanie stanął w drzwiach" i wskazał palcem na trzy pracownice, które miały zejść z nim na parking.
— Wybierał atrakcyjne dziewczyny, z długimi włosami. Przed starostwem stał otwarty kabriolet z takimi bordowymi, skórzanymi siedzeniami. Dziewczyny miały wsiąść do środka i jeździć ze starostą po mieście — relacjonuje urzędniczka w rozmowie z gazetą, podkreślając, że przerażone konsekwencjami kobiety nie śmiały odmówić, mimo że "mało nie spaliły się ze wstydu". — Jechały z otwartym dachem. Zostało im tylko wbicie się w siedzenia, schowanie głowy w ramiona, by nikt ze znajomych ich nie poznał — dodaje pracownica urzędu. O przejażdżce plotkować miała później cała Łęczna.
Pracownice mają związane ręce, starosta odpiera zarzuty
Pracownice chciały interweniować w sprawie, wykorzystując urzędowe procedury antymobbingowe, ale zrezygnowały, bo "szefem starostwa jest przecież starosta".
"GW" skonfrontowała Reszkę z zarzutami jego podwładnych. Starosta miał być zaskoczony przedstawionymi informacjami i przywoływać niedawno zakończoną kontrolę Państwowej Inspekcji Pracy, która nie wykazała nieprawidłowości. Dopytywany o przejażdżkę kabrioletem, stwierdził, że "tego dnia korzystał z prywatnego samochodu do celów służbowych, bo kierowca starostwa był na urlopie", a quiz o tatuażach tłumaczył "dystansem i autoironią". "Nie jest to informacja intymna ani przeze mnie ukrywana" — wskazał, cytowany przez dziennik.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.