Zło dobrem zwyciężał. Tajemnice wokół śmierci księdza Popiełuszki
Droga na karty wielkiej historii rozpoczęła się na wielokulturowym Podlasiu. Jerzy Popiełuszko przyszedł na świat 14 września 1947 r. w Okopach jako Alfons Popiełuszko (imię otrzymał na cześć wuja, żołnierza AK zamordowanego przez Sowietów, a zmienił je dopiero w wieku 23 lat).
Wychowywał się w wielopokoleniowej rodzinie rolniczej. Przez pierwsze lata życia posługiwał się tzw. językiem prostym – gwarą białoruską. Od najmłodszych lat wyróżniał się religijnością i był typem samotnika.
Wojskowe piekło w Bartoszycach
Prawdziwy sprawdzian charakteru przyszedł jednak w połowie lat 60. Po pierwszym roku warszawskiego seminarium młody kleryk został przymusowo wcielony do specjalnej jednostki wojskowej o zaostrzonym rygorze w Bartoszycach. Władze ludowe miały jasny cel – łamać kręgosłupy moralne przyszłych kapłanów.
Popiełuszko spotkał się tam z brutalnymi represjami: był wyśmiewany, zmuszany do czołgania się na mrozie i czyszczenia toalet w masce przeciwgazowej. Mimo to nie ugiął się, inicjując opór i podtrzymując na duchu kolegów. Nieludzkie traktowanie wyniszczyło go jednak fizycznie. Po powrocie z wojska ciężko zachorował, a problemy zdrowotne towarzyszyły mu już do końca życia.
Kapelan robotników na celowniku bezpieki
Punktem zwrotnym w jego życiu stał się sierpień 1980 r., gdy z polecenia prymasa Stefana Wyszyńskiego trafił do strajkujących robotników Huty Warszawa. Po wprowadzeniu stanu wojennego zainicjował w żoliborskim kościele św. Stanisława Kostki słynne "Msze za Ojczyznę". Jego nauczanie, oparte na pawłowej zasadzie "Zło dobrem zwyciężaj", przyciągało dziesiątki tysięcy ludzi. Co istotne, w mszach tych, ze względu na zbieżność ideałów, brał bierny udział m.in. zdeklarowany ateista Jacek Kuroń, potajemnie wpuszczany przez zakrystię.
Ogromny autorytet księdza stał się dla władz PRL problemem, który należało wyeliminować. Służba Bezpieczeństwa rozpoczęła operację inwigilacji o kryptonimie "Popiel", umieszczając w jego otoczeniu tajnych współpracowników. Aparat państwowy posuwał się do brutalnych prowokacji – podczas tzw. "prowokacji na Chłodnej" funkcjonariusze SB podrzucili do mieszkania księdza granaty łzawiące, amunicję i materiały wybuchowe, by móc postawić mu zarzuty.
Równolegle ruszyła nagonka w mediach. Jerzy Urban (piszący jako Jan Rem) określał kazania Popiełuszki mianem "seansów nienawiści". Mimo rosnącego zagrożenia i propozycji wyjazdu na studia do Rzymu, ks. Jerzy odmówił. Nie chciał opuszczać wiernych.
Męczeństwo w wodach Wisły
Dramat rozegrał się 19 października 1984 r. Ksiądz Jerzy Popiełuszko wracał z podróży do Bydgoszczy, gdy samochód, którym jechał, został w okolicach Górska zatrzymany przez funkcjonariuszy Departamentu IV MSW, powołanego do walki państwa z Kościołem. Kierowcy, Waldemarowi Chrostowskiemu, udało się wyskoczyć z pędzącego auta i uciec.
Popiełuszko został brutalnie pobity, wrzucony do bagażnika, a następnie skrępowany w taki sposób, że każda próba wyprostowania nóg zaciskała pętlę na jego szyi. Porywacze ostatecznie zrzucili jego ciało z kilkunastometrowej zapory we Włocławku do Wisły.
Jak wykazała najnowsza, ponowna analiza dokumentacji medycznej przeprowadzona w 2026 r. w Krakowie, w chwili uderzenia o wodę kapłan już nie żył. Zmarł wskutek uduszenia kneblem i zachłyśnięcia się krwią.
Jego pogrzeb, który odbył się 3 listopada 1984 r. przy kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie, przeszedł do historii jako największa manifestacja religijno-patriotyczna w dziejach PRL. Wzięło w niej udział od 600 tysięcy do miliona osób. Obecność licznych zagranicznych dyplomatów zapobiegła siłowemu stłumieniu zgromadzenia przez milicję.
Wstrząsające hipotezy i mroczna seria zgonów
W tzw. procesie toruńskim na kary więzienia skazano oficerów MSW (m.in. Grzegorza Piotrowskiego i Adama Pietruszkę), jednak w wyniku interwencji gen. Czesława Kiszczaka i licznych amnestii wyroki drastycznie złagodzono. Proces nigdy nie ujawnił wszystkich inspiratorów zbrodni.
Z czasem pojawiły się alternatywne hipotezy, sformułowane m.in. przez prokuratora IPN Andrzeja Witkowskiego. Sugerował on, że ks. Jerzy nie zginął 19, a dopiero 25 października, a wcześniej był torturowany w bunkrze w Kazuniu przez wojskowych z WSW, przy udziale osób rosyjskojęzycznych.
Niezależnie od ustaleń śledczych, prawdziwe przerażenie budzi los osób związanych z księdzem lub mogących posiadać wiedzę na temat jego śmierci. W niewyjaśnionych okolicznościach zmarli 18-letni Tomasz Popiełuszko (bratanek księdza), Danuta Popiełuszko (żona brata) oraz Jan O. – rybak, który twierdził, że 25 października widział wrzucanie ciała do Wisły.
Cała trójka zmarła w szpitalach z powodu rzadkiego zatrucia alkoholem metylowym. W przypadku bratowej kapłana lekarz dostrzegł ślady dożylnego wstrzyknięcia trucizny, jednak władze konsekwentnie odmawiały rodzinie zgody na przeprowadzenie sekcji zwłok.
Ks. Jerzy Popiełuszko, mimo brutalnej machiny, która go zniszczyła, odniósł ostateczne zwycięstwo. W 2010 r. został oficjalnie beatyfikowany, a jego postawa pozostaje jednym z najważniejszych fundamentów etycznych i historycznych w najnowszych dziejach Polski.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.