25 lat temu runęły wieże WTC. Premier i ambasador USA wspominają 11 września
Tusk: tego samego oczekujemy od naszych sojuszników
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Ambasada USA w Warszawie/X
W piątek przypada 25. rocznica zamachu na World Trade Center. - Polska nie tylko w tych tragicznych godzinach, ale także przez długie kolejne miesiące i lata pokazała, że jest sojusznikiem niezwykle stabilnym, lojalnym, w razie potrzeby gotowym do poświęceń - powiedział premier Donald Tusk w trakcie Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach.
- Akcja wymierzona w globalny terroryzm to także ofiara polskich żołnierzy. 43 z nich zginęło w czasie operacji, które były efektem bezpośrednim naszych wspólnych, całego świata Zachodu, akcji przeciwko terroryzmowi - mówił, wspominając polskie ofiary misji prowadzonych w Afganistanie.
Tusk: tego samego oczekujemy od naszych sojuszników
Tusk skierował też słowa w języku angielskim. - Polska pozostała w pełni solidarna ze Stanami Zjednoczonymi, aby oddać hołd ofiarom ataku terrorystycznego - podkreślił premier. - Tak jak wtedy, możecie na nas liczyć dzisiaj, ponieważ Polska zawsze poważnie traktuje swoje zobowiązania sojusznicze i tego samego oczekujemy od naszych sojuszników. Zasada "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego" musi pozostać fundamentem naszej wspólnoty. Dzisiaj jest to ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej - zwrócił się premier.
- Chciałbym, żeby te słowa i pamięć o tamtych dniach była wskazaniem dla wszystkich bez wyjątku. Od Łotwy po Stany Zjednoczone, od Kanady po Finlandię. My w Polsce nikomu tego nie musimy przypominać, że tylko wtedy, kiedy jesteśmy razem, tylko wtedy, kiedy traktujemy się naprawdę serio, mamy szansę pokonać zło w tej nieustającej ze złem konfrontacji - podsumował Tusk.
Po zamachach na World Trade Center Sojusz Północnoatlantycki po raz pierwszy - i dotychczas jedyny - powołał się na artykuł 5. traktatu waszyngtońskiego, stanowiący o wspólnej obronie w razie ataku na jednego z sojuszników. Wówczas do Afganistanu, obok sił Stanów Zjednoczonych, wkroczyły wojska wielu państw NATO, w tym Polski.
Rose: byłem tamtego ranka w Nowym Jorku
Ten "straszny, tragiczny i przerażający" dzień dla Amerykanów wspominał również ambasador USA Tom Rose w mediach społecznościowych.
W opublikowanym na platformie X nagraniu przyznał, że tamtego ranka 11 września był w Nowym Jorku. - W tamtym czasie pracowałem w branży prasowej. Moja rodzina i ja mieszkaliśmy w Izraelu, a ja przyjechałem do Nowego Jorku, aby negocjować umowę z ludźmi z mieszczącego się po drugiej stronie ulicy "Wall Street Journal" - zaczął.
Jak dodał, spotkanie zaplanowane na 10 września na godz. 16.30 w ostatniej chwili zostało odwołane ponieważ osoby, z którymi miał rozmawiać Rose dostały bilety na mecz New York Yankees z bostońską drużyną Red Sox.
"Mam ten bilet przy sobie i przechowuje go od 25 lat"
- Nie miałem nic do zrobienia przez resztę tego dnia. Z jakiegoś dziwnego powodu przeszedłem przez ulicę do World Trade Center i kupiłem bilet [na taras widokowy WTC - red.]. Kosztował mnie 13 dolarów. Mam ten bilet przy sobie i przechowuje go od 25 lat - mówił ambasador.
- Byłem ostatnią osobą w ostatniej windzie, która tego dnia wjechała na taras widokowy. Był ze mną operator windy, którego nigdy nie zapomnę. Był to Chińczyk, który kilka dekad wcześniej wyemigrował do Stanów Zjednoczonych i promieniał z dumy, ponieważ następnego ranka, 11 września, jego syn miał spełnić rodzinne marzenie i złożyć przysięgę, zostając jednym z najlepszych nowojorskich funkcjonariuszy - kontynuował Rose.
- Nie mogę przestać się zastanawiać, nawet dziś, 25 lat później, co stało się z tym człowiekiem. Czy był tam następnego ranka? Czy przeżył? - stawiał pytania.
Według ambasadora 11 września 2001 roku "był katastrofą naszego pokolenia", ale 25 lat później "nie możemy po prostu zakładać pamiętamy jej lekcje". - Zło nie znika tylko dlatego, że chcemy aby zniknęło. Zła nie można udobruchać. Nie można go ignorować. Trzeba się z nim zmierzyć i trzeba z nim walczyć - mówił dalej i podkreślił: - Jak powiedział prezydent Trump: wolność Ameryki przetrwa tylko dlatego, że są patrioci gotowi poświęcić wszystko w jej obronie.
- Wolność nie jest czymś, co samo się utrzymuje i nigdy nie było naturalnym stanem ludzkości. Wolność jest wyjątkiem, rzadkim wyjątkiem, a nie regułą historii - przekonywał ambasador USA. - Każde pokolenie musi jej bronić. Myślę, że właśnie tego uczy nas 11 września - ocenił.
Jak dodał, "musimy mieć odwagę i środki, by bronić tego, co kochamy". - Dziś opłakujemy tych, których straciliśmy. Oddajemy hołd tym, którzy pobiegli w stronę zagrożenia oraz wszystkim tym, którzy przez długie lata od tamtej pory oddawali wszystko, co mieli poświęcając się w obronie naszych wolności - powiedział.
We remember. Pamiętamy. pic.twitter.com/g2i7QRxszP
— US Embassy Warsaw (@USEmbassyWarsaw) September 11, 2026
11 września 2001 roku 19 członków Al-Kaidy porwało cztery samoloty pasażerskie. Dwa uderzyły w wieże World Trade Center w Nowym Jorku.
Zamach na World Trade Center
Źródło zdjęcia: Getty Images / Masatomo Kuriya
Trzeci w Pentagon pod Waszyngtonem, a czwarty rozbił się w Pensylwanii po próbie odzyskania kontroli nad maszyną przez pasażerów. W najbardziej śmiercionośnym zamachu terrorystycznym w historii USA zginęło 2996 osób, a tysiące zostały ranne.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.