"To trudne". Pilot zaatakowany w kokpicie z trudem powstrzymywał łzy
Kapitan Smit Machchhar w rozmowie z premierem Indii Narendrą Modi. "Walczyłem o życie"
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Enex
Wywiad dla stacji Sky News Arabia miał miejsce dwa i pół tygodnia po tym, jak Machchhar został zaatakowany w kokpicie. W rozmowie z dziennikarką pilot, okrzyknięty bohaterem po tym, jak ocalił życie 174 osób, wspominał wydarzenia z 30 września. Podkreślił, że początkowo wydawało się, że będzie to standardowy lot na trasie, którą dobrze znał. Nic nie budziło jego podejrzeń. Zachowanie drugiego pilota również nie, aż do chwili ataku.
"Straciłem przytomność"
Według relacji Machchhara drugi pilot w pewnym momencie zapytał go, czy nie będzie miał nic przeciwko, jeśli odmówi modlitwę. Jak wspomina, wyraził zgodę, bo wszystko przebiegało standardowo. Hamam al-Hammami rozpoczął więc modły za plecami kapitana. - W tym czasie sprawdzałem różne typowe rzeczy: przewidywany czas lądowania, ilość paliwa, z jaką będziemy lądować [...] I właśnie w trakcie tych czynności nagle to się zaczęło - powiedział. Najpierw poczuł mocne uderzenie w tył głowy.
Początkowo pomyślał, że coś się dzieje z samolotem, że w wyniku uszkodzenia maszyny coś na niego spadło. Ale gdy otrzymał kolejne ciosy, zrozumiał, że padł ofiarą ataku. Udało mu się odpiąć pasy, próbował się bronić. Wtedy został raniony nożem w rękę. Zaczął wołać obecnego na pokładzie innego pilota, próbował otworzyć drzwi kokpitu. - Chciałem wezwać pomoc, ale w całym tym zamieszaniu, wśród krzyków, w chaosie straciłem przytomność - wspomina Machchhar. Potem ją odzyskał na chwilę i znów stracił. Na skutek utraty krwi słabł coraz bardziej. Przyznaje, że nie wszystko pamięta. Ale drzwi zdołał otworzyć.
Pierwsza rozmowa po lądowaniu
- Rozmawiałem z lekarzami, psychologami. Próbujemy ustalić, dlaczego wciąż nie potrafię złożyć wszystkich elementów tej układanki w całość - kontynuował. W pamięć mocno zapadła mu "determinacja wszystkich [na pokładzie - red.], by przeżyć". Że jest bezpieczny, poczuł jednak dopiero wtedy, gdy maszyna wylądowała na lotnisku.
Hospitalizowany pilot z trudem powstrzymywał łzy, gdy dziennikarka zapytała, do kogo zadzwonił w pierwszej kolejności po wylądowaniu. - Do mojego syna - odpowiedział. - Ma dwa lata. To trudne, zdecydowanie trudne - dodał.
Następnie podziękował za opiekę medyczną, jaką otrzymuje w Abu Zabi. Stwierdził też: - To niewiarygodne, że mogę teraz siedzieć i rozmawiać.
Smit Machchhar
Źródło zdjęcia: ENEX
Atak w samolocie flydubai
30 września podczas lotu linii flydubai z Dubaju do Tel Awiwu drugi pilot zaatakował kapitana i prawdopodobnie zamierzał przejąć stery samolotu. Doszło do bójki, w trakcie której napastnik został obezwładniony przez pasażerów. Na pokładzie maszyny była przypadkowo druga załoga samolotu, w cywilu. Piloci pomogli ustabilizować lot maszyny i sprowadzić ją na ziemię w Arabii Saudyjskiej.
DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ:
Biuro premiera Izraela Benjamina Netanjahu w pierwszym komunikacie przekazało, że zdarzenie nie jest uważane za próbę porwania. Później Netanjahu stwierdził, że pilot - obywatel Omanu, zidentyfikowany w kolejnych dniach jako 29-letni Hamam al-Hammami - "najwyraźniej próbował rozbić samolot z wszystkimi na pokładzie". Poinformował też, że mężczyzna został zatrzymany i jest przesłuchiwany przez władze Arabii Saudyjskiej.
Kilka dni po ataku stacja CNN podała, iż według nowych ustaleń śledczych celem niedoszłego zamachowca było lotnisko Ben Guriona w Tel Awiwie. To największe lotnisko w kraju, które w zeszłym roku obsłużyło ponad 19 milionów pasażerów.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.