Zbiorowy gwałt na uczelni. Sprawcy "za karę musieli napisać eseje"
Zbiorowy gwałt na uczelni. Prestiżowy uniwersytet nie zareagował
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Reuters
Uniwersytet Cornella to jedna z najlepszych uczelni w Stanach Zjednoczonych, symbol prestiżu i ambicji. To tu siedmiu studentów miało dopuścić się zbiorowego gwałtu na koleżance. Sprawę ujawniła studencka gazeta "Cornell Daily Sun", która podała też nazwiska sprawców. Jeden z oskarżonych był dobrym znajomym pokrzywdzonej.
"Nie zgadzamy się na to, by ta ofiara została sprowadzona do roli kolejnej historii. Uniwersytet Cornella nie zapewnił ochrony swoim studentom. Nie zajął się rosnącym problemem napaści seksualnych na kampusie" - napisano.
Zbiorowy gwałt na uniwersytecie Cornella i brak reakcji władz uczelni
W październiku 2024 roku siedmiu członków bractwa Chi Phi miało odurzyć i zgwałcić 20-letnią wówczas koleżankę. 57 młodych mężczyzn na czacie grupowym czytało, co siódemka z Cornell przez kilka godzin robi swojej koleżance, ale żaden z nich nie ruszył studentce na pomoc.
- W wątku zaproszenia do udziału w gwałcie wymienieni byli świadkowie. Wszyscy ci mężczyźni powinni zostać wezwani na przesłuchanie. Służby powinny były zabezpieczyć ich telefony i zabezpieczyć potrzebne informacje - mówi prawnik kobiety, Thomas Giuffra. - Należało to zrobić, kiedy wszystko było jeszcze świeże - podkreśla.
Kampus Cornell University
Źródło zdjęcia: Reuters
Kobieta, która w dokumentach sądowych występuje pod pseudonimem Jane Doe, sprawę zgłosiła policji uniwersyteckiej dwa tygodnie po domniemanej napaści, ale żadne postępowanie karne nie zostało wszczęte. Nikt nie usłyszał zarzutów.
Prokuratura uznała, że dowody, które otrzymała od uczelni, były niewystarczające. Pojawiają się wątpliwości, czy uniwersytet przekazał odpowiednim organom wszystkie istotne materiały.
We wrześniu 2026 roku Jane Doe złożyła pozew cywilny. - Każdy rodzic, który wysyła swoje dziecko na studia, oczekuje, że będzie ono bezpieczne. A jeśli wydarzy się coś strasznego, studentka ma prawo oczekiwać, że osoby, do których zwróci się o pomoc, wysłuchają jej, zapewnią jej ochronę i będą o nią walczyć. To absolutne minimum - ocenia gubernatorka stanu Nowy Jork Kathy Hochul.
Uczelnia znalazła się pod ostrzałem za sposób, w jaki podeszła do sprawy. Jane Doe twierdzi, że władze uniwersytetu nie zapewniły jej wystarczającej ochrony. Dwóch studentów zostało wyrzuconych, pozostali skończyli studia i otrzymali dyplomy. W ramach kary musieli napisać eseje na temat molestowania seksualnego.
Przemoc seksualna na prestiżowej uczelni Cornella
Historia wywołała masowe protesty w Stanach Zjednoczonych. Kobiety, które doświadczyły w swoim życiu przemocy seksualnej, w mediach społecznościowych zaczęły publikować nagrania z hasłem #iamjanedoe.
Według USA Today pomiędzy 2018 a 2024 rokiem na Uniwersytecie Cornella zgłoszono ponad 1200 przypadków przemocy seksualnej, przemocy domowej i stalkingu. Zawieszono 14 studentów, 7 zostało wyrzuconych z uczelni.
Sprawa gwałtu na uczelni wywołała masowe protesty w USA
Źródło zdjęcia: Reuters
Rektor uczelni Michael Kotlikoff w wywiadzie dla "New York Timesa" przyznał, że dopiero niedawno dowiedział się, że kobieta po domniemanej napaści zrezygnowała ze studiów. - To, co przydarzyło się Jane Doe w 2024 roku, jest głęboko niepokojące i będzie ciążyć na naszej społeczności przez wiele lat - powiedział.
Władze uniwersytetu zapowiadają, że zwiększą wsparcie ofiar napaści seksualnych i bezpieczeństwo na kampusie.
W związku z trwającym śledztwem uczelnia zakazała organizowania imprez i wydarzeń towarzyskich w bractwach do końca roku akademickiego.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.