"Polacy chcą taniej energii z Rosji"? Sezon na straszenie zimą otwarty
Urszula Cieślak o cenach paliw
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: PHOTOCREO Michal Bednarek/Shutterstock
Alerty Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, droższe paliwo na stacjach (z powodu sytuacji na Bliskim Wschodzie), rosnące ceny gazu i niepokój związany z sytuacją na światowych rynkach energii. To właśnie te tematy pojawiają się w przekazach sugerujących, że Polacy coraz bardziej odczuwają koszty polityki energetycznej i powinni wrócić do tańszych dostaw z Rosji.
"Dość Alertów i straszenia Rosją! Polacy chcą taniego gazu, ropy i prądu z Rosji!" - głosi post opublikowany 12 września na Facebooku (pisownia wszystkich postów oryginalna). Ma już ponad 3,3 tys. reakcji, niemal 1,5 tys. komentarzy i ponad 500 udostępnień.
Dzień później na Facebooku pojawił się niemal identyczny wpis, według którego "Polacy chcą taniego gazu i prądu z Rosji". Zebrał on ponad trzy tysiące reakcji, a udostępniono go ponad 300 razy. Post wykorzystano w facebookowej rolce, którą wyświetlono już ponad 56 tys. razy. Na nagranie zwrócił uwagę nasz czytelnik, pan Darek, który zgłosił je do weryfikacji Konkret24.
Posty sugerujące, że Polacy chcą powrotu do taniej rosyjskiej energii, zdobyły na Facebooku spore zasięgi
Źródło zdjęcia: facebook.com
W komentarzach spora część internautów przekonywała: "chcemy normalnych stosunków i cen". Niektórzy twierdzili, że to Ukraina ma być "wrogiem", a nie Rosja. "Konflikt ma Ukraina z Rosją, a nie my"; "Strasznie Rosją to bzdura"; "Polityka nie powinna mieć wpływu na gospodarkę. Rosją powinno się robić interesy" - komentowali. Jeden z internautów domagał się uruchomienia rurociągu, bo jak tak dalej pójdzie "to końmi będziemy jeżdzić".
Tylko nieliczni nie zgadzali się z przesłaniem, a autorów postów nazywali "zdrajcami". Przed przekazem przestrzegali natomiast inni internauci, szczególnie w serwisie X. Wskazywali, że wpisy nawołujące do powrotu do rosyjskich surowców są elementem rosyjskiej propagandy.
Na jeden z postów zwróciła uwagę ukraińska twórczyni internetowa. "Po prostu brak mi słów. I to wcale nie są boty. To prawdziwy profil, żadna podróbka ani fejk. Ludzie w Polsce chcą Rosji? No cóż… Niektórzy na Ukrainie też chcieli Rosji. Teraz ją mają" - stwierdziła w facebookowym poście.
Nie jest przypadkiem, że to właśnie teraz krąży taki przekaz. To element stałej gry Kremla.
Szef Gazpromu z uśmiechem o zimie w Europie, liderka AfD: "potrzebujemy taniego gazu z Rosji"
Podobny przekaz we wrześniu pojawia się nie tylko wśród polskich internautów. Promują go osoby związane z Kremlem i sprzyjający mu europejscy politycy.
"W Europie nadejdzie zima" - tak z lekkim uśmiechem 3 września miał stwierdzić prezes Gazpromu Aleksiej Miller, informuje rosyjska agencja informacyjna TASS. W ten sposób Miller miał odpowiedział na pytanie, czy zgromadzone przez Europę zapasy gazu wystarczą na nadchodzący sezon grzewczy.
Gazprom to rosyjski koncern gazowy kontrolowany przez państwo. Jego działalność jest jednym z głównych źródeł finansowania rosyjskiej inwazji na Ukrainę, ale też jednym z narzędzi rosyjskiej polityki zagranicznej.
14 września do powrotu do rosyjskiego gazu przekonywała Alice Weidel, współprzewodnicząca Alternatywy dla Niemiec (AfD). "Potrzebujemy taniego gazu ziemnego z Rosji. Będziemy do tego dążyć" - zapowiedziała w Bundestagu.
Wypowiedź Weidel wpisuje się w dotychczasowe stanowisko AfD wobec Rosji. Niemiecka skrajnie prawicowa partia opowiada się za odbudową relacji z Moskwą i jednocześnie sprzeciwia się dalszemu wsparciu wojskowemu dla Ukrainy. Po zwycięstwie AfD w wyborach do parlamentu Saksonii-Anhaltu 6 września, w których partia zdobyła 43,8 proc. głosów, jej stanowisko wobec Rosji wybrzmiewa jeszcze mocniej, zauważa redakcja DW.
Obie wypowiedzi, jak i internetowe wpisy opierają się na podobnym przekazie: powrót do rosyjskich surowców ma być odpowiedzią na wysokie ceny energii w Europie, a rezygnacja z rosyjskich dostaw przedstawiana jest jako źródło problemów gospodarczych. Wszystkie skrzętnie pomijają kluczowy kontekst: to Rosja napadła Ukrainę, a odejście Unii Europejskiej od rosyjskich surowców jest konsekwencją tej agresji.
DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ:
"Sezonowa kampania strachu" rosyjskiej propagandy
Wraz z początkiem sezonu grzewczego wraca znajomy przekaz: bez rosyjskiego gazu będzie drożej, a Europie może zabraknąć energii. To jeden z regularnych chwytów kremlowskiej propagandy i taki, który równie regularnie się nie sprawdza.
"Nie jest to pierwszy raz, jak Rosja straszy Europę trudną zimą. To mantra, którą nie bez powodu Rosja powtarza" - zauważa w rozmowie z portalem Money.pl dr Szymon Kardaś, analityk z Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych. Jak ocenia, celem Kremla jest "przestraszyć Europejczyków i złamać ich jedność". "To stała rosyjska strategia straszenia i nęcenia zarazem" - dodaje dr Kardaś.
Rosyjski przekaz sprowadza się do prostego komunikatu: rezygnacja z rosyjskich dostaw energii się Europejczykom nie opłaca, a wyższe ceny mają być dowodem na to, że polityka UE jest nieracjonalna.
Narracja, według której bez rosyjskiego gazu Europie grozi ciężka zima i niedobory energii, wyraźnie nasiliła się po aneksji Krymu w 2014 roku. Rosyjska propaganda przedstawiała wówczas Zachód jako uzależniony od rosyjskich surowców i osłabiony przez własne sankcje. Zależność ta była wówczas realna - około jedna trzecia gazu importowanego do UE pochodziła z Rosji. Już wtedy kraje wspólnoty zaczęły szukać alternatywnych źródeł dostaw i wzmacniać bezpieczeństwo energetyczne.
Rosyjskie straszenie "zamarzającą Europą" nasiliło się po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku. We wrześniu Gazprom opublikował nagranie przedstawiające Europę skutą lodem. Spot sugerował, że po odcięciu dostaw rosyjskiego gazu kontynent czeka "wielka zima".
W grudniu tego samego roku głośno zrobiło się o świątecznych spotach kontrolowanej przez Kreml telewizji RT (dawniej Russia Today). Pokazywały one zmanipulowany, katastroficzny obraz nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia w Europie - gdzie ludzie z powodu sankcji rzekomo musieli spędzać święta bez ogrzewania i elektryczności, a nawet zjadać zwierzęta domowe. Kolejny spot wieścił, że już zimą 2023 powodu braku paliwa Europejczycy zaczną... zaprzęgać konie do swoich aut. Pokłosie tego ostatniego przekazu widać dziś w komentarzach polskich internautów.
Nagrania te służyły jako narzędzie wojny psychologicznej Kremla. Miały wzbudzać w nas strach i wzmacniać przekonanie, że rezygnacja z rosyjskich surowców jest dla Europy zbyt kosztowna.
Analitycy EUvsDisinfo określają powracające przekazy jako "sezonową kampanię strachu". Wskazują, że Rosja wykorzystuje w niej europejskie obawy dotyczące cen energii i bezpieczeństwa dostaw. Celem jest wzmocnienie i wyolbrzymienie trwających w Unii dyskusji na temat odpowiedniego kursu polityki bezpieczeństwa energetycznego. EUvsDisinfo zwraca uwagę, że rosyjskie straszenie Europy kolejną "katastrofalną zimą" od lat kończy się tak samo: zapowiadany kryzys nie nadchodzi.
Rosja sama mierzy się z kryzysem paliwowym
Tymczasem problemy z paliwami dotykają samej Rosji. Kryzys paliwowy pogłębiły intensywne ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie i infrastrukturę paliwową. Doprowadziły do niedoborów paliwa w wielu regionach, wzrostu cen i kolejek na stacjach. Władze w Moskwie przedłużyły zakaz eksportu oleju napędowego do końca września.
A jak wygląda sytuacja w Europie? Jeśli chodzi o gaz, Unia Europejska utrzymuje obowiązek napełnienia magazynów przed sezonem zimowym na poziomie 90 proc., z możliwością elastycznego terminu osiągnięcia tego poziomu. Poziom zapełnienia europejskich magazynów jest niższy niż w poprzednich latach o tej porze roku. 16 września wynosił 68,7 proc. - wynika z szacunków firmy Gas Infrastructure Europe. Jednocześnie państwa członkowskie i Komisja oceniają, że nie ma obecnie bezpośredniego zagrożenia dla bezpieczeństwa dostaw gazu w UE. Wskazuje przy tym na większą dywersyfikację dostaw, rozwiniętą infrastrukturę LNG i zmniejszone zapotrzebowanie na gaz.
W Polsce sytuacja jest znacznie lepsza. Gas Storage Poland, operator systemu magazynowania gazu w Polsce, poinformował, że "napełnienie polskich magazynów gazu przekroczyło na początku września 90 proc.". 15 września było to już 98 proc.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.