"Szarpali księdzem biskupem". Szokujące sceny. "Jest mi strasznie wstyd"
- W niedzielę wieczorem w Grojcu koło Oświęcimia tłum zablokował w kościele biskupa bielsko-żywieckiego Romana Pindla i towarzyszących mu księży. Według kurii duchowni byli szarpani i wyzywani.
- Kilka dni wcześniej biskup odwołał wieloletniego proboszcza, ks. Józefa Zborka. Powodem były "poważne nieprawidłowości", których szczegółów kuria nie ujawnia. Decyzję po ponad dwóch latach podtrzymał Najwyższy Trybunał Sygnatury Apostolskiej.
- Biskup przyjechał na spotkanie z radą parafialną, a gdy ogłosił, że decyzja jest ostateczna, wierni weszli do kościoła i zakrystii. Duchowni opuścili parafię dopiero ok. 1 w nocy, po interwencji policji i negocjatorów z Krakowa.
Po niedzielnych ekscesach w Grojcu w sieci zaroiło się od nagrań. Na jednym z nich słychać tłum śpiewający "Barkę", ulubioną pieśń Jana Pawła II. Na innym filmiku starsza kobieta podnosi zdjęcie biskupa, a z tłumu ktoś krzyczy: "spalić na stosie". Na kolejnych nagraniach nie brakuje wulgaryzmów rzucanych w kierunku księży.
Wydarzeń podobnych do tego, co stało się w Grojcu koło Oświęcimia, w polskim kościele dawno nie było. Ks. biskup Roman Pindel przyjechał tam w niedzielę wieczorem, żeby uspokoić nastroje po odwołaniu wieloletniego proboszcza – księdza Józefa Zborka. Proboszcz został odwołany kilka dni wcześniej "z powodu stwierdzonych i udowodnionych poważnych nieprawidłowości w wypełnianiu tego urzędu". Biskup szczegółów nie podaje, zasłaniając się tajemnicą postępowania kanonicznego. Sprawa trwała jednak aż ponad dwa lata i ostateczną decyzję podjął Najwyższy Trybunał Sygnatury Apostolskiej.
Wierni, nie znając przyczyn odwołania proboszcza, stanęli w jego obronie.
– Ksiądz proboszcz jest niezwykle dobrym człowiekiem, ma u ludzi ogromny autorytet, szacunek, poważanie. Tyle opinii, ile wydali ludzie i świadectw na temat księdza proboszcza, no to naprawdę można by było zazdrościć – podkreśla w rozmowie z WP Katarzyna Maria Walczyk z rady parafialnej.
Zanim doszło do niedzielnych rękoczynów, przedstawiciele parafii próbowali zmienić decyzję biskupa metodami pokojowymi.
– Składaliśmy odpowiednie w naszym mniemaniu pismo grzecznościowe, polubowne, z prośbą o jeszcze jedno przyjrzenie się tej sprawie, czy ta decyzja, z którą parafianie się tak nie zgadzają, musi być tak agresywna i tak drastyczna wobec naszego kapłana – mówi WP Katarzyna Maria Walczyk.
W tym celu odbyło się też niedzielne spotkanie księdza biskupa z członkami rady. Rozpoczęło się o godzinie 19 i trwało około 2,5 godziny. Kuria relacjonuje, że przebiegło w spokojnej atmosferze. Ale to, co najgorsze, wydarzyło się chwilę później. Parafianie przez cały czas czekali bowiem w kościele na ogłoszenie decyzji. Biskup Pindel nie miał dla nich dobrych wiadomości, bo jego stanowisko w sprawie proboszcza się nie zmieniło.
WIDEO
Sceny pod kościołem. Biskup w eskorcie policji. Jest nagranie
WIDEO
Biskup Pindel podszedł do mikrofonu w kościele i podziękował ludziom za modlitwę. "Nie zdążył powiedzieć nic więcej, ponieważ do kościoła wtargnął agresywny tłum osób wykrzykujących przekleństwa" – relacjonuje kuria diecezjalna.
– To się działo tak szybko. Parafianie nasi nawet tam przed kościołem widzieli, że to zmierza w złym kierunku. Myślę, że gdyby ksiądz biskup wytrzymał kilka minut, jak wyszedł na ołtarz i miał złożyć to oświadczenie, to ludzie by się uciszyli i uspokoili. Oni też za długo czekali z tą decyzją, ja tak uważam osobiście – ocenia Katarzyna Maria Walczyk.
Kuria: Zagrożenie zdrowia i życia kapłanów
Kuria relacjonuje, że w celu uniknięcia zbezczeszczania świątyni i ratowania swojego bezpieczeństwa ksiądz biskup z kilkoma kapłanami poszedł do zakrystii kościoła. Stamtąd chciał wyjść.
"Tam spotkał kolejny tłum agresywnych osób. Zaczęli krzyczeć, przeklinać, ciągnąć za ręce – szarpali ks. biskupa, ks. Marka Studenskiego i ks. Stanisława Morawę. Wepchnęli grupę kapłanów z księdzem biskupem z powrotem do kościoła. Tam odgrodzono drogę grupie kapłanów. Wiele osób wykrzykiwało pytania, naprzemiennie z przekleństwami i agresywnymi zdaniami. Trwało to kilkanaście minut aż do przybycia policji, która zaprowadziła grupę kapłanów do pomieszczenia przykościelnego" – relacjonuje kuria diecezjalna.
Przedstawicielka rady parafialnej odcina się od zachowania grupy osób w kościele.
– Coś w ludziach pękło i zaatakowali księdza biskupa z drugiej strony, w zakrystii. Ja zatrzymałam ludzi w kościele troszeczkę, ale byli poruszeni. Byli wczoraj bardzo natarczywi niektórzy. I widziałam, że to też nie do końca byli wszyscy nasi parafianie – przekonuje Katarzyna Maria Walczyk.
O tym, że w Grojcu może się coś wydarzyć, policjanci wiedzieli już wcześniej, bo dostali informację o spontanicznym zgromadzeniu mieszkańców. Do akcji musieli wkroczyć, kiedy ludzie napadli na biskupa.
– O godzinie 21:30 dostaliśmy oficjalne zgłoszenie od przedstawiciela kurii, że biskup po spotkaniu z mieszkańcami nie może opuścić terenu parafii z uwagi na zgromadzony tłum. Policjanci, którzy już tam byli na terenie Grojca, podjęli interwencję. Do tej interwencji włączyli się policyjni negocjatorzy z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. Zadaniem ich było znalezienie takiego rozwiązania kompromisowego i doprowadzenie do porozumienia obu stron, tak, żeby można było zakończyć to zgromadzenie – relacjonuje w rozmowie z WP aspirant sztabowy Małgorzata Jurecka, oficer prasowy Komendanta Powiatowego Policji w Oświęcimiu.
W obecności policyjnych negocjatorów biskup Roman Pindel wyszedł jeszcze do zgromadzonych przed kościołem i wyjaśniał, że decyzja o odwołaniu proboszcza, potwierdzona przez Stolicę Apostolską, jest ostateczna. Ostatecznie około godz. 1 w nocy biskup oraz towarzyszący mu księża opuścili parafię. Kuria, opisując to, używa nawet słów, że kapłani "zostali uwolnieni".
"Wyrażamy wdzięczność policjantom na służbie za pomoc i wsparcie oraz negocjatorom z Krakowa za pomoc w rozwiązaniu sytuacji, która zagrażała zdrowiu i życiu kapłanów" – czytamy w oświadczeniu kurii.
Ludzie byli na miejscu jeszcze do około godziny 2. Potem, jak relacjonują policjanci, rozeszli się spokojnie do domów.
Mimo tak ostrego spięcia i skandalicznego zachowania części mieszkańców, policjanci nie będą z urzędu prowadzić dochodzenia w tej sprawie.
– Do tej pory żadna ze stron nie zgłosiła nam jakiegokolwiek przestępstwa lub wykroczenia – wyjaśnia aspirant sztabowy Małgorzata Jurecka.
Przedstawiciel kurii diecezjalnej przekazał WP, że na razie nie zapadła decyzja w sprawie ewentualnego zgłoszenia na policję.
– Tego nie wiem. To już zależy od księdza biskupa. Na ten moment nie złożył żadnego zawiadomienia – przyznaje ks. Mateusz Kierczak z Diecezji Bielsko-Żywieckiej.
Przedstawicielka rady parafialnej przekonuje, że celem mieszkańców nie była eskalacja emocji aż do tego stopnia.
– Myślę, że ksiądz proboszcz, tak jak i my wszyscy w Grojcu bolejemy nad tym, że to przybrało taki obraz, taki wymiar i że to było w tak nieelegancki sposób niestety wczoraj załatwione. Liczyliśmy naprawdę na porozumienie – przekonuje Katarzyna Maria Walczyk.
Ksiądz Józef Zborek może zostać w diecezji. Czekają na decyzję
A co z księdzem Józefem Zborkiem? Proboszczem w Grojcu już nie jest. W poniedziałek na parafii nikt nie odbierał telefonu.
– Mamy zaproponowanych dla niego kilka możliwości. Ksiądz biskup czeka na jego decyzję, w jaki sposób będzie się angażował w diecezji w dalszej posłudze – zapowiada ks. Mateusz Kierczak.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.