Standardy Berkowicza? Bez żartów [OPINIA]
Serial z Konradem Berkowiczem trwa. Facet, który wynosił patelnie z IKEI i który niezmiennie szczuje w swoich mediach społecznościowych na innych, często posługując się fałszywymi zdjęciami, teraz postanowił napaść na dziennikarkę TVP Info Justynę Dobrosz-Oracz i na jej pytanie o to, czy był w wojsku odpowiedział w typowy dla siebie, obrzydliwy sposób.
– Teraz nie mam czasu odpowiadać, bo głosowania się zaczynają. Poza tym rozmawiam z dziennikarzami, a nie z kurtyzanami – oznajmił. A gdy na jego głowę – słusznie – posypały się gromy, odpowiedział serią wpisów na portalu X. "Przekroczyłem nieprzekraczalną granicę. Przepraszam wszystkie kurtyzany" – napisał najpierw. A później dodał: "Nie zwyzywałem tej pani. Nazwałem ją stosownie do wykonywanej profesji i charakteru warsztatu, który prezentuje".
DLA CIEBIE
Biznes od środka: Czy złoto wciąż się opłaca? Dyrektor Mennicy Apart Bartosz Rączyński o inwestowaniu w złoto
DLA CIEBIE
Czy ta wypowiedź jest obraźliwa? Oczywiście, że tak. Czy jest skandaliczna? Jasne. Czy świadczy o Berkowiczu, jak najgorzej? O to też nie ma sporu. Ale szokująca nie jest z pewnością. Dlaczego nie jest? Bo prezentuje ona zwyczajny sposób działania polityka Konfederacji, który, nie posługując się zbyt dobrze językiem polskim, jest w stanie wyłącznie szczuć, obrażać, wrzucać fejkowe zdjęcia, a emocjonalnie, a być może nawet intelektualnie niezdolny jest do normalnej rozmowy. Z tej perspektywy jego słowa skierowane do Justyny Dobrosz-Oracz – choć, podkreślam jeszcze raz, są skandaliczne – nie są szokujące. Szokujące byłoby natomiast, gdyby Berkowicz sformułował spójną odpowiedź na jej pytanie, spróbował zmierzyć się z dociekliwością dziennikarki.
"Dobrosz-Oracz jest oczywiście obrzydliwą propagandystką, myślę o niej jak najgorzej, uważam, że szkodzi debacie publicznej i w żadnym wypadku nie powinna być brana poważnie. Ale Konrad Berkowicz oczywiście przegiął, te słowa nigdy nie powinny paść. Jutro mamy debatę budżetową, będziemy mówić o zbliżającej się katastrofie. To jest znacznie ważniejsze od tego, jak kto kogo obraził" – napisał.
Dlaczego ten wpis mnie nie szokuje? I tu znowu odpowiedź jest prosta. Bo ten model komunikacji jest standardowy dla Mentzena (i polityków w ogóle). Owszem, przepraszają oni za wypowiedzi kolegów, ale zarazem potem, a słyszy to każdy, kto rozmawia z politykami, mówią: "panie redaktorze, jest tyle ważniejszych tematów, po co zajmować się akurat tym". I tak zachował się lider Nowej Konfederacji.
Ale jest i pierwsza część tego wpisu, która też – choć jest zwyczajnie niesmaczna i obrzydliwa – nie zaskakuje i nie wywołuje zaskoczenia. Sławomir Mentzen, nawet odcinając się od słów kolegi, "musi" odciąć się także od dziennikarki. Dlaczego? Bo media mainstreamowe i ich przedstawiciele pozostają symbolem wszelkiego zła dla części z odbiorców kontentu politycznego lidera Nowej Nadziei. Samo odcięcie się od Berkowicza zostałoby więc odebrane jako uleganie jej wpływom, ustępstwa wobec "złych mediów", a na to Mentzen – niewolnik własnego twardego elektoratu – nie może sobie pozwolić.
Uczciwie trzeba też powiedzieć, że sam lider Nowej Nadziei – choć oczywiście unika tak ostrych i skandalicznych wypowiedzi – także od jakiegoś czasu zdecydował się na uruchomienie najniższych, już nie tylko antymigranckich, ale i mizoginicznych emocji. Jego wpisy na temat policjantek, żołnierek wpisują się (choć są oczywiście napisane nieco bardziej kulturalnym językiem) w ten sam schemat. Mentzen i część jego partii odkryli, że na tego rodzaju emocjach mogą zrobić wyniki na portalu X. I jeśli coś ich może powstrzymać, to co najwyżej jasny spadek sondażowy, protokół dwóch procent. Innej drogi nie ma, bo panowie nie rozumieją języka moralnego oburzenia czy choćby zwyczajnej kultury. Polityka uprawiana w sieciach antyspołecznościowych wyklucza takie kryteria, tu liczy się zasięg.
Jeśli więc nie da się odwołać do zasad i norm, bo te w świecie liderów Konfederacji (a przynajmniej jej mentzenowskiej części) nie działają, to jedynym, co pozostaje, to reakcja kobiet. Warto pytać bliskich Berkowicza, jak odbierają to, że ich bliski jest takim znawcą "kurtyzan", że z taką pasją wypowiada się na ich temat? Czy to rzeczywiście się im podoba? I jak odbierają fakt, że ich bliski obraża inne kobiety?
Warto pytać żony polityków Nowej Konfederacji, jak odbierają fakt, że ich mężowie obrażają inne kobiety, że sugerują, że kobiety są od mężczyzn gorsze? Jak podoba się im, że ich bliscy de facto obrażają ich płeć? Identyczne pytania trzeba zadawać polityczkom Konfederacji. I wreszcie trzeba zadawać publicznie pytanie, czy rzeczywiście kobiety chcą głosować na facetów (i wspierające ich kobiety), którzy wygadują takie rzeczy. redpillowców jest oczywiście trochę i oni zawsze zapewnią ruch na socjalach, ale oni nie wystarczą, by choćby wejść do parlamentu. A dopóki panom nie zajrzy w oczy strata karier politycznych, to nic się nie zmieni. Ich oburzenie innych jedynie nakręca.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.