Przedszkole apeluje. W razie alertu RCB: nie przyprowadzać dzieci
W opublikowanym w poniedziałek na stronie internetowej przedszkola apelu dyrekcja prosi, aby w sytuacji alertu RCB o zagrożeniu atakiem z powietrza, rodzice nie przyprowadzali dzieci do przedszkola.
"Jeśli przed wyjściem z domu lub w drodze do przedszkola otrzymają Państwo alert RCB o treści: 'Zagrożenie atakiem z powietrza. Znajdź bezpieczne miejsce', prosimy o nieprzyprowadzanie dziecka do przedszkola w czasie obowiązywania alarmu" – czytamy w komunikacie.
Dodano, że "w tym czasie drzwi przedszkola będą zamknięte, a personel zapewni bezpieczeństwo dzieciom przebywającym już w placówce. Dzieci należy przyprowadzić dopiero po oficjalnym odwołaniu alarmu przez służby" – czytamy na stronie Miejskiego Przedszkola nr 12.
Po publikacji apelu również w mediach społecznościowych na dyrekcję placówki posypała się fala krytyki. Wielu komentujących nie zwróciło uwagi, że przedszkole w swoim komunikacie uwzględniło tylko jeden z rodzajów alertów RCB: taki, kiedy zagrożenie jest już bardzo prawdopodobne i włączane są również syreny alarmowe. Ogłoszenie przedszkola nie dotyczy wysyłanych niemal codziennie w województwie lubelskim alertów RCB informujących o ataku Rosji na zachodzie Ukrainy i tylko potencjalnym zagrożeniu.
– Chodzi o to, że jeśli rodzic jest jeszcze w domu i ten alarm jest, to należy wtedy znaleźć to miejsce bezpiecznego schronienia. Napisaliśmy to, żeby rodzic miał świadomość, że w tym momencie powinien tak naprawdę zostać w domu i przyprowadzić dziecko po zakończonym alarmie – tłumaczy dyrektor Miejskiego Przedszkola nr 12 w Zamościu Dorota Szewczyk.
Dodaje, że działa to także w drugą stronę: kiedy alarm o zagrożeniu atakiem z powietrza jest obowiązujący, nie powinno się odbierać dzieci z placówki.
– My jesteśmy po szkoleniach, po spotkaniach z wojskiem i z kuratorium. Na nich jasno wybrzmiało, co zresztą w procedurach też jest, że kiedy jest alert, to po prostu placówka musi być zamknięta – wyjaśnia Dorota Szewczyk w rozmowie z WP.
Przedszkole zamyka drzwi. Ale jak ktoś się pojawi, to otworzy
Przedszkole było jednak krytykowane głównie za to, że w ogłoszeniu padła informacja o zamkniętych drzwiach.
"To przedszkole, zamiast zapewnić dziecku bezpieczeństwo, zamyka drzwi. Czyli w trakcie alertu, będąc już np. na parkingu pod przedszkolem, mam siedzieć w samochodzie z dzieckiem i czekać na odwołanie. Jedną z podstawowych zasad podczas alarmu jest opuszczenie pojazdu i udanie się do najbliższego punktu schronienia lub innego obiektu, np. użyteczności publicznej" – zarzuca jeden z komentujących wpis placówki.
Dyrektorka przedszkola przekonuje, że umieszczone w ogłoszeniu stwierdzenie o zamkniętych drzwiach nie jest kategoryczne.
– Logiczne dla mnie jest to, że jeżeli ktoś będzie praktycznie pod bramą, no to też nie zostawię tych ludzi pod drzwiami, bo ja muszę zapewnić wszystkim też to bezpieczeństwo. Nie zostawię ich pod drzwiami – zapewnia Dorota Szewczyk.
Dyrektorka zaznacza, że taki przekaz był konsultowany również z dyrektorami innych przedszkoli w Zamościu i przedstawicielami służb.
Dyrektorka przedszkola: ćwiczymy z dziećmi jak się zachować
Dodaje, że z jednym z rodziców rozmawiała już o tym, że jeśli w sytuacji alarmu drzwi przedszkola będą zamknięte i nie będą mogli odbierać dzieci, to spotka się to z agresywną reakcją. Apeluje o zdrowy rozsądek w takiej sytuacji: – Proszę sobie wyobrazić: wpada mi tutaj, powiedzmy, 30 rodziców. Zabierają dzieci. Od razu pojawia się u nich lęk – wskazuje.
Dodaje, że przedszkole już raz miało do czynienia z syrenami alarmowymi i alertem o zagrożeniu atakiem z powietrza.
– Kiedy był ten alert, akurat u nas w przedszkolu teatrzyk się kończył i każda grupa rozeszła się do właściwego, wcześniej przygotowanego miejsca. Mamy tam książeczki dla dzieci, koce, także my byliśmy już trochę przygotowani. Dzieci to wtedy potraktowały trochę jako zabawę w innym miejscu, więc nie było u nich żadnego lęku – relacjonuje.
Dodaje, że dzieci są obecnie często przygotowywane na takie sytuacje.
– Robimy takie bardzo króciutkie ćwiczenia, żeby one po prostu z automatu wiedziały, że w takiej sytuacji rzucamy wszystko i idziemy w umówione miejsce. Dla naszych dzieci jest to po prostu absolutnie zautomatyzowane w tej chwili – przekonuje Dorota Szewczyk.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.