Niemiecka gazeta o "humanitarnym geście" wobec Polaków. Jest apel
Niemiecki dziennik "Die Welt" w niedzielę na swoim portalu wezwał rząd w Berlinie do podjęcia szybkiej decyzji w sprawie zadośćuczynienia, podkreślając, że jest to "ostatnia okazja" do załatwienia tego problemu.
W aktualnym projekcie budżetu nie ma pieniędzy dla ofiar
Autor, warszawski korespondent "Die Welt" Philipp Fritz wspomniał o wypowiedzi zastępcy rzecznika niemieckiego MSZ Josefa Hintersehera, który pod koniec września powiedział, że "nie ma decyzji (w sprawie humanitarnego gestu), czego odbiciem jest aktualny projekt budżetu".
Hinterseher potwierdził tym samym to, co wielu obserwatorów przeczuwało – byli więźniowie obozów koncentracyjnych i gett, osoby, które przeżyły marsze śmierci, byli robotnicy przymusowi i powstańcy, którzy jeszcze żyją w Polsce, nie dostaną żadnego odszkodowania, żadnej jednorazowej wypłaty bądź wypłacanej co miesiąc emerytury – czytamy w "Die Welt". Fritz pisze o "moralnym bankructwie".
Autor przypomniał, że rozmowy o odszkodowaniach dla ostatnich żyjących ofiar niemieckiej okupacji w Polsce toczą się od lat. "Chodzi o grupę od 30 tysięcy do 50 tysięcy osób, które mają ponad 90 lat, są często samotne i chore. Ich liczba co roku zmniejsza się. Brak wyników w rozmowach przyjmowany jest w Polsce z żalem i gniewem" – podkreślił Fritz.
Czy Niemcy czekają, aż ofiary umrą?
Jego zdaniem trudno oprzeć się wrażeniu, że Niemcom "udaje się stawianie głazów pamięci, ale nie potrafią pomóc konkretnym ofiarom, gdy jest to konieczne". Niemała liczba Polaków uważa, że potomkowie sprawców w Berlinie "po prostu czekają, aż ofiary umrą i niewygodny temat sam się rozwiąże" – zaznacza "Die Welt". Rodziny ofiar nie zapomną tego Niemcom – ostrzega Fritz.
Autor podkreślił, że polski rząd nie domaga się od Niemiec reparacji, lecz "zadośćuczynienia". W ten sposób premier Donald Tusk "wrzucił piłkę na boisko rządu Niemiec, umożliwiając mu podjęcie działań i udzielenia ofiarom konkretnej pomocy za pomocą gestu uznania dla cierpień i stosunkowo niewielkiej sumy pieniędzy, a tym samym przysłużenia się pojednaniu i relacjom niemiecko-polskim".
Fritz zwraca uwagę na krążące pogłoski, że urzędnicy niemieckiego MSZ w zamian za odszkodowania domagają się gwarancji ze strony Polski, że w przyszłości nie będą wysuwane kolejne roszczenia. "Jeżeli to prawda, to byłoby to wysoce nieprzyzwoite" – ocenił autor.
Kanclerz Merz może uzupełnić budżet o pieniądze dla poszkodowanych
"Kanclerz Friedrich Merz, w porozumieniu z odpowiedzialnymi ministerstwami – spraw zagranicznych i finansów, powinien uzupełnić projekt budżetu o kwotę przeznaczoną dla ofiar. Byłby to późny, ale wielki i moralnie słuszny gest" – pisze Fritz.
W przypadku dalszych opieszałych działań rządu, sprawę zadośćuczynienia powinno wziąć w swoje ręce niemieckie społeczeństwo obywatelskie poprzez zbiórkę pieniędzy dla ofiar. Do takiej akcji powinny włączyć się także niemieckie koncerny, które w czasie wojny wykorzystywały polskich robotników przymusowych.
Niemcy, a przede wszystkim niemiecki rząd, mają okazję, żeby pokazać, że za hasłami o odpowiedzialności wobec ofiar kryje się coś konkretnego. Że postępują zgodnie z moralnym kompasem wbrew przeciwnym nastrojom. Konieczny jest pośpiech" - pisze w konkluzji Philipp Fritz w "Die Welt", podkreślając, że jest to "ostatnia szansa Niemiec".
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.