"Nie chcę, by pustkę po mnie wypełnił strach". Andrzej Poczobut o więzieniu, Łukaszence i powrocie na Białoruś [WYWIAD]
Chudy, wysoki mężczyzna w bluzie i dżinsach, z uprzejmym i zmęczonym uśmiechem, jest tu, w Warszawie, swego rodzaju celebrytą.
Od 2021 r., kiedy to białoruski dyktator Alaksander Łukaszenko zamknął go w obozie "za podżeganie do nienawiści" i uczynił z niego jednego z wielu setek swoich więźniów politycznych, o jego uwolnienie nieustannie domagały się rzesze polskich obywateli, a także rząd.
Czytaj nas częściej w Google
A kiedy pod koniec kwietnia tego roku Białoruś rzeczywiście zwolniła Andrzeja Poczobuta — dziennikarza, dysydenta i rzecznika uciskanej mniejszości polskiej — po skomplikowanych międzynarodowych negocjacjach, w zamian za rosyjskich i białoruskich szpiegów, na granicę przyjechał po niego premier Donald Tusk. Kilka tygodni później otrzymał Order Orła Białego, najwyższe odznaczenie państwowe przyznawane w Polsce. Kiedy odbierał je z zapadniętymi rysami twarzy i wciąż ogoloną głową, wyglądał jak typowy więzień polityczny.
Do dziś Poczobut niemal codziennie gdzieś wygłasza przemówienia, odbiera jakieś wyróżnienia lub udziela wywiadów telewizyjnych lub radiowych. Zrzucił już z siebie cień obozu i wygląda raczej jak pięćdziesięciolatek, który lubi jazdę na rowerze i biegi długodystansowe. Pozostało tylko to charakterystyczne zmęczenie w oczach i kącikach ust. — Chciałbym już, żeby to zainteresowanie osłabło. Jestem wyczerpany. Oby już nie przyszło mi żadne zaproszenie na żadną dyskusję — mówi z uśmiechem. — Ale nie mogę nikomu odmówić. To ludzie, którzy na przykład przez pięć lat z rzędu chodzili na demonstracje z moim imieniem na transparencie. Jestem im to winien. A to całkiem przyjemne obowiązki — dodaje.
Andrzej Poczobut nie może się dziwić zainteresowaniu opinii publicznej. Gdy tylko, ku własnemu zaskoczeniu, odzyskał wolność, ogłosił, że jak tylko będzie to możliwe, wróci do domu, do białoruskiego miasta Grodno. I tak jak zapowiedział w kwietniu, tak też uczynił na początku września. Zrobił to, mimo że w ogóle nie było jasne, jak zakończy się podróż za białoruską granicę.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.