The Daily Newsstand · Free, Always
Tuesday, September 15, 2026

Jeden rosyjski dron i dwa dni akcji na plaży. Czy tak to powinno wyglądać?

Translate

Rosyjski dron, prawdopodobnie typu Gerbera 2 w wersji rozpoznawczej, odkryty w poniedziałek na plaży niedaleko Jarosławia, we wtorek przed południem nadal znajdował się na plaży. Akcją na miejscu kieruje Żandarmeria Wojskowa, a jak poinformował ppłk Dariusz Rozkosz, rzecznik formacji, dron został odciągnięty w bezpieczne miejsce od fal i linii brzegowej.

Rosyjski dron na plaży. Co zrobiły służby?

Ppłk Rozkosz relacjonuje, że w poniedziałek obiekt został sprawdzony przez jednostkę chemiczną pod kątem zagrożeń związanych z promieniowaniem i skażeniem chemicznym. Na miejsce przybyli żołnierze 43. Batalionu Saperów z Rozewia, morskiej jednostki inżynieryjnej Marynarki Wojennej.

– Z uwagi na późną porę i trudne warunki atmosferyczne, badania pod kątem obecności materiałów wybuchowych zaplanowano na wtorek. Takie było polecenie prokuratury – wyjaśnia ppłk Rozkosz. We wtorek, po sprawdzeniu obiektu przez saperów, oględzin drona dokona prokurator.

Zdaniem ekspertów, z którymi rozmawiała Wirtualna Polska, czas potrzebny na zabezpieczenie i usunięcie takiego obiektu może być dla rosyjskich służb cenną informacją. W warunkach wojny hybrydowej wiedza o tym, jak szybko Polska reaguje na tego typu zdarzenia, może być wykorzystywana do wywoływania chaosu i testowania sprawności państwa.

– Zwracam uwagę, że generalnie jest piąty rok wojny w Ukrainie, a my nie mamy wyspecjalizowanych jednostek, które są w stanie pozostawać w gotowości i w każdym miejscu w Polsce podjąć czynności praktycznie jak straż pożarna – komentuje dla WP Tomasz Darmoliński, ekspert w dziedzinie dronów, prezes Fundacji "Żelazny", zajmującej się m.in. rozwojem obronności Polski.

Nie powinno się czekać do następnego dnia

Ekspert zwraca uwagę, że akcja na plaży nie powinna rozciągać się w czasie do następnego dnia. - Kiedy znajdujemy taki dron, wojsko powinno posiadać już tego typu zdolności, aby nie czekać na specjalistów do następnego dnia – podkreśla Darmoliński. Wskazuje, że w Ukrainie działają wyspecjalizowane jednostki do usuwania niebezpieczeństw po nalotach dronów, w tym także wraków.

Rozmówca rozgranicza jednak dwa wątki. Jego zdaniem sama ostrożność służb przy takim obiekcie jest uzasadniona, ponieważ w wojnie w Ukrainie zdarzało się, że takie drony zawierały pułapki na służby ratunkowe.

– Takie maszyny mogą przenosić ładunki bojowe, a w Ukrainie zdarzały się przypadki wykorzystywania ich do zastawiania pułapek na służby, które przyjeżdżały na miejsce ataku – dodaje. Problemem, jego zdaniem, nie jest więc ostrożność, lecz brak systemu, który pozwalałby reagować na takie zdarzenia szybko i w trybie dyżuru.

Darmoliński zwraca też uwagę na niewielką liczbę osób w Polsce mających doświadczenie w rozpoznawaniu zagrożeń związanych z rosyjskimi dronami oraz na niedostateczny przepływ informacji z Ukrainą.

Ppłk rez. Maciej Korowaj (analityk wojskowy) odnosząc się do zagrożenia atakami ze strony Rosji, mówi, że polscy politycy reagują dopiero po zdarzeniu, zamiast mieć wcześniej przygotowane warianty działania. Rosja dzięki temu może obserwować cały polski "cykl decyzyjny": od wykrycia incydentu, przez analizę, po decyzję polityczną i komunikat premiera i szefów MON.

Dron Gerbera 2. "Weszła zaledwie kilka miesięcy temu"

Darmoliński opisuje, że jest to wersja rozwojowa popularnego drona Gerbera 2, który był wykorzystywany do mylenia ukraińskiej obrony przeciwlotniczej. – To nie są tylko drony rozpoznawcze. W takich dronach są samolikwidatory. W związku z czym, jeżeli ładunek miał go zniszczyć, coś musiało pójść nie tak, że nie został zniszczony – zauważa.

– Ta wersja, którą widzimy na zdjęciach z plaży, weszła zaledwie kilka miesięcy temu. W ubiegłym roku drony Gerbera, ale poprzedniej generacji, w większej liczbie wleciały na terytorium Polski – opisuje.

– Proszę zwrócić uwagę, że znalezienie drona zbiegło się z ćwiczeniami Wojska Polskiego, które kilka dni wcześniej testowało w podobnym czasie bezzałogowce dalekiego zasięgu produkowane w Polsce. Przypadek, nie przypadek, ciężko powiedzieć. Z drugiej strony niepokojące jest to, że ten obiekt został wyłowiony, a nie zidentyfikowany podczas lotu. Został znaleziony w połowie polskiego wybrzeża, co powinno być przedmiotem osobnej analizy, jak pokonał taki dystans – podsumowuje prezes Fundacji "Żelazny".

Pierwsze wyjaśnienie. Dron przydryfował z wód międzynarodowych?

Według Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych dron "najprawdopodobniej przydryfował z wód międzynarodowych na nasze wody". – Od 31 lipca nasze systemy nie zaobserwowały żadnego naruszenia naszej przestrzeni powietrznej, więc na tę chwilę nie da się wiązać tego z jakimkolwiek atakiem Federacji Rosyjskiej. Także domniemamy, że po prostu przydryfował na nasze wody – przekazał dziennikarzom pułkownik Goryszewski.

– Został on znaleziony przez motorówkę hydrograficzną Marynarki Wojennej, która wykonywała przejście w pobliżu. Zauważyła ten obiekt, więc zabezpieczyła, zgłosiła policji, żandarmerii, a teraz te służby wykonują czynności na miejscu – powiedział pułkownik.

View the original on Wirtualna Polska

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.