Daily MaverickWARNING SIGNS OP-ED: From Malmesbury to Umhlali, SA has now seen both faces of nihilistic violent extremismESPNRodgers throws two TDs to tie Peyton on all-time list, lifts Steelers to OT winInquirerSara Duterte prays for father’s safe return during Zamboanga visitESPN DeportesWatson y Browns escapan con la victoria divisionalRTP DesportoTaça de Portugal. Arouca elimina Belenenses no prolongamento한겨레AI로 환생한 DJ에게 조언을 구한다면… [두런두런 AI ㉕]ZDF heuteAktuelle Pressemitteilungen des ZDFسكاي نيوز عربيةانطلقت من تل أبيب.. هبوط اضطراري لطائرة بسبب "جسم مشبوه"n-tvUnruhe nach Rücktritt von Bas: SPD-Fraktionschef Miersch weist Vorwurf des taktischen Manövers zurückThe Jerusalem PostVienna flight from Tel Aviv diverted to Bulgaria over bomb threatSBS 뉴스'쇼츠' 찍느라 검증은 뒷전…이런 국감 언제까지DW EnglishEbola: Kenya cases rise to 8, spreads to 8th Congo province
The Daily Newsstand · Free, Always
Sunday, October 18, 2026

Dlaczego Francja znów płonie? [OPINIA]

Translate

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Na ulice całej Francji, od Prowansji po Normandię i od Żyrondy po Alzację wyszło w sobotę według różnych szacunków od 550 tys. do ponad 800 tys. protestujących. Protesty były skierowane przede wszystkim przeciw kryzysowi kosztów życia, choć były także kontynuacją protestów uczniów, trwających od połowy września. Na ulicach spotkali się przedstawiciele ruchu Żółtych Kamizelek – reprezentującego głównie niższą klasę średnią z peryferyjnych obszarów kraju przyciśniętą przez koszty życia, zwłaszcza benzyny – uczniowie, studenci, rodzice, związkowcy, przedstawiciele partii lewicowych. Mobilizacja przebiegała oddolnie, wielokanałowo, przez media społecznościowe, nie można wskazać jednego ruchu społecznego czy organizacji stojącej za całością protestu.

W wielu miejscach demonstracje przebiegały względnie spokojnie. W wielu miejscach pojawiły się jednak najczęściej niewielkie grupki inicjujące akty przemocy, wandalizmu czy szabru. Emmanuel Macron, który w niedzielę o godz. 20 wygłosił orędzie do narodu, o przemoc i wandalizm oskarżył "skrajną lewicę" i "przestępców". Nie wiemy dziś dokładnie, kto odpowiadał za najbardziej dramatyczne akty przemocy. Schemat: radykalne grupki skrajnej lewicy, plus dołączający się do aktów przemocy młodzi ludzie ze środowisk podatnych na przestępczą demoralizację wydaje się jednak dość prawdopodobny.

Protesty we Francji. "Niektóre sceny przypominały rozruchy"

Część sprawców przemocy pewnie będzie mieć pochodzenie emigranckie – choć raczej będą to urodzeni już we Francji potomkowie migrantów w drugim, a nie trzecim pokoleniu, a nie ludzie, którzy przybyli do Francji niedawno. Jednocześnie "migracja" czy "wielokulturowość" nie jest wcale uniwersalnym kluczem – co najwyżej bardzo prymitywnym wytrychem – do zrozumienia sytuacji we Francji.

Od czasów I Republiki, przez Wiosnę Ludów i Komunę Paryską, po maj 1968 r. Francja ma tradycję gwałtownych wystąpień ulicznych, zdolnych nawet obalić cały porządek polityczny – jak rewolucja lutowa w 1848 r., która otworzyła drogę II Republice i pozbawiła tronu ostatniego z Kapetyngów. To, co dzieje się we Francji w ostatnich tygodniach, wpisuje się w tę tradycję, podobnie jak wpisywały się gwałtowne, pełne aktów wandalizmu i przemocy protesty Żółtych Kamizelek – zdominowane przez białą ludność z prowincji, raczej nie głosującą na lewicę.

Jednocześnie pojawiają się głosy, że skala przemocy czy przestępstw przeciw mieniu jest większa niż na ogół przy tego typu wystąpieniach społecznych. Niektóre sceny, jakie widzieliśmy we Francji w sobotę, bardziej przypominały rozruchy w czarnych dzielnicach amerykańskich metropolii niż obrazy z roku ’68 – np. szaber sklepów.

Część ekspertów mówi o towarzyszącej protestom kulturze nihilistycznej przemocy, pozbawionej jakiegokolwiek politycznego programu, rozwijającej się zwłaszcza wśród młodych mężczyzn dorastających na ubogich przedmieściach zamieszkanych przez potomków migrantów.

Nie lekceważąc tych incydentów i tego, że akty przemocy i wandalizmu popełniała młodzież często będąca potomkami migrantów, to tego, co dzieje się od września we Francji, nie można redukować do problemu integracji potomków migrantów.

Kryzys społeczny

Akty przemocy pojawiały się oportunistycznie na marginesie wielkich demonstracji z ostatnich tygodni, które nie miałyby miejsca, gdyby nie autentyczne, głębokie społeczne problemy Francji. I nie, wcale nie w pierwszym rzędzie związane z migracją.

Protesty uczniów i studentów miały swoje źródło w realnych problemach systemu edukacji: brakach kadrowych – uczniów jest dziś więcej niż pod koniec pierwszej dekady XXI wieku, a nauczycieli mniej – złym stanie technicznym szkolnych budynków, których większość od dawna nie była remontowana i nie jest np. przystosowana do coraz częstszych ekstremalnych upałów, oraz lękach młodych ludzi związanych z obawami o przyszłość.

Realny jest też problem kosztów życia. I nie chodzi tylko o to – jak mówił w swoim orędziu w niedzielę Macron – że Trump wspólnie z Izraelem napadł na Iran, za co Francuzi płacą wysoką cenę na stacjach benzynowych, choć Francja nie miała nic wspólnego z tą wojną. Coraz silniejsze jest poczucie, że francuska umowa społeczna fundamentalnie nie działa, że przeciętna pensja nie jest już w stanie zapewnić godnego życia – zwłaszcza w większych miastach – tak jak była w stanie jeszcze pokolenie temu. Kraj jest w dodatku silnie zadłużony – dług publiczny przekracza 120 proc. PKB – a prasa finansowa coraz częściej zastanawia się, czy jest on do utrzymania, czy strefa euro nie będzie się za chwilę zrzucała na ratowanie Francji, tak jak kiedyś Grecji, co pogłębia społeczne niepokoje i rodzi obawy o przyszłość.

Kto udzieli odpowiedzi na kryzys?

Macron apelował w niedzielę wieczorem, by oddzielić Francuzów, którzy wyszli w sobotę na ulice, by dać wyraz swoim uprawnionym żądaniom, od sprawców przemocy. Obiecał, że państwo surowo ukaże sprawców, a jednocześnie będzie wsłuchiwać się w żądania takich grup jak młodzież i wspólnie z jej przedstawicielami, partiami politycznymi i związkami zawodowymi będzie szukać rozwiązania konkretnych problemów.

Tylko Macron miał na to 9 lat swoich dwóch kadencji i to, co dzieje się dziś we Francji, jest też świadectwem jego klęski jako prezydenta, obiecującego zreformować i zdynamizować Francję. W weekend rząd nie tylko trudno było postrzegać jako siłę zdolną rozwiązać głębokie, strukturalne problemy Francji, ale także zapewnić elementarny porządek na ulicach. Merowie takich miast jak Paryż czy Marsylia skarżyli się na to, że policja była nieprzygotowana na skalę przemocy i nie była sobie w stanie z nią poradzić.

Przyszłoroczne wybory we Francji będą sprowadzać się do tego, kto skuteczniej będzie w stanie zdefiniować kryzys drążący Francję i zaoferować na niego rozwiązanie.

Prawica i skrajna prawica będą obwiniać migrację, spowodowany przez nią rozpad spójności społecznej, kulturowy permisywizm, upadek wspólnotowej republikańskiej kultury, ale też rozmiary i nieefektywność francuskiego państwa dobrobytu, które, utrzymując wyjątkowo niski wiek emerytalny, prowadzi kraj na skraj katastrofy.

Związany z lewicą francuski ekonomista Thomas Piketty daje inną diagnozę w swoim tekście opublikowanym w "Le Monde". Piketty wskazuje, że zadłużenie Francji osiągnęło rekordowe rozmiary 120 proc. PKB, ale jednocześnie rekordowe rozmiary – 600 proc. PKB – przybrały fortuny prywatne. Sam PKB też jest rekordowy. Innymi słowy, pisze Piketty, Francja nigdy nie była tak bogata jak dziś, a cały problem sprowadza się do dystrybucji tego bogactwa.

Można spodziewać się, że zwycięzca przyszłorocznych wyborów będzie musiał spróbować zaspokoić zarówno potrzebę porządku i większej spójności społecznej, jak i pragnienie większej sprawiedliwości wśród Francuzów. Skutecznie ukoić lęki o przyszłość i dać jakąś związaną z nią nadzieję. Byłoby fatalne dla przyszłości Francji i Unii Europejskiej, gdyby w drugiej turze zmierzyli się dwaj kandydaci skrajności: Marine Le Pen ze skrajnej prawicy i Jean-Luc Mélenchon ze skrajnej lewicy – co skończyłoby się, jak pokazują dziś sondaże, zwycięstwem tej pierwszej.

Warto więc obserwować, czy republikańskie centrum będzie w stanie przedstawić wiarygodną alternatywę – bardzo wiele od tego zależy. Fakt, że po dziesięciu latach centrowych rządów Macrona, które miały pokazać, że podział lewica-prawica się skończył i liczy się tylko podział przeszłość-przyszłość, Francja może stanąć przed tak fatalnym wyborem, jest najbardziej druzgocącą oceną tej prezydentury.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.