List żelazny dla Marcina Romanowskiego. "Nie jest glejtem niewinności"
Rosati: pytanie, czy Romanowski nie wykorzysta instrumentalnie listu żelaznego
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
W środę Sąd Okręgowy w Warszawie wydał list żelazny wobec byłego wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego. Orzeczenie jest nieprawomocne. Prokuratura oceniła decyzję sądu jako "niezasadną" i zapowiedziała złożenie zażalenia.
Adwokat Radosław Baszuk przyznał w "Faktach po Faktach" w TVN24, że listy żelazne najczęściej wydawane są osobom, które uciekły lub ukrywają się przed wymiarem sprawiedliwości za granicą.
Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej Przemysław Rosati potwierdził, że pobyt za granicą jest podstawowym warunkiem wydania listu żelaznego. Na pytanie, czy podjęcie takiej decyzji w sprawie Romanowskiego nie jest błędnym sygnałem wysłanym społeczeństwu, że to jest właściwa ścieżka, odparł, że sąd, który podejmuje decyzję o wydaniu listu żelaznego "musi zważyć interesy wymiaru sprawiedliwości".
- To znaczy musi stwierdzić, że środki efektywne jak tymczasowy areszt, poszukiwanie listem gończym, Europejski Nakaz Aresztowania, czasami też ekstradycja, okazują się nieskuteczne lub nie mogą być faktycznie przeprowadzone, to wtedy musi zważyć, czy aby zapewnić dostępność podejrzanego dla wymiaru sprawiedliwości, należy rozważyć i wydać list żelazny - wyjaśnił.
Rosati: sąd musi zważyć interesy wymiaru sprawiedliwości
Źródło: TVN24
Obawy o to, czy list żelazny "nie zostanie wykorzystany w sposób instrumentalny"
- Stoimy przed wyborem, albo ścigamy go bez efektu jak na razie, albo gwarantujemy mu wolność pod pewnymi, bardzo określonymi warunkami - powiedział adwokat Baszuk.
Mecenas przyznał, że nie rozumie, dlaczego prokurator "niezależnie od swojego stanowiska, polegającego na złożeniu sprzeciwu, nie wnioskował do sądu o uzależnienie wydania listu żelaznego od wpłacenia poręczenia majątkowego".
- Czasami są też sytuacje, kiedy osoba, która przebywa poza Polską, naprawdę chce się stawić. Proponuje się zabezpieczenie majątkowe, na zasadzie: wpłacę jeszcze jakieś środki, niech prokurator dokona zabezpieczenia. Chodzi o to, że osoba, która się stara o list żelazny ma interes w tym, żeby pokazać dobrą wolę w tym, że rzeczywiście chce skorzystać z dobrodziejstwa listu żelaznego - zwrócił uwagę Rosati.
Ocenił, że sąd "pochopnie" przyjął, że jeśli Romanowski wróci do kraju, będzie zachował się zgodnie z warunkami listu żelaznego. - Jak prześledzimy historię pana Romanowskiego, to wielokrotnie instrumentalnie wykorzystano dostępne środki prawne. Prawo azylu (…) i inne dostępne możliwości, żeby uciekać - zauważył.
- Pytanie, czy ten list żelazny nie zostanie wykorzystany w sposób instrumentalny, ale żeby z niego skorzystać trzeba chcieć wrócić do Polski, przekroczyć granicę i "aktywować" ten list żelazny - dodał.
List żelazny "nie jest glejtem niewinności"
Baszuk podkreślił, że nie należy określać listu żelaznego "przywilejem bądź nadzwyczajnym przywilejem". - Proszę pamiętać, że konstrukcja listu żelaznego zakłada szereg ograniczeń dla podejrzanego bądź oskarżonego - zastrzegł. Adwokat przyznał przy tym, że jego klienci najczęściej nie otrzymywali listu żelaznego.
Rosati potwierdził, że przede wszystkim tak to wygląda, że się listu żelaznego nie otrzymuje. - Przypominam sobie kilka sytuacji. Natomiast to nie jest powszechna sytuacja. Lojalnie informuję klientów, że nie jest to automat, to nie jest standard. To rozwiązanie raczej nadzwyczajne, w sensie, że nie jest powszechnie dostępne, że można złożyć wniosek i dostać jak wizę, paszport czy inne instrumenty prawne - powiedział.
Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej podkreślił, że "w dyskusji, która się toczy od kilku dni jedna rzecz umyka: list żelazny nie jest glejtem niewinności".
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.