Wyjątkowe powitanie Xi i jeden moment, z którego żartują internauci
Xi u Trumpa. W agendzie rozmowy o AI, cłach i Tajwanie
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: PAP/EPA/JIM LO SCALZO
Amerykański prezydent wraz z małżonką Melanią Trump osobiście przyjechali na lotnisko Joint Base Andrews, by przywitać Xi Jinpinga i jego żonę Peng Liyuan. Zwrócono na to uwagę, ponieważ zagraniczni przywódcy są zazwyczaj oficjalnie witani przez prezydenta USA dopiero w Białym Domu. Ostatni raz podobna sytuacja miała miejsce za kadencji Baracka Obamy, który powitał na lotnisku papieża Franciszka.
Chiński przywódca Xi Jinping z wizytą w USA
Źródło zdjęcia: PAP/EPA/Al Drago / POOL
Na gości z Chin czekał 30-metrowy czerwony dywan, a amerykańskiej parze prezydenckiej towarzyszyło dwoje dzieci z bukietami kwiatów. Wymieniono uściski dłoni i uprzejmości. Krótka wymiana zdań nie była relacjonowana na żywo. Żadna z trzech głównych stacji informacyjnych: CNN, Fox News ani MS NOW nie transmitowała momentu przybycia Xi po tym, jak Trump zdecydował się wykluczyć część mediów z Białego Domu.
Media zauważyły natomiast dysonans dotyczący ubioru obydwu przywódców - Trump, mimo że było dość ciepło, temperatura wynosiła około 18 stopni Celsjusza, miał na sobie płaszcz i skórzane rękawiczki, co kontrastowało z ubranym w garnitur Xi.
Xi Jinping przybył do USA. Na lotnisku przywitał go Donald Trump
Źródło zdjęcia: JIM LO SCALZO/PAP/EPA
Ceremonia obejmowała salut armatni, wystawienie 21-osobowej kompanii honorowej oraz dwóch trzyosobowych pocztów sztandarowych niosących flagi USA i Chin. Podczas powitania na czerwonym dywanie nad głowami prezydentów przeleciały dwa bombowce B-1, by uczcić przybycie Xi. Naddźwiękowe samoloty stanowią kluczowy element arsenału bojowego USA - podkreśla BBC, dodając, że ich silniki wydają niezwykle głośny ryk.
Xi Jinping powitany w bazie Andrews, Maryland
Źródło zdjęcia: PAP/EPA/JIM LO SCALZO
Zgrzyt w dopracowanej ceremonii
Właśnie moment przelotu bombowców nad głowami przywódców wywołał komentarze i żarty. Zwrócono uwagę, że prezydent USA skrzywił się i wzdrygnął, gdy przywódca Chin "pozostał niewzruszony". I że bombowce B-1 większe wrażenie zrobiły na Donaldzie Trumpie niż na Xi Jinpingu. "The Guardian" zauważa, że był to zgrzyt w "starannie zaaranżowanej ceremonii".
Trump chciał zrobić wrażenie na Xi Jinpingu przelotem bombowca B-1 Lancer podczas hymnu USA. Xi pozostał niewzruszony… w odróżnieniu od samego Trumpa. pic.twitter.com/Ms58GFDPQG
— Marek Wałkuski (@Marekwalkuski) September 24, 2026
Moment wzdrygnięcia się prezydenta, komentowany w internecie, został pominięty w oficjalnej relacji Białego Domu z powitania. "Trump, to są TWOJE pokazy lotnicze. Jak możesz się przestraszyć?" - zauważył Hasan Piker, popularny komentator polityczny (1,9 mln obserwujących na Instagramie), relacjonując powitanie na żywo na platformie Twitch.
Donald Trump i Xi Jinping
Źródło zdjęcia: PAP/EPA/JIM LO SCALZO
Po zakończeniu ceremonii powitania Trump uśmiechnął się i poklepał Xi po ramieniu. Wymieniono też kilka zdań, lecz nie zostały wygłoszone oficjalne przemówienia - zauważa "New York Times". Program wizyty Xi Jinpinga obejmuje rozmowy za zamkniętymi drzwiami oraz uroczystą kolację.
Trump odpowiada krytykom
Tak wystawne powitanie przywódcy Chin przez Donalda Trumpa spotkało się z krytyką "zarówno ze strony wpływowych republikanów, jak i demokratów", komentuje The Hill. I zauważa, że Trump podczas wizyty w Pekinie nie mógł liczyć na podobny rozmach. Witał go wówczas wiceprzewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej Han Zheng.
Dlaczego zdecydowano się powitać chińskiego przywódcę z taką oprawą? - Przybywa on na naszą ziemię i musimy powitać go z najwyższym szacunkiem - powiedziała w środowy poranek na antenie programu "Fox & Friends" stacji Fox News Melania Trump, zaangażowana w przygotowania.
Trump po powrocie do Białego Domu skomentował rozmach ceremonii słowami: - Myślę, że to doceniają. To wspaniali ludzie.
Sam Xi po przylocie wysłał sygnał, że zależy mu na ograniczeniu napięć. W oświadczeniu przekazanym przez chińską agencję Xinhua stwierdził, że Chiny i Stany Zjednoczone powinny być "partnerami, a nie rywalami".
Były zastępca sekretarza stanu USA Kurt Campbell ocenił, że szczyt ten służy nie tyle negocjacjom merytorycznym, co stanowi okazję dla dwóch silnych przywódców do zademonstrowania swojej siły. - To w istocie historyczne wcielenie tego, co w starożytności często określano mianem pojedynku. Potężni ludzie, z których każdy reprezentuje swoją cywilizację, niejako mierzą się ze sobą i stają do bezpośredniego starcia - stwierdził, cytowany przez Reutersa.
Według agencji po wizycie nie należy oczekiwać przełomowych porozumień. Obie strony mają jednak interes w ustabilizowaniu wzajemnych relacji.
Donald Trump w bazie Andrews, Maryland
Źródło zdjęcia: PAP/EPA/Al Drago / POOL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.