Trump kontra Kalifornia. Rusza śledztwo w sprawie rzekomych nielegalnych wyborców

Opracowanie: Jakub Sarna Publikacja: Dzisiaj, 30 października (05:31)
Administracja Donalda Trumpa rozpoczyna śledztwo karne w sprawie domniemanej obecności tysięcy nieuprawnionych osób w rejestrach wyborców w Kalifornii. Federalne wezwania i oskarżenia o zastraszanie urzędników wyborczych podgrzewają polityczną atmosferę tuż przed wyborami do Kongresu.
Donald Trump /Shutterstock
Wybory w Stanach Zjednoczonych od zawsze budzą ogromne emocje, ale tym razem stawka wydaje się jeszcze wyższa. Administracja Donalda Trumpa wszczęła śledztwo karne, dotyczące rzekomego udziału tysięcy osób bez amerykańskiego obywatelstwa w głosowaniu w Kalifornii. Jak donosi „New York Times”, lokalni urzędnicy wyborczy zostali wezwani do złożenia wyjaśnień przed federalną wielką ławą przysięgłych.
Według gazety co najmniej dwoje pracowników biura rejestracji wyborców hrabstwa Los Angeles otrzymało już wezwania. Posiedzenie ławy przysięgłych zaplanowano na dzień po wyborach do Kongresu.
Zarzuty o zastraszanie i polityczne motywacje
Federalne wezwania dotyczą dokumentów opisujących procedury weryfikacji głosujących oraz sposoby zapobiegania udziałowi cudzoziemców w wyborach. Szef biura wyborczego hrabstwa Los Angeles, Dean Logan, nazwał działania administracji Trumpa „zastraszaniem” i podkreślił, że urzędnicy działają zgodnie z prawem stanowym i federalnym.
Sprawa jest kolejną odsłoną trwającego od tygodni sporu między rządem federalnym a władzami Kalifornii. Biały Dom stara się udowodnić, że w stanach rządzonych przez Demokratów dochodzi do masowych nieprawidłowości wyborczych, co ma rzekomo działać na niekorzyść Republikanów.
Sąd odrzuca wniosek administracji Trumpa
W środę federalny sędzia David Carter odrzucił wniosek administracji o zablokowanie liczenia głosów około 20 tysięcy osób, które według Białego Domu mogły nie posiadać obywatelstwa USA. Władze Kalifornii utrzymują, że federalne dane, na których oparto zarzuty, są niewiarygodne. Eksperci i badania przytaczane przez „NYT” wskazują, że przypadki oszustw wyborczych tego typu są niezwykle rzadkie.
Sędzia Carter upomniał również federalnego prokuratora Billa Essayliego za sugestie, że urzędnicy odmawiający współpracy mogą odpowiadać za współudział w przestępstwie. Resort sprawiedliwości zapowiedział odwołanie od wyroku, a sam Essayli ocenił, że sprawa może trafić aż do Sądu Najwyższego.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.