ESPN DeportesEl Porto, con Gimenez en la banca, se mide ante el sotaneroESPNHow a group of Texas students, alumni turned overnight stadium camp-outs into traditionThe Jerusalem PostSaudi pipeline attack exposes growing power of Iran-backed militias - analysisRTP DesportoLando Norris conquista pole para Grande Prémio de Espanha por 11 milésimosPunch2027: Haske dumps APC, picks Adamawa APM gov ticketוואלהגבר בן 23 נפל מסוס סמוך לתל שבע - מצבו בינוניWirtualna PolskaZastąpił Morawieckiego. Bielan nowym szefem EKRThe South AfricanWeather: Cloudy skies set to bring showers and rainDeadline‘ER’s Big Payday: How Hit Medical Drama Scored Record $13M An Episode From NBC – Book ExcerptOnet88-letnia pacjentka wypadła z okna szpitala w Koninie. Nie przeżyła upadkuANSALa benzina vola, rebus nuovi sostegni per il governo
The Daily Newsstand · Free, Always
Saturday, September 12, 2026

23 metry i sześciu komandosów na pokładzie. Takie okręty podwodne może dostać polskie wojsko

Translate

Polska czeka na nowe okręty podwodne. Docelowo Marynarka Wojenna ma dostać szwedzkie A26, ale na nie trzeba poczekać. W Porcie Wojennym w Gdyni nie pojawią się przed 2031 r. Jak jednak nieoficjalnie słyszymy, na stole są też rozwiązania pośrednie: mniejsze okręty podwodne, które da się zbudować dużo szybciej.

Chodzi o miniaturowe okręty podwodne, w wojskowym żargonie nazywane "midgetami" (od ang. midget submarine, czyli okręt podwodny-karzeł). Są kilkukrotnie mniejsze od klasycznych okrętów podwodnych. Włoski M-23 ma do 23 m długości, mniej więcej tyle, co dwa autobusy miejskie ustawione jeden za drugim. Dla porównania ORP Orzeł, ostatni okręt podwodny polskiej marynarki, jest ponad trzy razy dłuższy.

Po co wojsku taki maluch? Nie jest przeznaczony do długich patroli na otwartym morzu, tylko do zadań specjalnych blisko brzegu. Może niepostrzeżenie podpłynąć pod wybrzeże przeciwnika i wysadzić tam komandosów. Rozmowy o zakupie takich okrętów trwają od dawna i wciąż nie ma rozstrzygnięcia. W kuluarach Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach słychać jednak, że coś jest na rzeczy, a Włosi czekają już tylko na decyzję polskiego MON.

Małe rozmiary to także przewaga na płytkich wodach. Klasyczny, pełnomorski okręt podwodny potrzebuje co najmniej 10 m wody pod kilem, czyli pod spodem kadłuba. M-23 wystarczy połowa tego, ok. 5 m, mniej więcej tyle, ile ma basen do skoków do wody. Może więc wpływać tam, gdzie większy okręt po prostu się nie zmieści.

Do obsługi M-23 wystarczy zaledwie siedmiu marynarzy. Dla tych, których okręt ma dowozić pod wrogi brzeg, przewidziano osobny przedział. Mieści sześciu żołnierzy, a łącznie na pokładzie jest więc 13 osób.

Nie tylko podwodna taksówka dla komandosów

Na lądzie ich zadania mogą być różne. Mogą np. rozpoznać teren, zanim wkroczą tam większe siły, albo przygotować go pod dalsze działania wojska. Mogą też przeprowadzić sabotaż lub dywersję, czyli uszkodzić czy zniszczyć ważne dla przeciwnika obiekty.

Mimo niewielkich rozmiarów M-23 to pełnoprawny okręt bojowy. Może zabrać dwie ciężkie torpedy, np. Black Shark (to włoska torpeda o długości ok. 6 m, służąca do niszczenia okrętów i statków z odległości kilkudziesięciu kilometrów), albo sześć mniejszych. Potrafi też stawiać miny morskie Murena, czyli ładunki wybuchowe, które czekają pod wodą na przepływającą jednostkę przeciwnika. Zależnie od zadania i od tego, gdzie okręt ma działać, zabiera ich od czterech do ośmiu.

Torpeda Black Shark (na pierwszym planie) i mina morska Murena
Torpeda Black Shark (na pierwszym planie) i mina morska Murena © Materiały własne

Okręt może też pilnować infrastruktury krytycznej. Na dnie polskiej części Bałtyku leży m.in. gazociąg Baltic Pipe, którym od 2022 r. płynie do Polski gaz z Norwegii, oraz kabel energetyczny SwePol Link, łączący nas ze Szwecją. Na morzu powstają też pierwsze polskie farmy wiatrowe, a ich podmorskie kable będą przesyłać prąd na ląd. Do tego dochodzą porty i terminale na wybrzeżu, np. gazoport w Świnoujściu i Naftoport w Gdańsku. Ochrona tych obiektów to dziś jeden z najczęściej poruszanych tematów, zarówno przez polityków, jak i wojskowych.

Znaczenie mają też czas i pieniądze. Budowa takiego okrętu od zera trwa ok. dwóch lat, a klasycznego nawet sześć. Jeden M-23 kosztuje ok. 500 mln zł. Przy rosnącym zagrożeniu na morzu to dla wojska kusząca opcja.

Co ciekawe, jak słyszymy, pierwsze M-23 mogłyby trafić wcale nie do Marynarki Wojennej. Najbardziej zainteresowane nimi są Wojska Specjalne. Która jednostka? Oficjalnie to tajemnica, ale nietrudno się domyślić, że może chodzić o Formozę z Gdyni. To morska jednostka specjalna, której żołnierze szkolą się do działań na morzu i pod wodą, m.in. jako nurkowie bojowi.

Czy Wojska Specjalne doczekają się własnych okrętów podwodnych? Jak słyszymy, nie jest to wykluczone. Decyzji jednak wciąż nie ma, a MON oficjalnie nie zabrał w tej sprawie głosu. Wiele zależy od wicepremiera, szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza. Jeśli zdecyduje szybko, pierwsze polskie "midgety" mogłyby pływać po Bałtyku, zanim do Gdyni wpłynie pierwszy A26.

View the original on Wirtualna Polska

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.