"Postpunkowy boys band" głosem pokolenia. Fenomen Fontaines D.C.
Fontaines D.C. "Tongue" - fragment teledysku
Źródło wideo: YouTube / Fontaines D.C.
Źródło zdj. gł.: fot. Ewen Spencer / XL Recording
Fontaines D.C. - słynna postpunkowa piątka z Dublina - po raz kolejny zachwyciła międzynarodową krytykę oraz ogromną społeczność fanów, jaką zbudowała wokół siebie w ostatniej dekadzie. Wszystko za sprawą krążka "Dopamine Chamber" - piątej płyty w ich dorobku - jednego z najlepszych albumów tego roku.
"Dopamine Chamber" to kwintesencja dotychczasowego dorobku Irlandczyków, którzy od debiutanckiego krążka "Dogrel" z 2019 roku, szybko stali się jednymi z najciekawszych przedstawicieli szeroko rozumianego rocka. Jednak tym razem dość radykalnie zmienili swoje muzyczne oblicze, z rozmachem sięgnęli po chłodne elektroniczne elementy. W efekcie - zgodnie ze wskazówką ukrytą w tytule "Dopamine Chamber" - w mrocznej rzeczywistości przyglądają się źródłom przyjemności. A jednocześnie Fontaines D.C. nie przestaje fascynować jako jeden z najciekawszych fenomenów muzycznych ostatniej dekady.
Fontaines D.C.
Źródło zdjęcia: fot. Ewen Spencer / XL Recordings
Fascynująca historia piątki z Dublina
Fontaines D.C. to piątka przyjaciół ze studiów BIMM University w Dublinie: Grian Chatten, Carlos O'Connell, Conor Curley, Conor Deegan i Tom Coll. Zanim stworzyli zespół w 2014 roku, wydali wspólnie dwa tomy swoich wierszy. Chociaż karierę literacką zamienili na działalność muzyczną, ich fascynacja poezją nigdy nie minęła, co słychać na kolejnych krążkach. Można odnieść wrażenie, że nadal pozostają wierni swoim wartościom, które wówczas wykrystalizowały. I być może dlatego "ich historia jest tak fascynująca" - jak ocenia w rozmowie z tvn24.pl Marcin Cichoński, dziennikarz Radia 357.
- Fontaines D.C. zaprzecza wszystkiemu, co się mówi o muzyce w XXI wieku, czym ma być i czego jest pochodną. Żyjemy w czasach, w których panuje przekonanie, że jeśli nie nagrywasz przez dwa miesiące, nie ma cię w portalach społecznościowych, serwisach udostępniających muzykę, to cię nie ma. Mówi się, że wszystko jest zalgorytmizowane i jest pochodną tego, w jaki sposób potraktują cię portale społecznościowe: czy wpadniesz w odpowiednią bańkę, czy nie. Historia Fontaines D.C. jest jednak przykładem tego, jak inteligentnie można zarządzać karierą muzyczną w XXI wieku - przekonuje dziennikarz.
Cichoński zwraca uwagę na to, że Irlandczycy od samego początku zerwali z wszystkim, co opisują długie i skomplikowane podręczniki do zarządzania karierą muzyczną w dobie portali społecznościowych. - Od początku mieli na siebie pomysł. Wiedzieli, co chcą muzyką wyrazić, nie dbając o to, czy trafią do stu, tysiąca czy miliona użytkowników - zauważa dziennikarz. Dodaje, że rosnąca międzynarodowa popularność Fontaines D.C., wynika z prezentowanej jakości na wszystkich wydawnictwach.
- Nie są przesadnie obecni w portalach społecznościowych, nie ubiegają się o naszą uwagę. Po prostu wychodzą na scenę. W czasie ich koncertów nie ma nikogo w roli trybuna, który krzyczałby do publiczności: "zróbcie hałas", "podnieście ręce". Jest tylko muzyka, którą przekazują niejednokrotnie bardzo ważne treści, na przykład pojawiająca się wielokrotnie flaga palestyńska. Wszystkie elementy ich twórczości są bardzo spójne, zamknięte w pewnej klamrze, a przez co tak a nie inaczej ją odbieramy - ocenia Cichoński.
Fontaines D.C.
Źródło zdjęcia: fot. Ewen Spencer / XL Recording
Irlandczycy są w stanie przekonać do siebie nawet tych, którzy na co dzień nie są fanami rockowych, postpunkowych czy mocnych gitarowych brzmień. Tak było między innymi w przypadku Julii Święch - dziennikarki, socjolożki, twórczyni internetowej i autorki audycji "Ja w Twoim wieku..." w radiowej Czwórce. W rozmowie z tvn24.pl wyznaje, że początkowo sceptycznie podchodziła do repoertuaru Fontaines D.C.
- Mój przyjaciel pokazał mi "I Love You" z albumu "Skinty Fia" i zmieniłam zdanie. Było to bardzo ciekawe odkrycie, szczególnie w warstwie tekstowej. Wybrzmiewa z niej zaangażowanie społeczno-polityczne, komentarz dotyczący sytuacji na świecie i w ich ojczystym kraju - mówi Święch.
- Teraz jestem dumna, że należę do polskiej społeczności fanów grupy, która wymienia się informacjami, dzieli się ze sobą emocjami - przyznaje.
W historii Irlandczyków fascynująca jest również ich muzyczna droga. - Fani, którzy od lat są zainteresowani ich twórczością, urzeczeni są tym, że Fontaines D.C. od samego początku wykonuje organiczną pracę, rozwija swoją karierę w starym stylu. Przebieg ich kariery - oczywiście nie z perspektywy muzycznej - możemy porównać do historii takich grup jak Red Hot Chilli Peppers. Ich kariera również nabrała rozpędu dopiero po jakimś czasie - mówi Cichoński.
- Trudno znaleźć jakieś mocne analogie do historii innych zespołów, ponieważ pod samego początku grupa Fontaines D.C. imponowała mi tym, że nie oglądali się na nikogo i na nic, nawet na fanów w dobrym znaczeniu tego słowa - podkreśla dziennikarz Radia 357.
Od ulicznych występów po status głosu pokolenia
Zaczynali od ulicznego grania i występów w niewielkich klubach. W Polsce debiutowali na jednej z mniejszych scen OFF Festival w Katowicach w 2018 roku. Patrząc z perspektywy czasu oraz tego, gdzie Irlandczycy występują, można pokusić się na stwierdzenie, że do Polski wracali dla stosunkowo niewielkiej publiczności klubowej: w krakowskim Re i warszawskiego Pogłosu (2019 roku) czy później w stołecznej Proximie (2022 rok) oraz Stodole (2024 rok). W zeszłym roku wrócili do Katowic już jako jeden z headlinerów OFF Festival, a za dwa tygodnie zagrają przed kilkunastotysięczną widownią łódzkiej Atlas Areny.
Plansza wyświetlona podczas koncertu Fontaines D.C. na OFF Festivalu
Źródło zdjęcia: Martyna Nowosielska-Krassowska/tvn24.pl
Ich rosnąca popularność w Polsce odzwierciedla to, jak trafili do głównego nurtu, chociaż nadal są wierni swoim wartościom i muzycznej estetyce. Tylko w warstwie tekstowej nadal są bezkompromisowi. Sięgając po najlepsze irlandzkie tradycje literackie, stanowczo odnoszą się do kluczowych wyzwań społeczno-politycznych: postępująca gentryfikacja, polityka faworyzująca globalne korporacje technologiczne nad interesem zwykłych ludzi czy ludobójstwo dokonywane przez wojska izraelskie w Strefie Gazy. Do tego z ich tekstów wybrzmiewa desperacka potrzeba poczucia bezpieczeństwa, wspólnotowości i bliskości. Szybko stali się głosem pokolenia współczesnych dwudziestoparolatków.
- Tak jak mój tato miał The Smiths, tak nasze pokolenie ma Fontaines D.C. To w pewnym stopniu postpunkowy boys band, który łączy nasze pokolenie. Dzięki swojej estetyce, podzielanym wartościom zbudowali wokół siebie ogromną społeczność - zwraca uwagę Święch. - Ci muzycy nie są chronicznie online, przez co ich opowieść o muzyce staje się bardziej poetycka. Same teksty są niezwykle emocjonalne i zaangażowane społecznie - dodaje.
- Fontaines D.C. udało się zdiagnozować nastroje społeczne, trafnie opisać odczucia tego pokolenia wobec własnej ojczyzny. Uchwycili również poczucie zagubienia młodych ludzi w miłości, w trudnych relacjach z mediami społecznościowymi. Pojawiają się doświadczenia związane poszukiwaniem własnej tożsamości, odkrywania siebie, gdy ma się te dwadzieścia parę lat. Myślę, że to jest główne źródło ich popularności - przekonuje dziennikarka.
Teksty, które trafiły do "niezagospodarowanej społeczności"
Dziennikarz Radia 357 wskazuje, że Fontaines D.C. są "klasycznym przykładem tego, jak rodzą się wielkie zespoły". - Trafili do niezagospodarowanej społeczności. Wiele osób odnajduje siebie w tekstach grupy i w tym, jakie emocje zespół wyraża - dodaje.
- Bycie głosem pokolenia wiąże się z pewnym dylematem. Takie określenie zobowiązuje do wsłuchiwanie się w ulicę, jej rytm, potrzeby społeczno-polityczne. Grupie doskonale się to udało już na płycie "Skinty Fia" [2022 rok - red.]. Mamy na przykład piosenki "Bloomsday" czy "I Love You", które są mocno osadzone w głosach społecznych i politycznych. Ciekawa rzecz się wydarzyła w przypadku "I Love You". Do tej piosenki zaczęto nieszczęśliwie dorabiać kontekst romantyczny, ale grupa stanowczo odpowiedziała: nie, to nie jest kawałek o miłości, ale o sytuacji społeczno-politycznej - przypomina Cichoński.
Koncert Fontaines D.C. na OFF Festivalu
Źródło zdjęcia: Martyna Nowosielska-Krassowska/tvn24.pl
Wspominając "I Love You" czy "Bloomsday" dziennikarz zwraca uwagę, że to dwa z wielu tekstów z repertuaru Fontaines D.C., których nie należy interpretować wprost. - Bardziej są impresjami, wierszami - mówi Cichoński.
- Ich teksty zakorzenione są w Irlandii, ale od dziesięciu lat chyba najlepiej potrafią zdiagnozować poczucie zagubienia ludzi, którzy żyją w coraz bardziej skomplikowanym społeczeństwie. Zwracają uwagę, że dysponujemy coraz większą liczbą narzędzi ułatwiających nam życie i w tym samy czasie, wiele osób stara się odnaleźć własną tożsamość i robi to bezskutecznie. Niektórzy nasze realia porównują do rewolucji przemysłowej XIX wieku, gdy na ogromną skalę pojawiło się użycie maszyn parowych, a wiele osób nie wiedziało, jak sobie z nimi poradzić. Obecnie - w szczególności gros młodych ludzi - nie potrafi odnaleźć się w realiach z takim nadmiarem bodźców, informacji i zmian, zachodzących błyskawicznie w ciągu ich życia - zwraca uwagę dziennikarz.
To przekonanie potwierdza sam Chatten, lider formacji. Cytowany w zapowiedzi "Dopamine Chamber" muzyk powiedział: "Jest w tym przejmujące poczucie, że stoimy na progu jakiejś innej formy człowieczeństwa, a może wręcz nie-człowieczeństwa".
Te słowa uzupełnia basista grupy Conor Deegan, który zwraca uwagę, że albumy Fointanes D.C. "zawsze podejmowały temat miejsca i poczucia przynależności do niego". Dodaje, że przy tej płycie stawiają pytanie: "dokąd można uciec?". Odpowiedź poniekąd wybrzmiewa z krążka, chociaż nie należy do tych najprzyjemniejszych. Można odnieść wrażenie, że pozostaje nam tylko wewnętrzna emigracja, pogoń za wieczną młodością i potęgujące poczucie wyizolowania treści portali tylko z pozoru społecznościowych.
Moment przełomu i skojarzenia z klasykiem
Obecnie po Fontaines D.C. "upomina się" również popkultura. Już w 2024 roku ich kawałek "Bug" wykorzystany został w filmie "Bird" Andrei Arnold. Rok później "Starburster" znalazł się w jednym z najgłośniejszych brytyjskich seriali ostatnich lat "Strefa gangsterów", stworzonego przez Ronana Bennetta i Guya Ritchiego.
Mało tego. Na płycie "Dopamine Chamber" dali popkulturze przełomowy moment. Po raz pierwszy w swojej karierze zaprosili do współpracy inną muzyczną gwiazdę. Tak powstała piosenka "Where Is Gone?" nagrana z Rosalią. To równie ważne muzycznie wydarzenie, co duet Nicka Cave'a i Kylie Minogue w klasyku "Where the Wild Roses Grow" z 1995 roku.
- Skojarzenia z duetem Cave'a i Minogue są jak najbardziej słuszne. W obu przypadkach mamy do czynienia z mezaliansami muzycznymi. To nieoczywiste połączenie światów w przypadku obu piosenek. Zarazem oba kawałki mają w sobie magnetyczną siłę od pierwszego do ostatniego taktu. To sprawia, że trudno się od nich oderwać. Słuchamy ich na wielu płaszczyznach i otrzymujemy ogromne emocje - mówi Cichoński.
I dodaje: - Na tym właśnie polega sztuka: dostarczaniu wielkich emocji, nawet jeśli wyciągają ze strefy komfortu. Jeśli coś dostarcza nam jedynie poczucia przyjemności, to rozrywka a nie sztuka.
Co dalej? Obawy związane z presją
Wejście na szczyt ma też swoje konsekwencje.
- Czeka ich ogromne wyzwanie w związku z premierą "Dopamine Chamber". To ich kolejna świetna płyta, ale pierwsza nagrana u progu koncertów na wielkich festiwalach i planowanych występach stadionowych. Zupełnie inne emocje pojawiają się, gdy gra się dla kilkuset osób na przykład w Proximie, a inne, gdy kilkudziesięciotysięczny tłum śpiewa każdą twoją piosenkę na stadionie. Tak pewnie będzie w łódzkiej Atlas Arenie. Mam nadzieję, że mają wokół siebie dobrych ludzi, którzy będą w stanie zagospodarować te emocje - przyznaje dziennikarz Radia 357.
- Mam duży lęk o to, co dalej z nimi będzie. Jestem spokojny o to, że nadal będą świetnymi muzykami. Martwię się jednak, jak wpłynie na nich rozpoznawalność, na jaką już dawno temu zasłużyli. Mam szczerą nadzieję, że będą w stanie unieść ogromną presję, jaka pojawi się na tym etapie kariery - wyznaje Cichoński.
Fontaines D.C. "Marianne" - fragment teledysku
Źródło: YouTube / Fontaines D.C.
Podobne obawy wyraziła autorka audycji "Ja w Twoim wieku…". Dziennikarka zastanawia się, jak będzie zmieniać się jakość muzyki oraz koncertów Irlandczyków wraz z rosnącą popularnością. - Przyglądając się różnym artystkom i artystom, pojawia się we mnie obawa, że wraz z rozwijającą się karierą rośnie też presja oczekiwań, liczba zobowiązań. Często popularność danego artysty, artyści bywa źle zarządzana przez menedżerów czy wytwórnie, które chcą po prostu jak najwięcej na tej rozpoznawalności zarobić. Fontaines D.C. są prawie cały czas w trasie i mam nadzieję, że związana z tym presja nie wpłynie negatywnie na jakość ich kolejnych występów - podsumowuje Julia Święch.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.