Sprawa listu żelaznego wobec Marcina Romanowskiego. Sąd zdecydował

W warszawskim sądzie okręgowym w środę odbyło się posiedzenie w sprawie wniosku byłego wiceministra sprawiedliwości, posła PiS Marcina Romanowskiego o wydanie wobec niego listu żelaznego. Pismo w tej sprawie trafiło do sądu w sierpniu, a nadano je w Tyraspolu, na terenie kontrolowanego przez Rosjan Naddniestrza.
- Miło mi poinformować, że sąd wydał list żelazny Marcinowi Romanowskiemu i uchylił tymczasowe aresztowanie stosowane wobec niego od momentu, kiedy to orzeczenie sądu stanie się prawomocne - przekazał po posiedzeniu jego adwokat mec. Bartosz Lewandowski.
Jak zaznaczył, uchylenie aresztu nastąpi dopiero po uprawomocnieniu się orzeczenia.
- Jeżeli prokuratura złoży stosowny środek odwoławczy i orzeczenie utrzyma się w drugiej instancji, środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania zostanie uchylony - powiedział mec. Lewandowski.
Jak dodał, uprawomocnienie się decyzji będzie miało również konsekwencje dla europejskiego nakazu aresztowania. - Upada, mówiąc kolokwialnie, zarówno tymczasowe aresztowanie, jak i europejski nakaz aresztowania - wyjaśnił.
Sprawa Marcina Romanowskiego.
Obrońca wskazał, że sąd wziął pod uwagę m.in. stopień zaawansowania śledztwa oraz upływ czasu. Przypomniał również, że Romanowski w październiku 2024 roku stawił się w prokuraturze, gdzie zmieniono mu zarzuty. - Wykazał, że nie utrudnił tego postępowania - ocenił mecenas.
Jednocześnie sąd nałożył na Romanowskiego określone obowiązki i zakazy. Wśród nich znalazł się zakaz wyjazdu z kraju oraz zakaz nakłaniania innych osób, w tym świadków, oskarżonych czy podejrzanych, do składania określonych wyjaśnień lub zeznań.
- Sąd umożliwił Marcinowi Romanowskiemu, zastrzegając, że to orzeczenie musi się najpierw uprawomocnić, stawienie się i pozostawanie w dyspozycji organów - przekazał Lewandowski.
Więcej informacji wkrótce.
"Polityczny WF": Baza USA w Polsce. Czy prawica podstawiła rządowi nogę?INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.