Siedmiolatek utonął w basenie. Zrekonstruowali przebieg tragicznego zdarzenia
Łódź. Eksperyment procesowy na pływalni po śmierci dziecka
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Prokuratura zebrała dowody. Jest między innymi w posiadaniu nagrania z monitoringu, przesłuchała również świadków. Kluczowa ma być jednak rekonstrukcja wydarzeń, która w poniedziałek - z udziałem 40 pozorantów, biegłych sądowych, prokuratorów i policjantów - odbyła się w łódzkim aquaparku.
Prokurator Paweł Jasiak z Prokuratury Okręgowej w Łodzi przekazał, jak przebiegała. - Eksperyment był prowadzony pod nadzorem prokuratora z prokuratury wojskowej, który posiada szerokie doświadczenie, jeżeli chodzi o prowadzenie czynności z tak znaczną liczbą osób. W eksperyment zostało zaangażowanych 45 funkcjonariuszy policji - wyjaśnił.
Funkcjonariusze policji zostali ustawieni w tych samych pozycjach, w których znajdowali się w momencie tragedii ludzie w aquaparku. - Monitoring posłużył nam do tego, by jak najwierniej odtworzyć przebieg tego gdzie kto wtedy stał i jak się zachowywał - dodał Jasiak.
Śledczy wyjaśniają okoliczności utonięcia chłopca w aquaparku w Łodzi
Źródło: TVN24
Kolejni policjanci odgrywali rolę ratowników, a dwóch funkcjonariuszy - opiekunek, które czuwały nad tą grupą półkolonii.
Eksperyment był nagrywany z dwóch kamer statycznych. - Jedna była skierowana na prokuratora prowadzącego, druga nagrywała jak najszersze spektrum tego eksperymentu. Natomiast dwie kamery nosili cały czas przy sobie funkcjonariusze policji, którzy na przykład poruszali się wzdłuż basenu - opisał Jasiak.
Jak dodał, eksperyment został przeprowadzony w dwóch wersjach. - Takiej, jak to wyglądało naprawdę, czyli że ratownicy siedzieli na swoich wieżyczkach, a opiekunki znajdowały się w pobliżu basenu oraz w wersji hipotetycznej zakładającej, że ratownicy powinni byli chodzić od pozycji do pozycji wzdłuż basenu i obserwować dzieci - wyjaśnił Jasiak.
Termin nie był przypadkowy
Wybór dnia, w którym został przeprowadzony eksperyment nie był przypadkowy. Prokurator, wybierając termin, kierował się prognozą pogody - tak, by była zbliżona do tej w dniu tragedii. Sprawdzał też ustawienie słońca, by znajdowało się w podobnym punkcie jak wtedy.
Nagrania z obu wersji przeprowadzonych w eksperymencie może dać odpowiedź na pytanie, czy ratownicy i opiekunki zachowali się wtedy prawidłowo. Oceniać to będzie m.in. biegły z zakresu ratownictwa wodnego, który uczestniczył w eksperymencie.
- Dalsze wnioski będą wywiedzione już po zapoznaniu się szczegółowo z nagranym materiałem i po uzyskaniu opinii biegłego. Musimy sobie też w toku tego śledztwa odpowiedzieć na bardzo ważne pytanie. Czy ratownicy powinni byli chodzić, a na przykład siedzieli, a jeżeli nie chodzili, to jak to wpłynęło na ich widoczność i płynące z tego wszystkie pytania - tłumaczy Jasiak.
Do tragedii doszło 27 lipca w Aquaparku Fala w Łodzi podczas wakacyjnego kursu pływania. W zajęciach brała udział dwunastka dzieci, które były pod opieką trójki dorosłych. Miejsce zdarzenia było dobrze widoczne co najmniej z dwóch stanowisk ratowniczych. Chłopiec ćwiczył z grupą starszych od siebie dzieci.
Z dotychczasowych ustaleń śledczych wiadomo, że chłopiec przez trzy minuty tonął, a potem przez sześć minut niezauważony leżał na dnie niecki.
Aquapark Fala
Źródło zdjęcia: TVN24
Z pomocą ruszył mu klient pływalni. Jak wspomina pan Mieczysław, w tamtej chwili dzieci przebywały na dwóch skróconych torach przeznaczonych do nauki pływania. Jego zdaniem, w tym miejscu niecka ma głębokość od 120 do 130 centymetrów.
- Płynąc po swoim torze, kątem oka zauważyłem na tym krótszym torze jakieś leżące dziecko w takiej nienaturalnej pozycji. Podszedłem do dzieci, które się tam pluskały. Zapytałem, dlaczego ten dzieciak jest tak długo pod wodą, bo mi się wydawało, że to za długo trwa. Myślałem, że może bawią się, kto dłużej wytrzyma po wodą - opowiadał w rozmowie z TVN24 Mieczysław Piechota.
Dzieci tylko wzruszyły ramionami, więc mężczyzna rzucił się na pomoc.
- Zanurkowałem i wyjąłem to dziecko, ale ono już dosłownie leciało przez ręce. Szybko krzyknąłem do ratownika i podałem mu to dziecko - dodał Piechota.
Czytaj więcej: Siedmioletni chłopiec tonął na basenie. Jest w skrajnie ciężkim stanie
Ratownik od razu rozpoczął udzielanie pierwszej pomocy. Wkrótce miejsce odgrodzono parawanem. - Jak to się stało, nie wiem. (…) Ktoś zawinił, ale nie nam to osądzać. Współczuję tylko rodzicom, bo przecież przeżywają traumę. Oddali dziecko w pewne ręce - mówił świadek.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.