Policja nie szuka drugiego sprawcy strzelaniny w Krakowie. Nowy komunikat
Według wstępnych informacji było dwóch sprawców strzelaniny na Rynku Głównym w Krakowie. Taką informację podała PAP, powołując się na informacje z krakowskiej policji. W wyniku ataku rannych zostało kilkanaście osób, a pięć nie żyje. Rannych zostało trzech policjantów.
Podobne nieoficjalne informacje, o dwóch możliwych napastnikach, usłyszeli od policjantów dziennikarze Interii.
Do tragedii doszło około godziny 15. Z pierwszych informacji przekazanych przez policję wynikało, że napastnik wjechał na Rynek Główny w Krakowie samochodem i zaczął oddawać z niego strzały do przypadkowych osób. Został on zatrzymany. Zginęło co najmniej pięć osób, a kilkanaście zostało rannych, wśród nich są policjanci.
Trwa akcja ratunkowa. Na Rynku jest wiele karetek lądował, lądował też śmigłowiec LPR.
Donald Tusk: Policja bada tło i wszystkie okoliczności zamachu
Później okazało się, że sprawca został postrzelony przez policjantów i przetransportowany do szpitala. Teraz pojawiła się informacja, że napastników było dwóch. Taką wiadomość przekazała PAP powołując się na krakowską policję. O tym, że na miejscu może być wciąż niebezpiecznie, świadczy zachowanie policjantów, pracujących na Rynku Głównym w Krakowie. W pewnej chwili przekazali oni zgromadzonym wokół ludziom, by poszukali bezpiecznego miejsca schronienia.
Podobne komunikaty usłyszeli dziennikarze Interii.
ZOBACZ: Był świadkiem strzelaniny w Krakowie. "Strzelał z samochodu w ludzi"
Na miejsce zdarzenia jedzie szef MSWiA Marcin Kierwiński.
"Jestem na bieżąco informowany przez ministra spraw wewnętrznych o sytuacji w Krakowie po tragicznej strzelaninie. Policja bada tło i wszystkie okoliczności zamachu" - napisał z kolei premier Donald Tusk na platformie na X.
Do zdarzenia odniósł się również prezydent Karol Nawrocki, pisząc m.in. że jego myśli są z ofiarami, poszkodowanymi i ich rodzinami.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.