Trump dogadał się z Putinem. Ekspert wprost: Poświęcił Ukrainę
"Właśnie zakończyłem niezwykle owocne rozmowy z prezydentem Rosji Władimirem Putinem, w trakcie których uzgodniono, że Rosja niezwłocznie dostarczy ponad 300 tys. ton oleju napędowego na rynek amerykański i światowy, kolejne 500 tys. ton w listopadzie oraz 1 mln ton zaraz po tym" – napisał Donald Trump.
DLA CIEBIE
Biznes od środka: Czy złoto wciąż się opłaca? Dyrektor Mennicy Apart Bartosz Rączyński o inwestowaniu w złoto
DLA CIEBIE
Cel: stacje benzynowe przed 3 listopada
Decyzja amerykańskiego przywódcy nie jest przypadkowa – zapada w przededniu kluczowych wyborów połówkowych do Kongresu, które odbędą się już 3 listopada. Sondaże republikanów pozostają pod silną presją rosnących cen na stacjach benzynowych, napędzanych m.in. trwającym konfliktem z Iranem i zablokowaniem żeglugi w Cieśninie Ormuz, mimo uspokajających deklaracji płynących z Białego Domu.
Jak wskazuje dr hab. Tomasz Płudowski, Trump najpierw próbował wpłynąć na sytuację paliwową poprzez naciski na Kijów. Gdy to nie przyniosło rezultatów, postanowił zignorować sojusznika i zwrócić się wprost do Moskwy.
– Każdy z tych krajów myśli głównie w kategoriach własnego interesu, przede wszystkim z perspektywy wyborczej i zachowania władzy. W przypadku Ukrainy stawką jest przetrwanie i obrona przed rosyjską agresją – tłumaczy ekspert. – Trumpowi zależy na obniżeniu cen paliw przed 3 listopada, a Rosji na znoszeniu sankcji, które dotąd wiązano z zakończeniem wojny. W związku z tym Trump postawił na swój cel: poświęcił Ukrainę, myśląc głównie o szansach republikanów w Izbie Reprezentantów i Senacie. Skutkiem ubocznym będzie oczywiście wzbogacenie Moskwy i wzmocnienie jej pozycji w konflikcie z Kijowem – ocenia.
Czy rosyjski diesel uratuje republikanów?
Ekspert wątpi jednak, by ten ruch okazał się dla Trumpa wyborczym przełomem. Choć dla portfela przeciętnego Amerykanina koszty tankowania są znacznie ważniejsze niż losy wojny w Europie Wschodniej, skala obniżek może być niewystarczająca.
– Myślę, że to tylko troszkę mu pomoże – ocenia dr hab. Płudowski. – Dla wyborcy Partii Republikańskiej ceny paliw są kluczowe, a o samej wojnie w Ukrainie wiedzą niewiele, bezkrytycznie przyjmując tezy Trumpa o zakończeniu ośmiu wojen na świecie. Jednak te dostawy nie przywrócą cen sprzed kryzysu z Iranem. Da to republikanom narzędzie retoryczne w końcówce kampanii, ale popularność prezydenta nie wzrośnie gwałtownie. Trump nie przekona niezdecydowanych i nie odwróci losów głosowania. Wszystko wskazuje na to, że jego partia straci kontrolę nad co najmniej jedną z izb Kongresu – przewiduje amerykanista.
Transakcyjna polityka kosztem Kijowa
W ocenie politologa sprawa dostaw ropy obnaża głębszą prawidłowość w polityce obecnej administracji USA. Wojna toczy się już od pięciu lat, a relacje Białego Domu z Kijowem pozostają chłodne w zestawieniu z pragmatycznym podejściem do Moskwy.
– Widać, że Trump bardziej opowiada się po stronie rosyjskiej, wychodząc z założenia, że Moskwa ma silniejsze karty przetargowe i jest z perspektywy Waszyngtonu ważniejsza niż Ukraina – podkreśla. – On myśli w sposób czysto transakcyjny i krótkoterminowy: tu i teraz. O ile zabezpieczenie paliw z Wenezueli mu się udało, o tyle sprawa irańska poniosła zupełne fiasko. Osiągnął teraz pozorny, doraźny sukces, ale zrobił to kosztem Ukrainy i wzmocnienia Rosji. Kiedy chodzi o jego własny interes, potrafi błyskawicznie dobić targu, lecz zawsze jest to porozumienie zawarte cudzym kosztem - podsumowuje.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.