Przeszedł na ukraińską stronę, opowiedział o rosyjskiej armii. "To było zło"
Jak relacjonuje "WSJ", pewnego lutowego poranka Stupnikow przyjechał na pole w pobliżu Wuhłedaru. Rosyjscy żołnierze przygotowywali się tam do natarcia, a ich ćwiczenia mieli obserwować wysocy rangą oficerowie.
Porucznik dyskretnie sfotografował zebranych i wysłał wiadomość ukraińskiemu wywiadowi. - Musi tu być od 120 do 150 ludzi - napisał.
ZOBACZ: Trump łagodzi restrykcje wobec Rosji. "W interesie narodowym USA"
Wcześniej przekazał współrzędne tego miejsca. Gdy zgromadzili się tam wojskowi i ich dowódcy, miał zaledwie chwilę, by oddalić się przed ostrzałem.
Stupnikow udał problemy żołądkowe i odszedł w stronę pobliskich drzew. Później meldował o 68 zabitych i 60 rannych. Wśród ofiar śmiertelnych miało być dziesięciu oficerów.
Dlaczego zaczął pomagać Ukrainie? "To było zło"
Według UNIAN jego rozczarowanie rosyjską armią narastało przez lata, m.in. z powodu korupcji. Pełnoskalowa inwazja pogłębiła sprzeciw.
- Zrzucali bomby na niewinnych cywilów. To było zło - mówił Stupnikow.
Swoje poglądy ukrywał przed kolegami. - Nie mogłem okazywać emocji. Ale w środku płonąłem - przyznał.
ZOBACZ: Putin zaskoczył strojem. Zapowiedział powstanie "strefy bezpieczeństwa"
Przełom nastąpił, gdy jego matka napisała do Dmytra Karpenki, współpracującego z ukraińskim wywiadem wojskowym. Gdy powiedziała o tym synowi, porucznik przesłał informacje o sobie i swojej jednostce.
Wojna w Ukrainie. Nocna ucieczka przez linię frontu
Z czasem dowódcy zaczęli podejrzewać obecność informatora w jednostce. Jak relacjonuje Nasza Niwa, po jednym z ataków rosyjskie służby sprawdzały telefony żołnierzy. Stupnikow zdołał ukryć urządzenie, którym kontaktował się z Ukraińcami.
W lipcu 2024 roku przygotowano jego ucieczkę. Porucznik opuścił rosyjskie pozycje nocą i ruszył w stronę ukraińskich żołnierzy. Trasę ustalono wcześniej, a operatorzy obserwowali jego przemieszczanie się za pomocą drona.
ZOBACZ: Papież rozmawiał z Putinem. Wystosował prośbę o prezydenta Rosji
Według NDTV, które również opisało reportaż "WSJ", przejście zajęło około 40 minut. Kiedy zbliżył się do stanowisk ukraińskiej 72. Brygady, żołnierze wycelowali w niego broń i zażądali hasła. Podał umówioną odpowiedź, po czym został przejęty przez ukraińską stronę.
Przekazał telefon z hasłami dostępu do rosyjskich kanałów łączności. Według Mediazony pozwalało to Ukraińcom jeszcze przez kilka miesięcy oglądać transmisje z około dziesięciu rosyjskich dronów i kamer.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.