Sześć osób z zarzutami w aferze powodziowej. "Powódź nigdy nie dotarła"
Prokuratura Europejska potwierdziła Wirtualnej Polsce informacje o zatrzymaniach, które podaliśmy w czwartek rano. Oświadczenie przesłane redakcji z Luksemburga po raz pierwszy pokazuje skalę sprawy: sześć osób, zarzuty, wniosek o areszt dla trzech z nich i przeszukanie u biegłego, który wyceniał szkody.
Do zatrzymań doszło w środę, na wniosek EPPO w Katowicach. Czynności wykonywali funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego z Wrocławia, czyli tej samej delegatury, która od 29 kwietnia prowadziła w KARR kontrolę, a w sierpniu - po publikacjach Wirtualnej Polski - złożyła zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. To na jego podstawie EPPO wszczęła śledztwo.
Jak potwierdza Prokuratura Europejska - sześciu zatrzymanym postawiono zarzuty.
"Przedstawiono im zarzuty oszustw związanych z ubieganiem się o udzielenie środków pomocowych oraz posługiwania się nieprawdziwymi oświadczeniami w celu uzyskania pożyczek" - czytamy w oświadczeniu dla Wirtualnej Polski.
EPPO nie podaje jednak nazwisk. Wskazuje jedynie, że wśród zatrzymanych są "przedstawiciele firm objętych śledztwem oraz były wysoki rangą przedstawiciel KARR". Prokuratura Europejska nie informuje, kim są zatrzymani, ani czy wśród nich znalazł się ktokolwiek z odwołanego kierownictwa agencji.
Przypomnijmy - Karkonoska Agencja Rozwoju Regionalnego S.A. to spółka, której 99,99 proc. akcji należy do Samorządu Województwa Dolnośląskiego. Po powodzi z września 2024 r. to ona rozdzielała przedsiębiorcom rządowe i unijne pieniądze na usuwanie szkód. Po publikacjach WP stanowiska stracili kolejno wiceprezeska Anna Konieczyńska, prezes Hubert Papaj i cała rada nadzorcza.
"Zgodnie z ustaleniami EPPO czynności te mogły jednak mieć charakter oszukańczy, ponieważ powódź nigdy nie dotarła do siedzib przedmiotowych przedsiębiorstw" - pisze prokuratura.
To wniosek, który Wirtualna Polska opublikowała 10 sierpnia, trzy dni przed wszczęciem śledztwa przez EPPO. W tekście "Miliony dla powodzian dostali mąż i sąsiedzi polityczki KO. Za wodę, po której nie ma śladu" opisaliśmy 4,5 mln zł, które popłynęły z KARR do trzech podmiotów z jednej wsi pod Jelenią Górą i do lokalnej telewizji.
Sprawdziliśmy wtedy każdy adres w czterech niezależnych źródłach: w danych Państwowej Straży Pożarnej, Wód Polskich oraz w dwóch systemach satelitarnych - unijnym Copernicusie i prywatnym ICEYE, zweryfikowanym przez CBK PAN. Żadne z nich nie potwierdziło, by woda dotarła pod wskazane lokalizacje. Przy dawnej siedzibie telewizji "Dami" najbliższą zmapowaną wodę zarejestrowano 1489 metrów dalej. Uszkodzony budynek spółki Kadalore leżał 340 metrów od najbliższej wody. Spółka nie przysłała zdjęć zalanej redakcji mimo trzech próśb.
Według EPPO wnioski składano od grudnia 2024 r. do listopada 2025 r., a KARR wypłaciła wnioskodawcom "co najmniej 900 tys. euro (w przeliczeniu 4,5 mln zł) w formie pożyczek, w tym ze środków krajowych i unijnych".
Pieniądze trafiły do trzech podmiotów: firmy AMARCORD, prowadzącej pensjonat w Dziwiszowie, spółki KADALORE oraz Agencji Reklamy i Promocji "Dami", właściciela lokalnej telewizji w Jeleniej Górze.
AMARCORD należy do męża ówczesnej wiceprezeski KARR - działaczki Koalicji Obywatelskiej, która funkcję w zarządzie agencji objęła w lutym 2025 r., a więc przed zawarciem większości analizowanych umów. Właściciele pozostałych dwóch podmiotów to jej sąsiedzi z Dziwiszowa w gminie Jeżów Sudecki. Wiceprezeska straciła stanowisko 11 sierpnia, dzień po publikacji Wirtualnej Polski, i została zawieszona w KO.
Śledczy weszli do mieszkań podejrzanych i siedzib firm. Ale najciekawszy adres jest inny. "Przeprowadzono również przeszukania (…) w miejscu zamieszkania biegłego, który sporządził wycenę szkód rzekomo poniesionych przez podejrzanych" - informuje EPPO. Zabezpieczono dokumenty i elektroniczne nośniki danych.
KARR w oświadczeniu z sierpnia broniła się, że każdy wniosek musiał zawierać zaświadczenie wójta, burmistrza lub prezydenta miasta oraz szacunki przygotowane przez biegłych sądowych albo rzeczoznawców majątkowych. Gmina Jeżów Sudecki przyznała jednak wtedy WP na piśmie, że wydając zaświadczenie o szkodzie dla firmy AMARCORD, nie miała niezależnego dowodu, że do zalania w ogóle doszło. Podstawą było oświadczenie samego wnioskodawcy.
Po przesłuchaniach europejski prokurator delegowany wystąpił do Sądu Rejonowego Katowice-Wschód o tymczasowe aresztowanie trzech osób - wszystkie to przedstawiciele firm objętych śledztwem. Pozostałą trójkę zwolniono, stosując dozór policji i poręczenia majątkowe.
Dlaczego prokuratura z Luksemburga
EPPO to niezależna prokuratura Unii Europejskiej, powołana do ścigania przestępstw na szkodę interesów finansowych Wspólnoty. Prowadzą ją prokuratorzy europejscy delegowani, czyli polscy śledczy, którzy w tych sprawach nie podlegają Prokuraturze Krajowej, tylko strukturze w Luksemburgu. Mogą przeszukiwać, zatrzymywać, stawiać zarzuty i kierować akty oskarżenia do polskich sądów.
Jej wejście do sprawy oznacza jedno: gdzieś w tych pieniądzach są środki unijne. Największą z opisanych przez WP pożyczek - ponad milion złotych dla telewizji "Dami" - wypłacono z funduszu Banku Gospodarstwa Krajowego zasilanego zwrotami ze spłat wcześniejszych pożyczek udzielonych z unijnego Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój.
Tu znajdziesz wszystkie materiały WP nt. afery powodziowej:
ZOBACZ TAKŻE:
Dwa i pół tygodnia temu Hubert Papaj, pytany przez nas, czy nie widzi konfliktu interesów przy pożyczce dla firmy męża własnej zastępczyni, odpowiedział krótko: - To jest pana opinia.
W środę sześć osób z tej sprawy trafiło do katowickiego biura Prokuratury Europejskiej. O tym, czy trzy z nich spędzą najbliższe miesiące w areszcie, zdecyduje sąd. Wszystkie osoby objęte postępowaniem są uznawane za niewinne do czasu prawomocnego wyroku.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.