"Chcę zwrócić się do Rosjan". Gubernator błaga o pomoc dla 2 tys. osób

W Oleszkach mieszkańcy jedzą tylko jeden posiłek dziennie, korzystając z cukinii uprawianej przy blokach i chwastów.
Rosyjskie siły okupacyjne przejmują zapasy żywności i blokują dostawę pomocy humanitarnej, co przyczynia się do katastrofalnej sytuacji cywilów.
Władze Ukrainy apelują o pilną ewakuację oraz dopuszczenie pomocy humanitarnej, wskazując na brak podstawowej infrastruktury i pogarszające się warunki życia.
"The Guardian" dotarł do wiadomości, które wysyłają mieszkańcy okupowanego miasta Oleszki w Ukrainie. Skończyły się tam zapasy żywności dla około dwóch tysięcy cywilów, w tym 50 dzieci, pozostałych w mieście i okolicznych wioskach.
"Jesteśmy w Oleszkach i nie możemy się stąd wydostać. Głodujemy. W tej chwili nie mam absolutnie nic do jedzenia" - brzmi wiadomość od kobiety z oblężonego miasta, która czeka na ewakuację.
Oleszki. Mieszkańcy jedzą jeden posiłek dziennie, z dodatkiem chwastów
Oleszki, miasto w obwodzie chersońskim na południu Ukrainy, położone nad Dnieprem, pozostaje pod rosyjską okupacją. Niegdyś liczyło 24 tys. mieszkańców. Ukraińcy znający tamtejsze warunki twierdzą, że obecnie stało się "piekłem na ziemi".
W innych wiadomościach, które widział "The Guardian", mieszkańcy opisują, że jedzą tylko jeden posiłek dziennie: zupę bez ziemniaków, przygotowaną z cukinii uprawianej w dawnych rabatach na kwiaty przy blokach, czasem z dodatkiem zebranej portulaki pospolitej, jadalnego chwastu.
"Kończą nam się wszystkie zapasy" - alarmował jeden z mieszkańców na początku lata. "Do sierpnia sytuacja stanie się dla nas krytyczna. A jesienią na pewno umrzemy. Już teraz umieram. Z każdym dniem jestem coraz słabszy" - pisał.
Ktoś inny informował: "Tydzień temu orkowie (ukraińskie określenie rosyjskich żołnierzy - red.) weszli na podwórka i wykopali wszystkie ziemniaki, cebulę i czosnek. Zabrali starszym kobietom wszystkie zapasy żywności. Kiedy jedna z babć zaczęła krzyczeć, odpowiedzieli, że ludzie, którzy 'wkrótce będą żyć w niebie', tacy jak ona, powinni żywić się wyłącznie wodą".
Apele Ukrainy przed ONZ. Ostrzegają przed "katastrofą humanitarną"
Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha mówił o sytuacji w Oleszkach podczas sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku. Z kolei w piątek podczas meczu Ligi Narodów pomiędzy Ukrainą a Węgrami na trybunach wywieszono transparent z napisem "Ratujcie Oleszki".
W oświadczeniu opublikowanym w poniedziałek Sybiha ostrzegał przed "katastrofą humanitarną" i wezwał do natychmiastowej ewakuacji, zarzucając Rosji, że stanowi "jedyną przeszkodę".
W przemówieniu wygłoszonym na forum ONZ ukraiński minister mówił z kolei, że "Rosja celowo uniemożliwia tam życie". - Głodzą mieszkańców na śmierć - powiedział.
Tymczasem rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow przyznawał wcześniej, że w Oleszkach panuje "krytyczna sytuacja", ale oskarżył siły ukraińskie o blokowanie dostaw pomocy humanitarnej.
Rosjanie kradną zapasy mieszkańców
Do maja transporty z żywnością nadal docierały do mieszkańców. Od maja, gdy rosyjskie siły okupacyjne rozszerzyły obszar zaminowania i zasięg dronów, ten niewielki napływ całkowicie ustał.
Sytuację cywilów pogarsza fakt, że skuteczna letnia kampania Ukrainy z wykorzystaniem dronów, wymierzona w rosyjskie zaopatrzenie, spowodowała też niedobory wśród samych Rosjan, atakujących na linii frontu. Ci z kolei kradną niewielkie zapasy żywności, jakie udało się zgromadzić ukraińskim cywilom.
"The Guardian" podaje, że 1 września zaatakowano konwój z żywnością zmierzający do miasta. Moskwa zrzuciła winę za atak na ukraińskie siły zbrojne, podczas gdy Kijów obwinił wojska rosyjskie.
Ukraińscy urzędnicy twierdzą, że próby zrzucania żywności za pomocą dronów niewiele pomagają - dostawy są przejmowane przez rosyjskich żołnierzy, a w co najmniej jednym przypadku osoba, dla której były pierwotnie przeznaczone, została aresztowana.
Wielki zrzut z powietrza. Rosja blokuje pomoc dla miasta
W weekend siły ukraińskie z Chersonia - przy pomocy dronów - przeprowadziły zrzut żywności, wody i środków medycznych do oblężonego miasta i okolic. Wcześniej Rosja miała ponownie odrzucić propozycję zawieszenia broni w celu ewakuacji ludności cywilnej.
Biuro gubernatora w Chersoniu poinformowało, że w ramach operacji zrzucono około czterech ton żywności w 100 lokalizacjach, ale nie wiadomo, ile z tych dostaw przechwyciło rosyjskie wojsko.
"Chciałbym zwrócić się do Rosjan" - pisał Ołeksandr Prokudin. "Ludność cywilna nie ma absolutnie nic wspólnego z ukraińskimi siłami zbrojnymi. Z powodu warunków, jakie stworzyliście w Oleszkach, ludzie po prostu nie mają innego wyboru, jak tylko przyjmować żywność. Nie pozbawiajcie ludzi szansy na przetrwanie i uniknięcie głodu" - apelował.
"Rosja, jako siła okupacyjna, ma obowiązek zapewnić ludności żywność, leki oraz odpowiednie warunki w zakresie opieki zdrowotnej i higieny. Jeśli jej własne zasoby są niewystarczające, władze okupacyjne muszą wyrazić zgodę na działania humanitarne prowadzone przez organizacje międzynarodowe i inne państwa. Zamiast tego obserwujemy sytuację odwrotną" - zauważył gubernator.
"Rosyjskie siły okupacyjne utrudniają dostarczanie pomocy ludności cywilnej. Niszczą pojazdy próbujące dostarczyć pomoc humanitarną. Zabijają też ludzi próbujących przywieźć żywność i leki. Blokują również wszelkie inicjatywy i porozumienia dotyczące ewakuacji ludności z Oleszek - oznajmił Prokudin.
Rosja ma celowo opóźniać ewakuację. "Nigdy nie żyli w tak strasznych warunkach"
- Nie ma żadnej innej infrastruktury, nie ma prądu, a zatem nie ma bankomatów ani gotówki. Oleszki nie funkcjonują. Przed wojną ludzie uprawiali żywność w swoich ogródkach warzywnych. Nie tylko wystarczało im to na własne potrzeby, ale sprzedawali ją również na Krymie i w Chersoniu. Teraz nie mogą nawet uprawiać jej dla siebie - opisuje Tetiana Hasanenko, ukraińska urzędniczka pełniąca funkcję szefowej dawnej administracji wojskowej w Oleszkach.
Opisała sytuację, jaka miała miejsce w mieście. 74-letni mężczyzna próbował dostać się do zalanej błotem piwnicy po tym, jak Rosja wysadziła tamę w Kachowce w 2023 roku. Szukał tam zgromadzonej wcześniej żywności. Odmówił wpuszczenia żołnierzy do piwnicy, którą odkopywał, i został przez nich zabity.
- Niektórzy ludzie odkopują te piwnice w poszukiwaniu marynowanych warzyw i konserw mięsnych, które ludzie gromadzili na zimę - powiedziała Hasanenko.
Ukraińskie władze uważają, że siły rosyjskie celowo opóźniają ewakuację pozostałych cywilów, aby zniechęcić Ukrainę do przeprowadzenia kontrataku. - Rosjanie obawiają się, że z Chersonia rozpocznie się ofensywa przeciwko Oleszkom i po prostu wykorzystują ludzi - cywilów - jako żywe tarcze - oceniła Hasanenko.
- To stare miasto. Istnieje od prawie tysiąca lat - i przez cały ten czas ludzie nigdy nie żyli w tak strasznych warunkach, w takim piekle, jak teraz. Zwłoki leżą nie tylko w piwnicach szpitala, ale w całym mieście. Po prostu tam leżą, bo nie da się ich zabrać. Drony latają nieustannie, a psy zjadają zwłoki - mówiła.
"Polityczny WF": Nawrocki kontra rząd. Rozgrywka o bazę USA w Polsce INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.