Chcą mieć lekarzy na czas wojny. Ruszają nowe studia. "Pasują do sytuacji"

W odpowiedzi na pytanie o uruchomienie nowego kierunku jego opiekunka dr n. farm. Anna Żuk mówi o sytuacji geopolitycznej.
- Chcemy przygotować cywilny personel medyczny, który na co dzień pracuje w różnych miejscach miasta, do udzielania pomocy pacjentom w sytuacjach kryzysowych takich jak atak terrorystyczny czy wypadek masowy - mówi Interii dr Żuk.
"Medycyna i farmacja taktyczna" to studia podyplomowe. Mogą w nich wziąć udział ci, którzy mają już wykształcenie medyczne.
- Lekarze, farmaceuci, pielęgniarki i przedstawiciele innych zawodów medycznych pracują w aptekach, przychodniach czy gabinetach stomatologicznych. W tych miejscach dostępne są leki i środki opatrunkowe. Chcemy przygotować medyków do udzielania profesjonalnej pomocy poszkodowanym do czasu przybycia wsparcia - dodaje.
O założeniach programu opowiada nam także Natalia Andruczyk z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie.
Jak podkreśla, obejmuje on medycynę pola walki, zagrożenia biologiczne, chemiczne i radiacyjne, a także organizację funkcjonowania szpitali oraz aptek w warunkach wojennych.
Tak mają kształcić się lekarze. Część zajęć na terenach wojskowych
Andruczyk przytacza konkretne umiejętności, które mają zdobyć lekarze.
- Prowadzenie segregacji medycznej, ewakuacji, zabezpieczenie leków i transportu w sytuacjach kryzysowych - mówi Interii.
Z kolei dr Żuk zwraca uwagę, że uczestnicy wezmą udział również w zajęciach praktycznych, w tym ćwiczeniach organizowanych na terenach wojskowych.
Według niej w północno-zachodniej Polsce Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie jest pierwszą uczelnią z takim kierunkiem studiów. Podobne zorganizował Śląski Uniwersytet Medyczny. Prowadzi zajęcia wraz z komandosami z Lublińca.
- To szkolenie dla medyków, którzy chcą działać tam, gdzie kończy się komfort, a zaczyna prawdziwe zagrożenie - przekonują pracownicy Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.
Ekspert: Nie możemy się przesadnie straszyć
Ekspert ds. bezpieczeństwa dr Grzegorz Krzeszowski w rozmowie z Interią zauważa, że każda inicjatywa zwiększająca poziom świadomości to dobry kierunek, ale mówi o "konieczności zachowania balansu".
- Między zwiększaniem świadomości o bezpieczeństwie a kwestią spokoju społecznego. Życie codzienne musi toczyć się dalej, musimy zwiększać swoje kompetencje i się rozwijać. Zwiększając poczucie bezpieczeństwa, jednocześnie nie możemy się przesadnie nawzajem straszyć - mówi dr Krzeszowski.
Jak uzasadnia ekspert: "poczucie grozy nie tylko wpływa na życie społeczne, ale również niesie negatywne skutki ekonomiczne".
Inicjatyw na uczelniach związanych z bezpieczeństwem jest ostatnio coraz więcej. Ponad tysiąc pracowników Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie wzięło udział w szkoleniu zorganizowanym przez policję.
Funkcjonariusze uczyli m.in. tego, jak zachować się w przypadku ataku nożownika na uczelni, a jej władze przyznawały, że zajęcia to skutek serii niedawnych ataków w szkołach średnich.
- To był zapalnik. Co prawda na co dzień staramy się, żeby portierzy i kadra byli na bieżąco w zagadnieniach dotyczących zagrożeń, w tym związanych z obszarem cyber, ale ostatnie wydarzenia pokazują, że nie ma miejsca na drobne akcje, a jest konieczność działań w szerokiej skali - mówi Interii prof. Krzysztof Pietrusewicz, prorektor ZUT.
Podobnych szkoleń - jak słyszymy od policjantów - ma być w najbliższym czasie więcej. Nie tylko na uczelniach, ale też w innych publicznych instytucjach, m.in. w urzędach.
Sędziowie zmuszeni do przejęcia trybunału? Prof. Chmaj nie ma złudzeńINTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.