W europejskim mieście nie można pochować zmarłych. Obowiązują ścisłe restrykcje
Regulacje odnośnie pogrzebów wynikają z wyjątkowo nieprzyjaznego klimatu. Longyearbyen leży ok. 1300 km od bieguna północnego. Wieczna zmarzlina sprawia, że zwłoki nie ulegają rozkładowi. Dodatkowym problemem są cykliczne roztopy i ponowne zamarzanie gruntu, które mogą wypychać trumny na powierzchnię.
ZOBACZ: Fatalne dane z Antarktydy. Jeden z najgorszych wyników w historii pomiarów
Zakaz chowania ciał obowiązuje od 1950 roku, co oznacza, że Longyearbyen ma własny, bardzo niewielki cmentarz. Pochowano w nim ofiary grypy hiszpanki, która w latach 1918-1920 przetoczyła się przez świat. Jak podaje Muzeum Svalbardu, żeby wykopać groby zmarłym w zamarzniętej ziemi, trzeba było użyć dynamitu.

W miejscowości dozwolona jest jednak kremacja i pochówek w urnie, do czego ma prawo każdy, kto w chwili śmierci był oficjalnie rezydentem archipelagu.
Bez domów opieki i porodówki
Trudno tam też się zestarzeć. Ani w Longyearbyen, głównym ośrodku administracyjnym archipelagu, ani w żadnej innej osadzie na Svalbardzie nie ma domów spokojnej starości czy ośrodków opieki.
ZOBACZ: Porody bez znieczuleń i nielegalne opłaty. Porodówki pod lupą NIK. Porażające wnioski
Lokalny szpital oferuje znacznie mniej usług niż inne szpitale w Norwegii. Z tego powodu ciężko chorzy i seniorzy, którzy wymagają stałego leczenia, muszą przenieść się na kontynent, przy czym lot do Oslo trwa ok. trzech godzin. W miejscowej lecznicy nie ma również oddziału położniczego, dlatego wszystkie ciężarne mieszkanki archipelagu najpóźniej dwa tygodnie przed terminem porodu są przewożone do szpitala na lądzie.
Zakaz posiadania kotów i obowiązek broni palnej
Na tym lista nietypowych uregulowań się nie kończy. Mieszkańcy nie mogą na przykład trzymać kotów. Zakaz wprowadzono ze względu na ryzyko wścieklizny i w trosce o rzadkie arktyczne ptaki, które gniazdują na ziemi. O ile spacery w granicach miasteczka należą raczej do bezpiecznych, tak każde wyjście poza osadę wiąże się z obowiązkiem posiadania broni palnej, aby obronić się przed niedźwiedziami polarnymi, które często można napotkać w okolicy.
ZOBACZ: Region w UE zamknięty dla kobiet. Surowe kary za złamanie zakazu
Svalbard to jedno z najbardziej odizolowanych i najzimniejszych stale zamieszkanych miejsc na świecie. Longyearbyen, w którym mieszka ok. 2,5 tys. osób, to najdalej na północ wysunięte miasto tej wielkości na świecie. Najniższą temperaturę odnotowano tu 4 marca 1986 roku, kiedy termometry wskazały -46,3 st. C. Mieszkańcy muszą też przywyknąć do nietypowego cyklu dobowego: od końca października do połowy lutego panuje tu noc polarna, a między kwietniem a sierpniem słońce w ogóle nie zachodzi.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.