Dobry, zły i podły. Tragiczna i piękna historia beagli z Włoch

28 kwietnia 2012 roku w trakcie manifestacji wiele osób wdarło się na teren ośrodka Green Hill w Montichari w rejonie Bresci (Lombardia). Obrońcy praw zwierząt protestowali tam przeciwko makabrycznym praktykom stosowanym wobec beagli hodowanych w zakładach. W biały dzień niektórym z nich udało się przedrzeć przez ochronę kompleksu i uratować 27 psów.
Sprawa trafiła do sądu, a aktywiści musieli toczyć wieloletnią batalię, ale dzięki ich reakcji sytuacją w ośrodku zainteresowały się lokalne władze i media.
Co się działo w Green Hill?
Demonstrujący, którzy wdarli się do ośrodka, zrobili zdjęcia i nagrania, ujawniające skalę koszmaru psów. Chociaż nazwa „Green Hill” (Zielone Wzgórze) brzmi uroczo, miejsce to było w rzeczywistości kompleksem niewiarygodnej makabry, którą człowiek zgotował zwierzętom.
Kompleks działał od 2001 roku i należał do międzynarodowego koncernu Marshall BioResources – o tej firmie nieco więcej później. W Green Hill na masową skalę hodowano psy rasy beagle, które przeznaczone były do sprzedaży na cele testowe i laboratoryjne. W szczytowym momencie przetrzymywano około 3 tysiące zwierząt.
Beagle przetrzymywane były w metalowych klatkach w budynkach przypominających magazyny. Brakowało tam przestrzeni dla psów, naturalnego światła i dostępów do wybiegu na świeżym powietrzu. W trakcie późniejszych procesów udowodniono, że zwierzęta były uśmiercane niezgodnie z przepisami, bez znieczulenia. Umierały także z powodu katastrofalnych warunków weterynaryjnych i sanitarnych. Dziesiątki psów zginęły m.in. po zjedzeniu trocin stosowanych jako wyściółka w kojcach.
W raportach organizacji prozwierzęcych pojawiły się również doniesienia o uszkadzaniu lub usuwaniu strun głosowych u psów, by te nie mogły wyć i skomleć.
Jak udowodniono, w ciągu czterech lat w placówce zabito 6 tysięcy psów, które nie spełniły standardów sprzedaży lub uznano, że bardziej opłacalne będzie ich uśpienie niż wyleczenie.
Psy, które zostały w ośrodku, były głęboko straumatyzowane, nie znały świeżego powietrza i trawy i wykazywały lęk przed człowiekiem.
Władze wchodzą do miejsca kaźni psów
Pod presją dowodów zebranych przez aktywistów i organizacje prozwierzęce (które o makabrze alarmowały już wcześniej) włoska prokuratura w asyście funkcjonariuszy Corpo forestale dello Stato (Korpus Leśnictwa Państwowego) weszły 18 lipca do Green Hill z nakazem.
Cały kompleks zamknięto, a kierownictwo zostało odcięte decyzją sądu, który powierzył opiekę nad tysiącami zarekwirowanych psów organizacjom LAV i Legambiente.
Władze ośrodka zawzięcie protestowały.
Nie zgadzamy się na uwolnienie psów przed podjęciem ostatecznej decyzji przez sądy. Jeśli w przyszłym tygodniu sąd zdecyduje, że konfiskata posesji nie powinna się odbyć, wszystkie psy znikną. To absurd – mówił rzecznik Green Hill, cytowany przez BBC.
Akcja w całych Włoszech i wyroki
Na szczęście włoski wymiar sprawiedliwości pozostawał nieugięty. Rozpoczęła się skomplikowana operacja logistyczna, której celem było znalezienie domów dla cierpiących na ogromne trudności behawioralne beagli. Z hal przemysłowych w Green Hill przez całe tygodnie wywożone były setki psów, a ostatni czworonóg opuścił to straszne miejsce dopiero pod koniec września. Ponad 2600 psów najpierw trafiło do ośrodków, gdzie przeszły badania weterynaryjne i socjalizację, a gdy były gotowe do adopcji, uruchomiono otwarte zapisy.
Odzew przerósł najśmielsze oczekiwania. Liczba nadesłanych formularzy adopcyjnych liczona była w dziesiątkach tysięcy, a samych oficjalnie zakwalifikowanych wniosków było około 7 tysięcy. Dzięki tak ogromnemu zainteresowaniu, organizacje prozwierzęce mogły wybrać domy zapewniające najlepszą opiekę dla straumatyzowanych czworonogów.
Ruszyły także procesy przeciwko kierownictwu Green Hill. W rezultacie dyrektor wykonawczy Ghislane Rondot został skazany na 1 rok i 6 miesięcy więzienia. Lekarz weterynarii szpitala, Renzo Graziosi, również został skazany na karę 1 roku i 6 miesięcy więzienia. Dyrektor Roberto Bravi został skazany na rok więzienia. 4 października 2017 roku, włoski Sąd Najwyższy odrzucił apelację, uznając wyroki skazujące za prawomocne.
Sprawa pociągnęła za sobą także duże zmiany we włoskim prawodawstwie. W 2014 roku Włochy uchwaliły dekret rządowy, który całkowicie zakazał hodowli psów, kotów i małp na cele doświadczalne w całym kraju, uniemożliwiając jakiejkolwiek firmie ponowne otwarcie podobnego biznesu.
Dopiero w 2020 roku sąd kasacyjny ostatecznie oczyścił z zarzutów aktywistów, którzy wdarli się do Green Hill 8 lat wcześniej i porwali kilkadziesiąt psów. W uzasadnieniu wyroku sąd stwierdził, że demonstranci nie zabrali zwierząt dla osiągnięcia własnych korzyści, ale w wyższym celu, by uchronić je przed okrucieństwem.
W rezultacie wydarzeń w Lombardii uratowano tysiące psów. Beagle stały się włoskim symbolem walki o prawa zwierząt i zyskały na popularności na Półwyspie Apenińskim. Część czworonogów, które widzimy dziś na ulicach Rzymu, Neapolu czy Salerno to być może jeszcze byłe ofiary Green Hill, lub ich potomkowie. Byłoby cudownie skończyć ten tekst w tym właśnie miejscu, ale to niemożliwe.
Marshall BioResources
Historia firmy sięga 1939 roku, gdy hodowlę fretek w Stanach Zjednoczonych zakładał Gilmann Marshall. Wraz z rozwojem przemysłu farmaceutycznego i toksykologicznego firma zaczęła się rozrastać, oferując laboratoriom zwierzęta do testów. Z biegiem lat przedsiębiorstwo rozrosło się do rangi korporacji międzynarodowej, rozszerzając swoje „portfolio” o psy (beagle) i inne gatunki (w tym koty i świnki morskie), sprzedawane do celów badawczych. W 1993 roku utworzono dodatkową dywizję Marshall Pet Products, która produkuje... akcesoria, karmy i zabawki dla zwierząt domowych.
Po zamknięciu ośrodka Green Hill we Włoszech Marshall BioResources przeniosło swoją działalność między innymi do Wielkiej Brytanii. W otworzonym w 2017 roku zakładzie MBR Acres w Huntingdon w hrabstwie Cambridgeshire hoduje się około 2 tysiące beagli, przetrzymywanych – jak podaje organizacja The Camp Beagle – w identycznych warunkach, jak w mordowni pod Brescią. Londyn nie tylko nie reaguje, ale przyznał firmie licencję na pozyskiwanie i sprzedaż krwi, narządów wewnętrznych i innych płynów ustrojowych psów.
Obecność MBR Acres w Wielkiej Brytanii wywołuje oczywiście duże publiczne protesty, a dołączył do nich m.in. słynny komik Ricky Gervais.
PETA opisuje kompleks zakładów w USA. Mowa o gigantycznych zakładach w pobliżu North Rose w stanie Nowy Jork. To betonowy obóz, gdzie znajduje się 50 magazynów oraz dziesiątki tysięcy psów i fretek zamkniętych w klatkach. W pobliskich budynkach hodowane są koty i świnki morskie.
Według sygnalistów organizacji prozwierzęcej fretki przetrzymywane są w drucianych klatkach pokrytych odchodami, a beagle i ich szczenięta wegetują w pustych klatkach z metalową podłogą, ustawionych nad zabrudzonym betonem. „Rodzą się w zamknięciu i są trzymane wśród stali oraz betonu, oczekując na wysyłkę do laboratoriów” – informuje PETA.
Niektóre psy mają na pyskach ciasne maski, co ma pozwalać firmie pobierać wyższą opłatę za zwierzęta rzekomo „wyszkolone” do tolerowania masek inhalacyjnych używanych w testach toksycznych substancji chemicznych w aerozolu. Bo beagle należące do Marshall BioResources trafiają także na testy skrajnie niebezpiecznych, zabójczych środków.
We wrześniu przed zakładami koło Nowego Jorku protestowały setki osób. Sprawę opisał „The New York Times”, który powołał się na lipcowy raport weterynaryjny, stwierdzający, że w kompleksie trzymanych jest ponad 9 tysięcy dorosłych beagli, 5 tysięcy szczeniąt, 11 tysięcy fretek, a także koty i świnki morskie.
Prezes Marshall BioResources Scott Marshall odrzucił zarzuty protestujących, którzy podnosili makabryczny sposób traktowania zwierząt. Podkreślił, że firma działa zgodnie z federalnym prawem i najlepszymi praktykami w branży, a ostatnie inspekcje USDA (Departament Rolnictwa Stanów Zjednoczonych) nie wykazały krytycznych nieprawidłowości.
Zwierzęta znajdujące się pod naszą opieką są zdrowe i szczęśliwe – zapewnił.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.