The Jerusalem PostAustralian lawmaker Helen Haines in critical condition after vehicle ramming attackPunchUCL: PSG face Barcelona, Bayern host Arsenal in matchweek three, other fixturesESPNA week removed from embarrassing tie, where do Commanders go from here?Inquirer‘Magnificent Seven’ pioneers reunite for historic PMA installationUN NewsProtecting Earth’s fragile biodiversity takes spotlight at Armenia talksBollywood HungamaImran Khan’s plea against ‘Leave India’ notice to be heard on October 26; Bombay High Court seeks Maharashtra government’s inclusionRTP DesportoJaime Faria sobe a 56.º do ranking mundial de ténisESPN CricinfoPowar appointed men's national selector; Ojha to serve as chairZDF heuteEntdecken Sie das ZDF-NachrichtenstudioPremium TimesBenue Catholic school relocates students over security concernsBellaNaijaSeven Women, Seven Innovations: InnovateNaija’s Role in Nigeria’s Tech StoryIl Fatto Quotidiano“Gli stranieri in Italia danno molto e ricevono poco”: il rapporto Migrantes sui confini che restano “ben oltre le frontiere”
The Daily Newsstand · Free, Always
Monday, October 19, 2026

Hegseth rozjuszył wojskowych. Generał: to deptanie grobów

Translate

Szef Pentagonu Pete Hegseth wywołał burzę. Podczas wystąpienia skrytykował udział państw sojuszniczych w misji w Afganistanie, kpiąc, że tylko kilka z nich miało realny wpływ na operację.

– Byłem kapitanem w Afganistanie i jeździliśmy do kwatery głównej w Kabulu, gdzie było 50 flag. To był piękny widok: 50 różnych krajów wspierających sojusz NATO i misję ISAF. Oprócz tego wkład w działania miało może pięć z nich. Pod koniec misji zaledwie jedno lub dwa państwa faktycznie uczestniczyły w działaniach bojowych. Żartowaliśmy nawet, że naszywka ISAF (International Security Assistance Force – Międzynarodowe Siły Wsparcia Bezpieczeństwa w Afganistanie) oznaczała "Widziałem Walczących Amerykanów (I Saw Americans Fighting)" – powiedział Hegseth.

To nie pierwsza taka sytuacja. Już na początku roku, w styczniu, prezydent USA Donald Trump przekonywał, że sojusznicy w Afganistanie "trzymali się z dala od linii frontu". Przypomnijmy: podczas misji zginęło 44 polskich żołnierzy.

Generał: byliśmy na pierwszej linii

– To jest porażające, że znów wraca ta sama narracja – powiedział w rozmowie z Wirtualną Polską gen. Roman Polko, były dowódca GROM, który sam uczestniczył w misjach z Amerykanami nie tylko w Afganistanie. Przypomniał, że podobne słowa na początku roku powiedział prezydent USA Donald Trump.

– Byliśmy na pierwszej linii, nawet GROM przekazywał obiekty amerykańskim jednostkom. Chociaż trudno się bić o to, kto był na pierwszej czy drugiej linii, bo wszyscy, którzy uczestniczą w tego typu misjach, tworzą jeden zespół – dodaje.

Wskazał, że takich słów nigdy nie słyszał od wojskowych, którzy wielokrotnie podkreślali braterstwo m.in. z polskimi żołnierzami. – Tych gestów było mnóstwo w stosunku do naszych żołnierzy odznaczeń amerykańskich, a teraz tak jakby to miało pójść w niebyt – mówi.

Gen. Polko dodaje, że wypowiedź Hegsetha jest dla niego "deptaniem grobów tych, którzy polegli w tych misjach". – I jest to też upokorzenie ich rodzin, które zostały po tych żołnierzach – mówi.

Przyznał jednak, że wojskowi niektórych krajów faktycznie "przyglądali się" operacjom. – Kraje wprowadzały ograniczenia narodowe, pojawiał się problem, jeżeli chodzi o zakres użycia. Ale Polska nie była jednym z tych krajów i wrzucanie wszystkich do jednego worka to jest rozbijanie spójności, zwartości NATO, tej kompanii braci, którą na tych misjach między wszystkimi żołnierzami udało się zbudować – powiedział wojskowy.

Słowa to nie przypadek? Wskazuje na Rosję

Zdaniem gen. Polko to nie jest przypadek, że te słowa padają akurat w okresie, gdy USA próbują dogadywać się z Rosją.

– Myśmy wysyłali żołnierzy jako Polacy bez ograniczeń na wszystkie misje, do których od wstąpienia do NATO zapraszali nas Amerykanie, a nawet wcześniej, bo to było inwestowanie w taki strategiczny sojusz czy partnerstwo ze Stanami Zjednoczonymi, pokazanie, że nie uchylamy się od tego, co jest naszym obowiązkiem i wręcz idziemy do przodu na 100 proc. i jeszcze trochę – mówi.

– Myśmy to robili po to, żeby w sytuacji zagrożenia Polski móc liczyć w takim samym stopniu na Stany Zjednoczone. I przyszedł ten czas, kiedy Europa, kiedy Polska mówi "sprawdzam". Myślę, że USA szukają usprawiedliwienia, dlaczego nie angażują się Stany Zjednoczone w takim stopniu, na jaki je stać we wspieranie Polski w działaniach przeciwko rosyjskiej agresji, przeciwko rosyjskiej wojnie hybrydowej, przeciwko tym zagrożeniom, które generuje Putin – dodaje generał.

– Amerykanie wyraźnie zapisali w strategii, że ograniczają swoją obecność w Europie i wsparcie, mówią, że to Europa sama musi sobie zapewnić bezpieczeństwo. I teraz jako usprawiedliwienie podają to, że myśmy ich nie wspierali wtedy, kiedy oni potrzebowali pomocy w tamtych misjach – podkreśla.

Co powinna zrobić Polska?

Według byłego dowódcy GROM, Polska potrzebuje w takiej sytuacji "mądrej i wyważonej dyplomacji".

– Amerykanie są dla nas najważniejszym partnerem, bardzo ważnym partnerem dla Europy, dla Polski. Ale musimy też prowadzić dyplomację zachowywania własnej godności, szacunku do samego siebie. I minister Sikorski potrafi w taki sposób artykułować to nasze stanowisko, upominając się o na przykład tych żołnierzy czy rodziny poległych żołnierzy, którzy w tych misjach oddali to, co jest najcenniejsze, czyli własne życie. Oczekiwałbym tego też przede wszystkim od zwierzchnika sił zbrojnych (prezydenta – red.), który skoro ma dobre relacje z prezydentem Trumpem, to warto je wykorzystać – podkreśla.

Generał Polko oczekuje też reakcji od ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza.

– Kiedy toczył się spór po raz pierwszy, gdy pierwszy raz tego typu spadły, to był w USA i zachowywał się wybitnie asekuracyjnie i nie powiedział jednoznacznie, tylko gdzieś tam dookoła uciekał. Wojsko mówi twardym językiem, prostym, oczywistym, konkretnym. A nie na zasadzie ciepłej kluchy, która ani w jedną, ani w drugą stronę – zaznacza wojskowy.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.