Fala oburzenia po orędziu Emmanuela Macrona. "Żałosne przemówienie"
Prezydent Francji wystąpił z orędziem w związku z gwałtownymi zamieszkami, do jakich doszło w weekend w kraju. Emmanuel Macron zapewnił, że sprawcy aktów przemocy poniosą odpowiedzialność. Ocenił, że należy teraz "usłyszeć gniew" protestujących i podjąć działania dotyczące jego przyczyn, ale też należy egzekwować "respektowanie porządku republikańskiego".
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Zaznaczył, że do sobotnich wydarzeń doszło na pół roku przed wyborami prezydenckimi (pierwsza tura odbędzie się w kwietniu 2027 r.). — Ci wszyscy, którzy dziś mówią wam, że najwyższy czas wychodzić na ulice, demonstrować, wywoływać chaos, mają tylko jeden cel — osłabienie Republiki i pozbawienie (was) debaty — powiedział Macron. Przekonywał, że debaty powinny odbywać się na publicznych spotkaniach, pokojowych zgromadzeniach i w mediach.
Czytaj nas częściej w Google
Fala oburzenia po wystąpieniu Macrona
"Panie Prezydencie, słuchałem Pana tego wieczoru. Jako burmistrz i jako zbulwersowany oraz zaniepokojony obecnymi wydarzeniami obywatel. Usłyszałem Pana komentarze, życzenia i godną pochwały wolę przywrócenia dialogu. Wolałbym, podobnie jak miliony Francuzów, decyzji i inicjatyw umożliwiających powrót do porządku oraz odbudowę autorytetu Państwa, ukaranie szabrowników i wandali, a także szczegółowej metody na wznowienie dyskusji z uczniami liceów i organizacjami związkowymi. Nasz kraj potrzebuje być rządzony" — napisał Edouard Philippe, były premier i centroprawicowy kandydat na prezydenta.
"Wystąpienie Emmanuela Macrona budzi ogromny niepokój. Prezydent Republiki wydaje się całkowicie przytłoczony sytuacją, niezdolny do przeciwstawienia siły państwa chaosowi, który zagraża Republice. Uroczyście wzywam go do wywiązania się ze swoich obowiązków i ogłoszenia stanu wyjątkowego w celu ochrony Francuzów" — ocenił z kolei inny z kandydatów na prezydenta, Bruno Retailleau.
"Dzisiaj wieczorem jestem wściekła! Zamiast choćby zacząć od jakiegoś »mea culpa«, Emmanuel Macron wzywa nas do Matignon [siedziba francuskiego premiera] jak dzieci do tablicy w szkole, aby »uzyskać jasne i publiczne stanowiska«. Nie ma sensu organizować całej tej inscenizacji, Zieloni wyrażają się bardzo jasno: potępiamy wszelką przemoc. Krótko mówiąc, jeśli pójdziemy do Matignon, to po to, by pracować nad rozwiązaniami kryzysów społecznych, środowiskowych i demokratycznych. A nie po to, by stawić się przed komisją dyscyplinarną" — napisała Marine Tondelier, liderka Zielonych i kandydatka na prezydenta.
"W ciągu 8 minut i 30 sekund mógłby wezwać do zachowania spokoju ORAZ udzielić odpowiedzi młodzieży, pracownikom i emerytom w sprawie wysokich kosztów życia. Ale nic. Więc działamy dalej. Spokojnie i z determinacją. Nie czekając na wybory prezydenckie" — napisał Fabien Roussel, lider Francuskiej Partii Komunistycznej i kandydat na prezydenta.
"Żałosne przemówienie Emmanuela Macrona. Ta tchórzliwa i zdezorientowana władza nie ma już nic do powiedzenia Francuzom, nic im do zaproponowania. Nie ma nawet już siły, by ich chronić" — ocenił lider Zjednoczenia Narodowego Jordan Bardella.
Zamieszki we Francji. Ponad 2 tys. osób zatrzymanych
W sobotę we Francji doszło do zamieszek przy okazji demonstracji, które odbywały się tego dnia. Wielotysięczne protesty przeciwko rosnącym kosztom życia zostały przyćmione przez akty przemocy, ataki na budynki publiczne i systematyczne grabieże sklepów i punktów handlowych, przeprowadzane przez agresywnych i licznych sprawców. Organizacje branżowe szacują, że poszkodowanych jest około 1500 firm, a straty sięgają setek milionów euro. MSW poinformowało w niedzielę wieczorem, że zatrzymanych zostało prawie 2400 osób.
W niedzielę po południu w Paryżu doszło do kolejnych prób plądrowania sklepów; w centrum pojawiły się agresywne grupki. Zatrzymano 42 osoby.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.