Nadali sygnał „Ratunek”. Służby wciąż na miejscu tragicznego pożaru w Nisku

Strażacy nadzorują miejsce wczorajszego pożaru magazynu oraz sklepu z częściami do ciągników rolniczych w Nisku na Podkarpaciu. W nocy ugasili punktowe zarzewia ognia. W akcji gaśniczej zginęło dwóch strażaków.
Pożar magazynu z częściami do ciągników rolniczych w Nisku, zdj. Darek Delmanowicz /PAP
Strażacy całą noc dogaszali pogorzelisko na miejscu piątkowego pożaru magazynu oraz sklepu z częściami do ciągników rolniczych w Nisku. Występowały bowiem punktowe zarzewia ognia, m.in. w strukturze i konstrukcji fachu. Podjęto również częściowo rozbiórkę poszycia dachowego, żeby można było bezpośrednio lać wodę na to źródło ognia. Działania prowadzono również z wykorzystaniem podnośnika – mówi zastępca komendanta powiatowego PSP w Nisku i oficer prasowy Ireneusz Szewczyk.
Jak podkreślił, pożar jest ugaszony, ale działania nie zostały całkowicie zakończone. Obecnie strażacy prowadzą bowiem czynności nadzorowe, zabezpieczają miejsce zdarzenia. Trwają też czynności rozbiórkowe – dodał Szewczyk.
W tych działaniach bierze udział kilkunastu strażaków z PSP i Ochotniczej Straży Pożarnej. W sumie w akcji wzięło udział ponad 150 strażaków.
W pożarze w Nisku zginęło dwóch strażaków
Pożar magazynu oraz sklepu z częściami do ciągników rolniczych w Nisku wybuchł w piątek rano. Straż pożarna została zaalarmowana o godz. 8:24 i po siedmiu minutach zastępy straży były na miejscu.
Podczas akcji dwóch strażaków Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Nisku zostało odciętych przez ogień. Szybko zostali ewakuowani ze strefy, ale niestety nie udało się uratować ich życia.
Podczas briefingu prasowego komendant wojewódzki Państwowej Straży Pożarnej w Rzeszowie nadbryg. Tomasz Baran relacjonował, że cały czas była łączność ze strażakami, którzy informowali o sytuacji.
Jednak w pewnym momencie nadali sygnał „Ratunek”. Zostali odcięci od możliwości ewakuacji, dając informację, że pożar rozprzestrzenia się błyskawicznie i potrzebują pomocy – mówił nadbryg. Baran.
Inni strażacy weszli do środka, jednak warunki były na tyle ekstremalne, że udało się odnaleźć tylko pierwszego z wzywających pomocy strażaków. Został natychmiast ewakuowany na zewnątrz. Strażak nie dawał już oznak życia. Podjęto akcję reanimacyjną. Jednocześnie kolejni strażacy udali się do środka, szukając drugiego kolegi. Sytuacja pożarowa była na tyle trudna, że dopiero trzecia próba podejścia pozwoliła na wyciągnięcie go na zewnątrz.
Na razie nie wiadomo, jakie materiały zajęły się ogniem i dlaczego pożar rozwinął się w tak szybkim tempie.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.