Tusk nie będzie już grzeczny, bo czuje się mocniejszy. W koalicji wskazują na przełom w TK
Dla wyborców Koalicji Obywatelskiej i Nowej Lewicy kluczowe są "rozliczenia rządów PiS" – wynika z niedawnego sondażu CBOS. Dlatego Donald Tusk mówi słowo w słowo za marszałkiem Włodzimierzem Czarzastym: nie można grać w szachy, gdy przeciwnik używa bejsbola.
Czarzasty na Campusie Polska Przyszłości w sierpniu do młodych ludzi mówił tak: –Zwycięstwo jest możliwe, ale – do cholery jasnej – podnieście głowy! Ci ludzie, którzy na nas głosowali sześć lat temu, spodziewają się po nas skuteczności. I my musimy to zrobić!
Lider Nowej Lewicy rzucił wtedy zdanie, które później podchwycił Donald Tusk: – My siadamy do szachów, a naprzeciwko nas siedzą ludzie z kijami bejsbolowymi.
– Tusk się Włodkiem zainspirował – uśmiecha się dziś jeden z polityków Nowej Lewicy. Dodaje: – Tuskowi taka zdecydowana postawa Włodka bardzo się podoba. O to właśnie chodzi.
Tusk był grzeczny, ale już nie będzie. Co na to koalicjanci?
"Grzeczny już byłem. Nie będę grać w szachy, kiedy ktoś podchodzi do mnie z bejsbolem – mieszkańcom Krakowa bardzo się ta deklaracja spodobała" – pochwalił sam siebie Donald Tusk w czwartek wieczorem na X.
Godzinę wcześniej o tym, że nie będzie już grzeczny, zapewnił na spotkaniu z działaczami KO w Krakowie podczas wspólnego wystąpienia z kandydatką na prezydenta miasta Moniką Piątkowską.
Więcej niż o Krakowie premier mówił o sytuacji wokół Trybunału Konstytucyjnego. – To są takie czasy, że nie można nogi odstawiać – opisywał.
Stwierdził, że jego "przeciwnicy polityczni są raczej zwolennikami przemocy, łamania reguł" i trzeba się temu przeciwstawić. – Jest szachownica. Umawiamy się na grę w szachy, ja tam siedzę, zastanawiam się, a z drugiej strony przychodzi facet z bejsbolem i mówi: ty grasz w szachy, ale ja jestem na ustawce. I trzyma bejsbola w ręku – relacjonował premier, nawiązując do prezydenta Karola Nawrockiego, który sprzeciwia się przyjęciu ślubowania od części sędziów-nominatów koalicji.
Tusk drwił z "pięknoduchów", którzy twierdzą, iż nie można łamać reguł w kontekście walki o praworządność. – Wokół są różni ludzie, w tym niestety także często media, i mówią: ty graj w szachy, to nieładnie, że on będzie walił bejsbolem, ale ty musisz grać w szachy. No, to wtedy ja nie wygram – stwierdził. Dlatego zapewnił: – Grzeczny to już byłem. Nie będzie akceptacji.
Tuskowi chodzi o TK i rozliczenia
Wedle naszych rozmówców z koalicji, premier odnosił się przede wszystkim do sytuacji wokół Trybunału Konstytucyjnego. Jednoosobowo zaproponował kandydaturę swojej prawej ręki, ministra Macieja Berka. Koalicja w większości na tę propozycję przystała. Jak mówili politycy KO, Berek, niczym RoboCop, ma wejść szturmem do Trybunału i zrobić tam porządek. Jak? Nie wiadomo.
Cel jest jednak zasadniczy: odsunąć od władzy w TK Bogdana Święczkowskiego, którego broni PiS i prezydent. – Do prezesa dobierzemy się zgodnie z prawem i w odpowiednim momencie – zapowiedział niedawno enigmatycznie w RMF FM minister sprawiedliwości Waldemar Żurek.
Jak przekonywał, "widział sondaże, wedle których ponad 60 proc. ludzi uważa, że powinniśmy odbudować ten Trybunał nawet z pomocą policji".
Stąd też determinacja premiera Tuska.
Koalicjanci w tej sprawie nie mają wspólnej opinii. Zwłaszcza że w kuluarach od tygodni mówi się o szykowanym wejściu policji do Trybunału Konstytucyjnego, a nawet próbie wyprowadzenia prezesa Święczkowskiego. Takiego rozwiązania nie wyklucza sam Maciej Berek. – Wszyscy sędziowie Trybunału Konstytucyjnego, którzy zostali wybrani przez Sejm – i z których część jest dopuszczona do tego, żeby w budynku Trybunału urzędować, część jest niedopuszczona – wszyscy jesteśmy zdeterminowani i gotowi do tego, żeby zacząć wykonywać swoje obowiązki. Liczymy na to, że to będzie możliwe w spokoju, ale oczywiście widzimy, jakie są realia – powiedział były minister w "Graffiti" Polsat News, pytany, czy jest gotowy na wejście do budynku TK z eskortą policji.
– Wszyscy sędziowie Trybunału Konstytucyjnego, którzy zostali wybrani przez Sejm – i z których część jest dopuszczona do tego, żeby w budynku Trybunału urzędować, część jest niedopuszczona - wszyscy jesteśmy zdeterminowani i gotowi do tego, żeby zacząć wykonywać swoje obowiązki. Liczymy na to, że to będzie możliwe w spokoju, ale oczywiście widzimy, jakie są realia - powiedział były minister w "Graffiti" Polsat News, pytany, czy jest gotowy na to, że będzie wchodził do budynku TK pod eskortą policji.
Co na to politycy koalicji? – PiS nawet nie kryje się z tym, że Trybunał jest ich i broni swoich namiestników. Ale cel koalicji jest taki, żeby Trybunał znów był świątynią prawa – uważa poseł Nowej Lewicy Andrzej Szejna. Twierdzi, że dziś w TK "na bramce stoi Święczkowski z bejsbolem i odpędza, działając na zlecenie Jarosława Kaczyńskiego w zmowie z Nawrockim".
– A nie da się bramkarza z bejsbolem perswazją przekonać – zauważa.
Ze słowami premiera o "końcu bycia grzecznym" zgadza się też PSL. – Zgadzam się z premierem Tuskiem, że jeśli po drugiej stronie jest taki opór, jeśli jest przywiązanie, by trwać w takiej patologicznej sytuacji, to nie można być cały czas tym grzecznym, który się powołuje na zwyczaje, przepisy, trzeba też pokazać w tym wszystkim charakter. Tak czytam tę wypowiedź premiera – mówi szef klubu ludowców Krzysztof Paszyk.
Inne zdanie ma szef klubu Polski 2050 Paweł Śliz. – Nie wyobrażam sobie, żeby do Trybunału Konstytucyjnego weszła policja. Nie po to budowaliśmy zaufanie do policji po strajkach kobiet za czasów PiS, żeby teraz policja wkraczała do Trybunału – przyznaje.
Politycy KO jednak są zadowoleni z deklaracji ich lidera. Co oznacza koniec bycia grzecznym? – Nic dobrego dla przeciwników politycznych. To będzie w ramach prawa, ale egzekwowanie zdecydowanie i mocno. To, co robi Święczkowski, który zrobił w TK ring polityczny, jest absolutnym złamaniem prawa na wielu poziomach. Zamurował się i zabetonował. Grozi mu wiele lat odsiadki. Nie można pozwolić na to, by dalej łamał prawo i namawiał innych do łamania prawa – uważa Dariusz Joński.
Andrzej Halicki zapewnia, że słowa premiera o końcu bycia grzecznym padły "na pewno w kontekście Trybunału Konstytucyjnego". – Mamy do czynienia z łamaniem prawa i to wielokrotnym. Czas z tym skończyć. Nie może być tak, że jedna strona zachowuje się w sposób kompletnie skandaliczny, mówię także o prezydencie – uważa europoseł.
Jednocześnie politycy koalicji nie wskazują, co dokładnie oznacza koniec grzeczności premiera i co Donald Tusk zamierza. – Jeśli by to zdradził, to przeciwnicy by się przygotowali. Premier nie zwierza się koalicjantom ze swoich planów – mówi nam jeden z posłów.
Jedno jest pewne: Donald Tusk czuje się mocniejszy niż jeszcze kilka miesięcy temu. I wie, że do kampanii wyborczej musi przystąpić w zdecydowany sposób, wysyłając jednoznaczny i silny sygnał wyborcom. Tak należy odbierać słowa o tym, że "grzeczny już był".
– Rząd ma lepsze oceny, premier też ma lepsze notowania. Nawrocki słabnie, PiS już nie ściga się z nami, tylko z Konfederacją. Tusk chce wejść mocno w nowy sezon – twierdzi polityk jego partii.
W koalicji spodziewają się też kolejnych "akcji rozliczeniowych": zatrzymań, aresztów, zarzutów. Dla opozycji zapowiedzi premiera to dowód na upolitycznienie prokuratury i służb.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.