Koszmar w Warszawie. Urodziła na posadzce, partner zdemolował SOR
- Lekarze z Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego odesłali ciężarną Wiktorię do domu. Kobieta chwilę po powrocie urodziła w łazience.
- Jej partner, przekonany, że po domowym porodzie życie dziecka i matki jest zagrożone, urządził w szpitalu awanturę, groził położnym i zniszczył mienie.
- Prokuratura wnioskowała o tymczasowy areszt dla mężczyzny. Sąd odrzucił wniosek, tłumacząc zachowanie ojca ogromnym wzburzeniem emocjonalnym.
Historia, którą opisuje "Gazeta Wyborcza", rozegrała się 1 października w Międzyleskim Szpitalu Specjalistycznym w Warszawie. Pani Wiktoria, będąca na trzy dni przed terminem porodu, zgłosiła się na SOR z regularnymi skurczami. Po badaniach ginekologicznych oraz zapisie KTG personel medyczny uznał jednak, że akcja porodowa jeszcze się nie rozpoczęła.
Jak relacjonuje kobieta na łamach "Wyborczej", od jednej z położnych usłyszała, że "nie wygląda na kogoś, kto zaraz urodzi". Zalecono jej powrót do domu i wzięcie relaksującej, ciepłej kąpieli. Po powrocie do mieszkania sytuacja potoczyła się jednak błyskawicznie.
Kobieta weszła do łazienki, gdzie nagle odeszły jej wody płodowe, a po chwili na podłogę wypadł noworodek, uderzając głową o posadzkę. Z kobiety lała się krew. Obecna w mieszkaniu rodzina natychmiast wezwała pogotowie, które przetransportowało matkę z noworodkiem z powrotem na oddział.
Amok partnera i zdemolowany szpital
W tym samym czasie o dramatycznych wydarzeniach w domu dowiedział się partner kobiety, Karol P. Mężczyzna otrzymał od siostry pacjentki chaotyczny telefon, z którego wynikało, że wszędzie jest pełno krwi, a dziecko upadło na podłogę. W ogromnym szoku i strachu o życie swoich bliskich mężczyzna pojechał prosto do szpitala.
Jego zachowanie na miejscu było niezwykle agresywne. Z ustaleń prokuratury, cytowanych przez "Gazetę Wyborczą", wynika, że Karol P. wpadł w amok, żądając dostępu do partnerki i dziecka. Wyzywał wulgarnie położne, groził im pozbawieniem życia, a jedną z nich popchnął.
Mężczyzna dokonał również rozległych zniszczeń. Zdemolował drzwi prowadzące na oddział, zniszczył dystrybutor wody, gaśnicę oraz wyrwał przyciski w windzie. Władze szpitala wyceniły straty na 67 tysięcy złotych. Mężczyzna opuścił placówkę przed przyjazdem policji, ale funkcjonariusze zatrzymali go po północy na stacji benzynowej. Śledczy postawili mu cztery zarzuty: znieważenia funkcjonariuszy publicznych, gróźb karalnych, naruszenia nietykalności cielesnej oraz zniszczenia mienia.
Sąd wypuszcza ojca. Zaskakujące uzasadnienie
Prokuratura zawnioskowała o trzymiesięczny areszt dla Karola P., argumentując to m.in. jego wcześniejszymi notowaniami w policyjnych rejestrach oraz stanowczym sprzeciwem wobec rosnącej agresji wobec personelu medycznego w Polsce. Sąd jednak wniosek odrzucił i wypuścił mężczyznę na wolność bez dozoru policji.
W uzasadnieniu, do którego dotarła "Wyborcza", sędzia wskazał, że działaniami mężczyzny kierowało silne emocjonalne wzburzenie wynikające z ekstremalnych okoliczności narodzin jego syna, a nie przemyślany zamiar ataku. Sąd uznał również, że nie ma obawy matactwa.
Adwokat mężczyzny przekazał gazecie, że jego klient o tym, iż noworodek jest cały i zdrowy, dowiedział się dopiero, siedząc w policyjnej izbie zatrzymań. Miał się wówczas z ulgi rozpłakać.
Szpital odpiera zarzuty
Dyrekcja Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego przedstawiła zgoła inną wersję wydarzeń dotyczącą samego wypisu ciężarnej. W oświadczeniu przesłanym "Gazecie Wyborczej" dyrektor placówki Elżbieta Mickiewicz-Dytko stwierdziła, że personel zaproponował pacjentce pozostanie na obserwacji, ale to ona "wyraziła wolę powrotu do domu".
Wiktoria stanowczo temu zaprzecza, podkreślając, że nie podpisywała żadnego dokumentu świadczącego o wyjściu na własne żądanie (w dokumentacji medycznej widnieją jedynie zalecenia do stosowania w domu). Kobieta złożyła już oficjalną skargę do Rzecznika Praw Pacjenta.
Eksperci z dziedziny ginekologii, cytowani przez dziennik, tłumaczą, że w położnictwie zdarzają się nieprzewidywalne sytuacje. Błyskawiczny poród domowy mógł być efektem tzw. skurczu tężcowego – rzadkiego powikłania, w którym pojedynczy, niezwykle silny i długotrwały skurcz wypycha dziecko i łożysko niemal jednocześnie.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.