Bollywood HungamaTiger Shroff Shooting Incident: Eknath Shinde visits actor’s residence after gunfire in Juhu; Police launch manhuntInquirerChampi nears PAR but will not affect PH directly on MondayESPNNBA intel: KAT's next deal, expansion's next steps -- and why rival teams are watching OrlandoPunchW’Bank: FG pays N658.9bn to 10.46m poor householdsESPN DeportesRayados sufre ante Pachuca y regresa a zona de Liguilla한겨레츠베덴의 서울시향 4년 “악기 간 이해도 높아져”…내년 시즌은 베토벤ХабрИнцидент за рубли. Как мы научились считать настоящую цену сбоевZDF heuteEntdecken Sie das ZDF-NachrichtenstudioSCMP ChinaHow a US$110 million fishing harbour in Tanzania serves China’s food and security goalsThe Japan Times[Update 2] Report on Unauthorized Access to Group Managed Server and Potential Data LeakDigital Spy5 Emmerdale spoilers for tonight as Tom King's new manipulation beginsהידעןפליטות המתאן מתעשיית הנפט והגז בארה״ב כמעט לא השתנו — למרות ירידה בפליטות ליחידת תפוקה
The Daily Newsstand · Free, Always
Monday, October 19, 2026

Koszmar w Warszawie. Urodziła na posadzce, partner zdemolował SOR

Translate

Historia, którą opisuje "Gazeta Wyborcza", rozegrała się 1 października w Międzyleskim Szpitalu Specjalistycznym w Warszawie. Pani Wiktoria, będąca na trzy dni przed terminem porodu, zgłosiła się na SOR z regularnymi skurczami. Po badaniach ginekologicznych oraz zapisie KTG personel medyczny uznał jednak, że akcja porodowa jeszcze się nie rozpoczęła.

Jak relacjonuje kobieta na łamach "Wyborczej", od jednej z położnych usłyszała, że "nie wygląda na kogoś, kto zaraz urodzi". Zalecono jej powrót do domu i wzięcie relaksującej, ciepłej kąpieli. Po powrocie do mieszkania sytuacja potoczyła się jednak błyskawicznie.

Kobieta weszła do łazienki, gdzie nagle odeszły jej wody płodowe, a po chwili na podłogę wypadł noworodek, uderzając głową o posadzkę. Z kobiety lała się krew. Obecna w mieszkaniu rodzina natychmiast wezwała pogotowie, które przetransportowało matkę z noworodkiem z powrotem na oddział.

Amok partnera i zdemolowany szpital

W tym samym czasie o dramatycznych wydarzeniach w domu dowiedział się partner kobiety, Karol P. Mężczyzna otrzymał od siostry pacjentki chaotyczny telefon, z którego wynikało, że wszędzie jest pełno krwi, a dziecko upadło na podłogę. W ogromnym szoku i strachu o życie swoich bliskich mężczyzna pojechał prosto do szpitala.

Jego zachowanie na miejscu było niezwykle agresywne. Z ustaleń prokuratury, cytowanych przez "Gazetę Wyborczą", wynika, że Karol P. wpadł w amok, żądając dostępu do partnerki i dziecka. Wyzywał wulgarnie położne, groził im pozbawieniem życia, a jedną z nich popchnął.

Mężczyzna dokonał również rozległych zniszczeń. Zdemolował drzwi prowadzące na oddział, zniszczył dystrybutor wody, gaśnicę oraz wyrwał przyciski w windzie. Władze szpitala wyceniły straty na 67 tysięcy złotych. Mężczyzna opuścił placówkę przed przyjazdem policji, ale funkcjonariusze zatrzymali go po północy na stacji benzynowej. Śledczy postawili mu cztery zarzuty: znieważenia funkcjonariuszy publicznych, gróźb karalnych, naruszenia nietykalności cielesnej oraz zniszczenia mienia.

Sąd wypuszcza ojca. Zaskakujące uzasadnienie

Prokuratura zawnioskowała o trzymiesięczny areszt dla Karola P., argumentując to m.in. jego wcześniejszymi notowaniami w policyjnych rejestrach oraz stanowczym sprzeciwem wobec rosnącej agresji wobec personelu medycznego w Polsce. Sąd jednak wniosek odrzucił i wypuścił mężczyznę na wolność bez dozoru policji.

W uzasadnieniu, do którego dotarła "Wyborcza", sędzia wskazał, że działaniami mężczyzny kierowało silne emocjonalne wzburzenie wynikające z ekstremalnych okoliczności narodzin jego syna, a nie przemyślany zamiar ataku. Sąd uznał również, że nie ma obawy matactwa.

Adwokat mężczyzny przekazał gazecie, że jego klient o tym, iż noworodek jest cały i zdrowy, dowiedział się dopiero, siedząc w policyjnej izbie zatrzymań. Miał się wówczas z ulgi rozpłakać.

Szpital odpiera zarzuty

Dyrekcja Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego przedstawiła zgoła inną wersję wydarzeń dotyczącą samego wypisu ciężarnej. W oświadczeniu przesłanym "Gazecie Wyborczej" dyrektor placówki Elżbieta Mickiewicz-Dytko stwierdziła, że personel zaproponował pacjentce pozostanie na obserwacji, ale to ona "wyraziła wolę powrotu do domu".

Wiktoria stanowczo temu zaprzecza, podkreślając, że nie podpisywała żadnego dokumentu świadczącego o wyjściu na własne żądanie (w dokumentacji medycznej widnieją jedynie zalecenia do stosowania w domu). Kobieta złożyła już oficjalną skargę do Rzecznika Praw Pacjenta.

Eksperci z dziedziny ginekologii, cytowani przez dziennik, tłumaczą, że w położnictwie zdarzają się nieprzewidywalne sytuacje. Błyskawiczny poród domowy mógł być efektem tzw. skurczu tężcowego – rzadkiego powikłania, w którym pojedynczy, niezwykle silny i długotrwały skurcz wypycha dziecko i łożysko niemal jednocześnie.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.