Na ten polski szczyt można było wejść tylko 11 listopada. W tym roku nie będzie nawet tej szansy
W odpowiedzi na pytania redakcji "Wprost" Bieszczadzki Park Narodowy wyjaśnił, że wejścia na Opołonek z przewodnikiem nie uwzględniono w tegorocznym regulaminie udostępniania parku. Media łączą jednak tę decyzję z ubiegłorocznym zamieszaniem wokół zapisów.
Opołonek. Szczyt na samym krańcu Polski
Opołonek (1028 m n.p.m.) leży w granicznym paśmie Bieszczadów Zachodnich, nad Przełęczą Użocką. Przez jego wierzchołek, porośnięty buczyną karpacką, biegnie granica polsko-ukraińska. Stoi tu słup graniczny, a tuż obok, po ukraińskiej stronie, wznosi się pomnik przyrody, Skała Dobosza. W masywie Opołonka znajduje się najdalej wysunięty na południe punkt Polski.
Wzdłuż granicy zachowały się jeszcze resztki drutu kolczastego. Istniejący tu dawniej dwumetrowy płot był w latach 70. XX w. podłączony do prądu, a jego dotknięcie alarmowało radzieckich pograniczników.
Hymn raz w roku
Z Ukrainy na Opołonek wiedzie oficjalny szlak turystyczny z Przełęczy Użockiej na Kińczyk Bukowski. Od polskiej strony nie prowadzi tam żaden znakowany szlak, a wejście wymagało specjalnej zgody BdPN i Straży Granicznej. Dla turystów jedyną okazją do zdobycia szczytu były więc patriotyczne pochody 11 listopada.
ZOBACZ: Na oczach ludzi powstał nowy ląd. Tak wygląda na zdjęciach satelitarnych
Organizowano je w ostatnich latach w kameralnym gronie. Park tłumaczy, że ze względu na ochronę przyrody może wpuścić na ten teren maksymalnie 150 osób. Wędrówka w asyście pracowników parku i Straży Granicznej prowadziła od umownych źródeł Sanu na szczyt i kończyła się odśpiewaniem hymnu narodowego.

Szturm na Opołonek
W 2025 roku zainteresowanie nagle eksplodowało. Park poinformował o organizacji listopadowego podejścia, zapraszając chętnych do rejestracji za pomocą specjalnego formularza internetowego. W ciągu zaledwie siedmiu minut pula miejsc została wyczerpana.
ZOBACZ: Jezioro Żywieckie wysycha. Zdjęcia satelitarne pokazują ogrom strat
Mimo to, na serwerze odnotowano jeszcze 923 próby rejestracji. Niezadowoleni, którym nie udało się zapisać, zaczęli sugerować niesprawiedliwy podział miejsc. Władze parku zostały zasypane e-mailami i telefonami, z których niektóre miały obraźliwy charakter. Z powodu kontrowersji trasa pochodu została ograniczona do doliny Sanu, bez wejścia na szczyt, tak aby mogło w nim wziąć udział więcej osób.
Obecnie nie ma możliwości wejścia
W tym roku park zrezygnował z listopadowego wyjścia, a w oświadczeniu przesłanym z kolei do redakcji National Geographic Polska zaznaczył, że "obecnie nie ma możliwości indywidualnego dotarcia do tego miejsca, nawet po uzyskaniu zgody". Nie organizuje też innych wyjść grupowych ani wycieczek.
Na niewiele zda się również ukraiński szlak. Według BdPN ze względu na zwiększoną ochronę granicy przez Ukrainę szanse na dotarcie do tego miejsca z tamtej strony są niewielkie. Park podkreśla, że jego priorytetem jest bezpieczeństwo turystów i ochrona najcenniejszych przyrodniczo terenów, w tym obszarów przy granicy.
ZOBACZ: Nie trzeba lecieć w tropiki. Ten wyjątkowy las przetrwał w Europie
BdPN zachęca jednak do śledzenia komunikatów, bo w przyszłości mogą pojawić się nowe inicjatywy umożliwiające odwiedzenie tego rejonu.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.