Protesty ogarnęły Pragę. Próbowali wedrzeć się do parlamentu
Czeską stolicę ogarnęła fala antyrządowych protestów zorganizowanych przez opozycję. Bezpośrednim powodem wyjścia obywateli na ulice jest kontrowersyjny projekt ustawy zmieniający dotychczasowy model funkcjonowania Telewizji Czeskiej oraz Czeskiego Radia.
DLA CIEBIE
Fiat na targach - przegląd modeli i nowości
DLA CIEBIE
Czechy. Szturm na gmach parlamentu i interwencja policji
Sytuacja zaogniła się w nocy z piątku na sobotę. Przed budynkiem parlamentu zgromadziły się setki osób, z których część zdecydowała się pozostać na miejscu do rana. W mediach społecznościowych błyskawicznie pojawiły się nagrania ukazujące kilkudziesięciu manifestantów podejmujących próbę siłowego wdarcia się do środka.
Doszło do przepychanek ze służbami porządkowymi, które zablokowały dostęp do budynku. Mimo napiętej atmosfery sytuację udało się opanować bez eskalacji przemocy. Jak poinformowała rzeczniczka czeskiej policji Eva Kropáčová, funkcjonariusze nie dokonali żadnych aresztowań.
Kontrowersyjne zmiany rządu Babiša
Osią sporu jest rewolucja w sposobie utrzymywania mediów publicznych. Obecnie czeskie gospodarstwa domowe uiszczają miesięczną opłatę abonamentową w wysokości 205 koron. Rządzący chcą znieść ten obowiązek, argumentując swój krok chęcią odciążenia portfeli obywateli w dobie rosnących kosztów życia. Zgodnie z założeniami nowej ustawy środki na działalność nadawców miałyby trafiać bezpośrednio z budżetu państwa.
Według ustaleń agencji Reuters rządowy projekt zakłada jednak nie tylko zmianę źródła finansowania, ale również realne cięcia. Budżety telewizji i radia miałyby zostać zredukowane o około 15 proc., a ich nominalna wysokość miałaby zostać zamrożona na kolejne kilka lat. Zmiany te mogłyby wejść w życie już w przyszłym roku.
Obawy o wolność słowa i riposta rządu
Przeciwnicy reformy oraz środowiska dziennikarskie alarmują, że całkowite uzależnienie środków finansowych od woli polityków rządzącej partii bezpośrednio zagrozi pluralizmowi i niezależności redakcyjnej. Ich zdaniem coroczna dystrybucja pieniędzy z budżetu stanie się narzędziem nacisku na dziennikarzy.
Rząd kategorycznie odpiera te zarzuty, przekonując, że celem zmian nie jest przejęcie kontroli nad przekazem medialnym. Do sprawy odniósł się bezpośrednio premier Andrej Babisz, który w piątek wieczorem opublikował oświadczenie w mediach społecznościowych.
"Nie ma wojny o niezależne media" – napisał na Facebooku szef czeskiego rządu, dodając, że w kraju nie toczy się żadna walka o demokrację, a władze nie planują nacjonalizacji nadawców publicznych.
Mimo nocnych niepokojów i zdecydowanego sprzeciwu opozycji parlamentarna większość koalicji rządzącej zdecydowała o skierowaniu kontrowersyjnego projektu do prac w komisjach, co otwiera drogę do dalszego procedowania ustawy.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.