Nowa grupa w NATO. Amerykanie dobierają partnerów
USA organizują spotkanie z wybranymi członkami NATO w Polsce – poinformował portal Politico. Do stołu zaproszenia nie dostały m.in. Francja i Wielka Brytania. Na miejscu zabraknie także krajów bałtyckich. Istnieje obawa, że może to stanowić element budowania Sojuszu dwóch prędkości. - To nic nadzwyczajnego, że grupy sojuszników spotykają się w mniejszych formatach – uspokaja przedstawiciel NATO w rozmowie z Wirtualną Polską.
Grupa Bergen - spotkanie NATO bez krajów bałtyckich czy Francji
Źródło zdjęć: © PAP
Donald Trump coraz częściej stawia na wąskie formaty współpracy, pozostawiając część sojuszników z NATO za drzwiami – alarmuje portal Politico. Amerykańska postawa budzi niepokój przed powstaniem "Sojuszu dwóch prędkości". Jak dowiaduje się Wirtualna Polska, Sojusz oraz przedstawiciele wschodniej flanki próbują tonować nastroje. – Regionalizacja to nie zagrożenie – słyszymy w Rydze.
Według doniesień Politico, administracja Donalda Trumpa coraz chętniej omija tradycyjne, szerokie fora NATO na rzecz mniejszych grup "państw o podobnych poglądach". Najnowszym pomysłem Waszyngtonu jest "grupa Bergen" – która oprócz USA – współtworzona jest przez Polskę, Szwecję, Finlandię, Norwegię, Niemcy i Holandię.
Spotkanie w takim formacie – pod przewodnictwem podsekretarza obrony Elbridge'a Colbiego – ma się odbyć w Polsce. Jak podaje portal Politico, na spotkanie nie zostały zaproszone m.in. Francja czy Wielka Brytania. Zabraknie na nim także krajów bałtyckich.
– To może być motorem napędowym transformacji dla całego sojuszu – twierdzi nasze dyplomatyczne źródło w Sojuszu.
Co myśli NATO o nowym formacie? Jak dowiaduje się Wirtualna Polska, Sojusz nie ma powodów do niepokoju.
- To nic nadzwyczajnego, że grupy sojuszników spotykają się w mniejszych formatach – przekazał Wirtualnej Polsce przedstawiciel NATO. Jako przykłady podał inicjatywę ELSA (European Long-Range Strike Approach) - to międzynarodowy format obronny sześciu państw NATO (Niemiec, Francji, Włoch, Polski, Wielkiej Brytanii i Szwecji), którego celem jest wspólny rozwój i pozyskanie konwencjonalnych, lądowych systemów rakietowych dalekiego zasięgu - red.) czy JEF (Joint Expeditionary Force) - czyli północnoeuropejskie, wielonarodowe partnerstwo wojskowe pod dowództwem Zjednoczonego Królestwa, przeznaczone do operacji szybkiego reagowania i operacji ekspedycyjnych. W jego skład wchodzą Wielka Brytania, kraje nordyckie, kraje bałtyckie i Holandia - red.).
- Jeśli chodzi o szczegóły tego konkretnego spotkania, odsyłam do strony amerykańskiej – dodaje przedstawiciel.
"O ile powiedzą nam, o czym rozmawiali, wszystko jest ok"
Znacznie bardziej konkretny w ocenie nowej strategii USA jest Airis Rikveilis, sekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Łotwy.
– Z informacji, które pozyskałem rano, wynika, że odbyły się już pewne rozmowy. W ramach NATO zawsze toczy się mnóstwo dyskusji w różnych formatach – mówi Rikveilis w rozmowie z Wirtualną Polską. – Nie można patrzeć na regionalizację jako na zagrożenie. Dopóki nasi sojusznicy informują nas o przebiegu rozmów, wszystko jest w porządku – dodaje.
Zdaniem łotewskiego urzędnika, dla krajów wschodniej flanki ważniejszy od protokołu dyplomatycznego jest realny potencjał militarny. – O ile wszyscy zmierzamy w podobnym kierunku, wszystko jest ok. Ważne jest podnoszenie wydatków na obronność, wspólne ćwiczenia i zwiększanie możliwości obronnych oraz dzielenie się odpowiedzialnością. To, w jakich formatach się rozmawia, ma drugorzędne znaczenie – podkreśla sekretarz stanu łotewskiego MON.
Cały dzień w biegu? Skrót wydarzeń codziennie wieczorem w Twojej skrzynce
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.