ESPN DeportesAmérica tropieza con Pachuca y evita semana perfectaESPNPower Rankings: How did an action-packed Week 8 change the top 25?The Jerusalem PostSyria struggles to project authority as local clashes, blockades, ISIS threats persist – analysisPunchEkiti education agency graduates 76, seeks more adult learnersBollywood HungamaCBFC faces reported data security scare as confidential documents linked to over 500 films are allegedly exposedDaily MaverickCYBER SAFETY: SA Human Rights Commission urges stronger laws to protect children onlineInquirerThe Medical City Clark vows compliance with Anti-Hospital Deposit LawZDF heuteAktuelle Pressemitteilungen des ZDFThe South AfricanPick n Pay is still losing money. Here’s what that means for your grocery billIl Fatto QuotidianoFemminicidio Giulia Tramontano: riconosciuta la premeditazione per Alessandro Impagnatiello nell’appello bisالشرقالسعودية: اجتماعات طهران تسعى لإرساء الحوار ودعم جهود الوساطةNU AchterklapChris Brown ontloopt directe gevangenisstraf na vechtpartij in nachtclub
The Daily Newsstand · Free, Always
Monday, October 26, 2026

Polityczne trzęsienie ziemi. Kto będzie rządził Serbią? Możliwe zaskoczenie

Translate

– Nie ma w Europie drugiego tak mocno poobijanego kraju jak Serbia – przekonywali mnie mieszkańcy tego kraju zawsze, gdy przebywałem w Belgradzie, Nowym Sadzie, Niszu czy Pirocie. Serbowie, którzy mają dziś około 70 lat, rodzili się i dorastali w kraju, który był nie tylko relatywnie bogaty, ale też liderem ogólnoświatowego bloku Państwa Niezaangażowanych. Gdy Polska pozostawała za żelazną kurtyną, Jugosławia należała do najzamożniejszych państw regionu i prowadziła bardziej otwartą politykę niż kraje bloku wschodniego.

Później jednak przyszła wojna, następnie kolejna, kraj zaczął się rozpadać, dzielić i popadać w stagnację. Sąsiednia Chorwacja wystrzeliła z rozwojem i dziś jest dumnym członkiem Unii Europejskiej. W tym samym czasie Serbia nie mogła się zdecydować, czy jest częścią Wschodu czy Zachodu.

Zwycięzcy biorą samodzielną większość w serbskim parlamencie

Wiemy już, że w niedzielę 25 października 2026 r. Serbowie powiedzieli "chcemy zmian". Rządząca przez ostatnie 12 lat tym krajem Serbska Partia Postępowa (SNS - Srpska napredna stranka) przegrała przyspieszone wybory parlamentarne. Dowodzone przez byłego premiera i byłego prezydenta tego kraju – Aleksandra Vučicia – ugrupowanie według pierwszych wyliczeń zdobyło 106 mandatów w liczącym 250 jednoizbowym parlamencie Serbii. Matematycznie to wynik świetny. Faktycznie dla SPP fatalny, bo ugrupowanie to traci władzę.

Front Lista Studencka – Studenci Zwyciężają uzyskał bowiem jeszcze większe poparcie. W wyborach Listę Studencką poparło ponad 52 proc. wszystkich głosujących, co przełoży się na 140 mandatów poselskich. Wystarczająco dużo, by samodzielnie przejąć władzę i stworzyć rząd.

Do Zgromadzenia Narodowego Republiki Serbii wejdą jeszcze pojedynczy przedstawiciele mniejszości narodowej Węgrów i Albańczyków. Pozostałe partie polityczne przegrały wybory z kretesem, notując poparcie maksymalnie rzędu 1–2 proc., co nie pozwoliło im przekroczyć progu wyborczego.

Studenci rządzeni przez "wiekowych" profesorów

Zacznijmy od wybranych. Kim są? Tak naprawdę bardzo trudno znaleźć na to pytanie odpowiedź. Listę Studentów trudno bowiem określić tradycyjną partią polityczną. To bardziej zrzeszenie ludzi, których połączył bunt. Bunt przeciwko dotychczasowej władzy, stagnacji państwa, korupcji i bylejakości. Za Listą Studentów, jak łatwo się domyślić, stoją w dużej mierze studenci z niemal wszystkich serbskich uniwersytetów i szkół wyższych. Wydarzeniem założycielskim dla tej formacji była tragedia, która wydarzyła się niemal równo dwa lata temu, bo 1 listopada 2024 r.

W ten dzień zawalił się dach dworca kolejowego w Nowym Sadzie. W katastrofie zginęło 16 osób, a tragedia szybko stała się symbolem zarzutów o korupcję, nieprawidłowości przy inwestycjach publicznych i brak odpowiedzialności władz. Jako że po katastrofie nie osądzono wszystkich winnych zaniedbań, na ulicę wyszli studenci domagający się sprawiedliwości. 24 miesiące później Serbowie tych samych protestujących wynieśli do władzy.

Ruch Studenci Zwyciężają jest jednak tak masowy, że trudno dziś jednoznacznie wskazać jego liderów. Sami studenci mówią, że tych nie ma, bo rządzą sobą kolegialnie, ale jednak nowym premierem będzie musiał zostać pojedynczy człowiek. Serbskie media spekulują, że może nim być Ilija Srdanović, profesor medycyny z Nowego Sadu o specjalizacji kardiologicznej. To on był liderem listy studenckiej w niedzielnych wyborach w tym mieście.

Ilija Srdanović nigdy wcześniej nie był czynnym politykiem. Na pewien paradoks zakrawa fakt, że 7 sierpnia tego roku profesor skończył już 56 lat. Tym samym liderem ruchu studentów i przyszłym premierem może być ktoś, komu stosunkowo blisko już do emerytury.

W podobnym wieku co Ilija Srdanović są kolejni "liderzy" studenckiego ruchu. To Vladan Đokić (rektor Uniwersytetu Belgradzkiego, lat 63); Radomir Saičić (profesor chemii z Uniw. Belgradzkiego, lat 64) oraz Dejan Bodiroga (była gwiazda serbskiej koszykówki, lat 53) czy Dejan Šoškić (były prezes Narodowego Banku Serbii, lat 59).

Młodszych liderów na swoim pierwszym froncie ruch serbskich studentów na razie nie ma. Nawet w wieczór wyborczy w sztabie zwycięzców przemawiał Radomir Saičić. Być może ktoś z faktycznych studentów, którzy weszli do serbskiego parlamentu, dopiero teraz wyjdzie na czoło tej formacji z drugiego szeregu.

Czy zwycięzcy utrzymają jedność?

Tu jednak pojawia się drugi problem. Ruch Studenci Zwyciężają, który w wyborach utworzył Studencką Listę, przez ostatnie dwa lata był zjednoczony głównie celem, jakim było odsunięcie Vučića od władzy. Debatę o tym, co się stanie, gdy to się uda, odkładano na później.

Teraz, po zwycięstwie mogą szybko pojawić się pęknięcia. Studenci mówią o wprowadzeniu reform i szybszej ścieżce w kierunku wejścia do Unii Europejskiej. Dróg do tego celu może być jednak wiele, tak jak i pomysłów na to, jak je osiągnąć. W nowym rządzie mogą pojawić się spory.

Vučić zapewnia: przeczekamy

Między innymi to sugerował w niedzielę swoim zwolennikom lider SNS Aleksandar Vučić. Były prezydent i były premier Serbii mówił, że gratuluje zwycięzcom i "życzy im jak najlepiej, bo życzy dobrze Serbii", ale po chwili zarzucił ruchowi studenckiemu, że nie ma podstaw merytorycznych do rządzenia.

– My z kolei mamy doświadczenie w opozycji, jesteśmy silni i to przetrwamy. Wrócimy do władzy szybciej, niż wiele osób sądzi – zapewniał Vučić.

Jego zdaniem zwycięzcy niedzielnych wyborów w Serbii byli opłacani i inspirowani przez wiele sił w Europie Zachodniej i przede wszystkim USA. Szybko dodał jednak, że "mentorami" ruchu studentów było nie otoczenie prezydenta Donalda Trumpa (Vučić przekonuje, że z nim się przyjaźni), ale raczej obecna amerykańska opozycja.

O Władimirze Putinie, który przez większość Europy uważany jest za mentora Aleksandra Vučicia, serbski polityk nie mówił. Podczas swojego wystąpienia przekonywał jednak, że najpóźniej w marcu-kwietniu przyszłego roku nowy rząd wprowadzi sankcję na import, chociażby ropy czy gazu z Rosji, a wówczas w Serbii rozpocznie się drożyzna.

Na sam koniec swojego wystąpienia Vučić zauważył jeszcze jedną ważną rzecz. Jego partia, choć przegrała całe wybory, zdecydowanie wygrała wśród wszystkich Serbów głosujących za granicą. Chodzi tu głównie o okręgi wyborcze w Kosowie (spornej serbsko-albańskiej republice) czy w Republice Serbskiej wchodzącej w skład federacyjnej Bośni i Hercegowiny. Aleksandar Vučić sugerował – grając na nacjonalistycznej strunie – że nowy rząd może porzucić opiekę nad setkami tysięcy Serbów mieszkających w sąsiednich państwach w zamian za jakieś inne interesy.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.