"To sprawa przyzwoitości". Była ochroniarz z sopockiego hotelu o przeszłości prezydenta Nawrockiego i zeznaniach w sądzie
Magdalena Rigamonti: Sopot, wakacje, 19, 20 lat temu. Pani jest młodą dziewczyną po maturze i pracuje pani w ochronie Grand Hotelu. Jak się pani dostała do tej roboty?
Natasza Geldon: Po maturze zastanawiałam się, co zrobić z wakacjami. Do rozpoczęcia roku akademickiego na Uniwersytecie Gdańskim zostało mi trochę czasu. Chciałam, jak większość moich rówieśników dorobić gdzieś w jakiejś pracy sezonowej, tymczasowej. Moja mama znalazła ogłoszenie, że agencja ochrony w Grand Hotelu szuka pracowników. Wpadła na pomysł, że może się zgłoszę, bo jestem karateczką, angielski znam perfekt, ładnie się uśmiecham. Stwierdziłyśmy, że napiszę CV i wyślę. Udałam się na rozmowę rekrutacyjną. Poszło, jak można się domyślić całkiem nieźle. Zostałam poproszona o przedstawienie m.in. zaświadczenia o niekaralności. No bo wiadomo, to agencja ochrony.
Dodaj Onet Wiadomości do preferowanych źródeł w Google
Nasze materiały będą się częściej pojawiać w Twoich wynikach wyszukiwania
I tam pani poznała Karola Nawrockiego, który był wówczas studentem?
Tak, on był wtedy studentem na Wydziale Historii Uniwersytetu Gdańskiego.
Zakolegowaliście się? Jaka to była relacja?
Mam wrażenie, że myśmy się wtedy całkiem dobrze trzymali. Było nas kilka osób, pracowaliśmy na zmiany, widzieliśmy się często. Wydaje mi się, że z racji tego, że moi koledzy byli ciutkę starsi ode mnie, o parę lat, ja chyba byłam wtedy jedyną dziewczyną w ochronie Grand Hotelu, to troszkę byłam maskotką drużyny, taką lubianą, młodszą koleżanką z pracy.
"Mówił, że można sobie dorobić na boku"
Karol Nawrocki był lubianym kolegą?
Wydaje mi się, że tak.
"Przypadł mi dyżur przy recepcji. Tam zazwyczaj obok recepcjonistów stał ochroniarz. Nagle widzę, że Karol wchodzi do hotelu z prostytutką i jej opiekunem. Wsiedli do windy, pojechali na górę, do gościa. To był dla mnie szok." — to powiedziała pani rok temu Andrzejowi Stankiewiczowi z Onetu. I jeszcze: "Karol zaproponował mi dołączenie do tej grupy, która zajmuje się sprowadzaniem prostytutek. Oferował, że będzie się ze mną dzielił pieniędzmi. Dostał zdecydowaną odmowę i to w ostrych słowach". Na czym polegała ta zdecydowana odmowa, co pani mu powiedziała?
Byłam wtedy dość kategoryczna jak na 19 czy 20-letnią dziewczynę. To dla mnie było nie do przyjęcia. Zupełnie inaczej zostałam wychowana i moja moralność i etyka nie pozwoliłyby mi w ogóle, żeby to... Tak naprawdę nie przyszło mi coś takiego przez głowę, że mogłabym w takim procederze uczestniczyć. Dlatego wtedy taka otwartość Karola jakby...
On to traktował normalnie?
Kiedy podeszłam do niego, żeby wyjaśnić sytuację, która dla mnie była totalnie podejrzana, która nie powinna mieć miejsca, bo nie leżała jakby w naszych kompetencjach…. Takie odwożenie gości czy odprowadzenie do windy… Kiedy podeszłam się z nim skonfrontować i zapytałam, o co chodzi, co się dzieje, co się stało, to mówił, że można sobie dorobić na boku i czy chcę, bo można sprowadzać dziewczyny do hotelu. Dla mnie to był po prostu szok i niedowierzanie i totalnie nie do przyjęcia. To było jak z filmu.
Ale to było też szok również z tego powodu, że jest pani kobietą, że on w ten sposób traktuje inne kobiety?
Na to można patrzeć po prostu po ludzku, można też z perspektywy tego, że byłam młodą dziewczyną, która ma jakąś swoją wizję wartości utopijnego świata i tego, jak ten świat powinien wyglądać. Więc było to dotkliwe dla mnie.
Jak Karol Nawrocki zareagował, kiedy pani mu tak zdecydowanie odpowiedziała? Powiedziała pani, żeby spadał, spieprzał?
Mam nadzieję, że nie byłam aż tak wulgarna. Myślę, że po prostu byłam bardzo kategoryczna. "Chyba oszalałeś, Karol, co ty gadasz?" — coś w tym stylu zapewne. I że: "nie, nie ma takiej opcji". Natomiast Karol też zareagował jakby normalnie. W sensie nie pamiętam, żebyśmy tam jakąś scenę uskuteczniali, albo nie wiadomo co się działo. Zapewne powiedział: ok. I rozeszliśmy się każdy w swoją stronę.
Miała pani poczucie, że on może na tym zarabiać spore pieniądze?
To ciężko powiedzieć. Zależy, co uważamy za spore pieniądze. Wtedy byliśmy studentami. Zostałam wychowana w poszanowaniu pieniędzy, każdej zarobionej kwoty. Biorąc pod uwagę, jakie były wtedy pensje, zapewne mogły to być dobre pieniądze, skoro ktoś to chciał robić przez lata.
Pani wtedy nie powiedziała o tej propozycji Karola Nawrockiego nikomu ani mamie, ani bliskim. Dlaczego?
Nie wiedziałam, jak to ugryźć. Wie pani, jako 19 czy tam 20-letnia dziewczyna coś tam wiedziałam, miałam swoją moralność, swoje zasady, byłam dobrze wychowana. To była dla mnie tak ekstremalna sytuacja, tak emocjonalnie i społecznie dziwna, że ja do końca nie wiedziałam, jak się w tym wszystkim zachować. Lubiłam tę pracę, to była moja pierwsza praca. Wiedziałam, że jest to tylko tymczasowe. Nie miałam takiego poczucia misji może, czy też poczucia, że moja interwencja będzie miała jakąś sprawczość.
"Parsknęłam w stronę telewizora"
Nosiła to pani w sobie? Rozumiem, że pani słyszała, że Karol Nawrocki został dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, potem że Karol Nawrocki został prezesem Instytutu Pamięci Narodowej.
Przyznam się szczerze, że tak bardzo nie śledziłam.
Nie wiedziała pani o tym, że on jest szefem Muzeum II Wojny Światowej, IPN-u.
Pracowałam w zupełnie innych branżach i nie śledziłam na bieżąco, kto gdzie zostaje wybrany, na jakie stanowiska.
Kiedy Jarosław Kaczyński ogłosił, że to Karol Nawrocki będzie kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta, to wtedy wróciły wspomnienia?
Kiedy Karol Nawrocki, zaczął pojawiać się w telewizji, udzielać wywiadów, jakichś wypowiedzi już jako kandydat na prezydenta z PiS-u. To znowu był dla mnie kolejny szok, kolejne niedowierzanie i bardzo taka absurdalna sytuacja. Pamiętam, że parsknęłam w stronę telewizora: nie do wiary, że to jest ten Karol, z którym kiedyś pracowałam w Grand Hotelu, że byliśmy razem w agencji, która zajmowała się ochroną Grandu. Zrobił to, co zrobił, a dzisiaj jest kandydatem na prezydenta...
Pomyślała pani, że trzeba coś z tym zrobić, jaka była reakcja?
Pomyślałam sobie: na jakim świecie my żyjemy. A z drugiej strony to nie była taka reakcja, że teraz ja osobiście idę na wojenkę i będę naprawiać ten świat.
No ale jednak zdecydowała się pani o tym powiedzieć, ujawnić swój wizerunek, swoje imię i nazwisko, rozmawiać z dziennikarzami, zeznawać przed sądem?
Po kontakcie od pana redaktora Andrzeja Stankiewicza, który mnie znalazł i poprosił o rozmowę, zaznaczył, że chodzi o Grand Hotel, połączyłam kropki, domyśliłam się, o co może chodzić. I tak, wtedy miałam poczucie, że to jest właściwa rzecz, którą trzeba zrobić, że można powiedzieć prawdę, pokazać jak było i może to coś da.
Pani w sądzie użyła takiego sformułowania, że fala wspomnień do pani wróciła. To chodzi o sprawiedliwość, o co tak naprawdę?
O sprawiedliwość, o przyzwoitość, może przede wszystkim o bycie dobrym człowiekiem. Jeśli chce się sprawować tak wysoki urząd...
Teraz znany jest pani wizerunek. Nie obawia się pani reakcji, nie obawia się pani o swoje bezpieczeństwo?
Pani redaktor, ja nie chcę popadać w paranoję. Oczywiście jest troszeczkę strach, jest stresik. Myślę, że nie obędzie się bez fali hejtu. Myślę, że każdy zinterpretuje to, co mówię na swój sposób, że nie obędzie się też bez przekręcenia jakichś wypowiedzi albo prób kontaktu bardziej lub mniej przyjemnego. Liczę się z tym. Myślę, że nie jest to też coś nadzwyczajnego ani coś nie do udźwignięcia.
Nikt dotąd publicznie nie zeznawał przeciwko Karolowi Nawrockiemu. Pani mówi o lekkim stresiku, ja pytam o strach.
Szczerze, to nie miałam jeszcze czasu o tym pomyśleć aż tak dogłębnie. Natomiast to jest osoba, która sprawuje funkcję publiczną i...
Jest głową państwa.
Myślę, że po prostu tutaj już nie ma innej opcji, jak postępować tylko i wyłącznie słusznie.
Andrzej Stankiewicz i Jacek Harłukowicz w artykule "Karol Nawrocki i tajemnice Grand Hotelu", w którym pani się wypowiada anonimowo, opisują też kolegów Karola Nawrockiego z gangsterskiego światka. I w tym kontekście pytam o strach.
Nie myślę o tym chwilowo. Zawsze istnieje jakieś ryzyko. I zawsze trzeba liczyć się z konsekwencjami swoich wyborów i swoich czynów. Uważam, że należy postępować słusznie i uczciwie. Wobec siebie też przede wszystkim.
"Teraz już wiedzą wszyscy"
Komu oprócz dziennikarzy powiedziała pani o tym, że pracując w Grand Hotelu, spotkała pani Karola Nawrockiego z osobami, które wyglądały, cytuję jak alfons i prostytutka i propozycji Karola Nawrockiego, żeby pani mogła sobie dorobić na boku przy procederze sprowadzania dziewczyn do hotelu?
Teraz już wiedzą o tym moi rodzice i najbliższe mi osoby. Uważam, że ludzką potrzebą jest podzielić się z bliskimi swoimi przeżyciami, nawet jak one wracają po latach.
Jak oni zareagowali?
To się wydaje często abstrakcyjne, dość filmowe, że osoba, która jest obecnie głową państwa, w pewnym momencie była na wyciągnięcie ręki…
Była kolegą z pracy.
I robiła takie rzeczy.
Jakie rzeczy?
Sprowadzała prostytutki do gości hotelowych.
Wyobraża pani sobie spotkanie z Karolem Nawrocki twarzą w twarz, konfrontację?
Myślę, że tak. Nie miałabym z tym problemu, moglibyśmy sobie spojrzeć w oczy.
I byłaby pani w stanie pani mu przypomnieć wydarzenia z tamtego okresu?
Myślę, że już mu przypomniałam.
Rozprawa była jawna. Te zeznania były dla pani trudne, traumatyczne?
Nie nazwałabym tego traumą. Jestem też psycholożką z wykształcenia i chyba aż tak poważnie bym tego nie określiła. Natomiast jest to na pewno trudne, nieprzyjemne. Nikt po 20 latach nagle nie chciałby rozgrzebywać jakiejś sytuacji, która wydarzyła się w przeszłości. Przez te 20 lat tak naprawdę nie było potrzeby do tego wracać. Ani pamięcią, ani jakkolwiek inaczej. Myślę, że jest to rzecz, którą trzeba było zrobić, zmierzyć się z tym.
Czego pani oczekuje?
Żeby może trochę więcej osób, które decydują o tym, kto jest głową państwa, było świadomych tego, kogo wybierają?
Już wybrali. Karol Nawrocki ma być przesłuchany 18 stycznia 2027 roku. Już wiemy, że nie musi się stawić na tę rozprawę. Chcę zapytać o przewidywania, bo pani go znała jako młodego chłopaka, studenta, otwartego człowieka.
Takiego uśmiechniętego.
Stawi się pani zdaniem czy nie?
Pani redaktor, to jest bardzo trudne pytanie. Tutaj nawet wyrażenie swojej opinii byłoby dziwne, bo przez 20 lat naprawdę ludzie się potrafią mocno zmienić. Z tych młodych, uśmiechniętych, fajnych, śmiesznych ludzi wyrośliśmy na dorosłe postaci, które są być może bardziej świadome pewnych rzeczy, które też mają dużo do stracenia, dużo do wygrania... Tak, jak w przypadku Karola Nawrockiego. Chciałabym wierzyć i myśleć, że się stawi. To byłoby fajne po prostu z ludzkiego, kobiecego punktu widzenia. To byłoby z jego mega uczciwe. Przekonamy się.
Wytoczył sprawę Onetowi, czyli założył, że ludzie, którzy w artykule Stankiewicza i Harłukowicza albo nie istnieją, albo kłamią.
Albo że się przestraszą i nic nie powiedzą. Myślę, że tak mógł zakładać. Natomiast okazało się inaczej — jednak jesteśmy, jednak mówimy.
Pani od początku zakładała, że jeśli będzie taka potrzeba, to powtórzy pani w sądzie to, co mówiła pani dziennikarzom.
Tak. Po rozmowie z panem redaktorem Stankiewiczem myślałam, że w tym artykule pojawią się moje imię i nazwisko. Kiedy jednak ukazał się artykuł o kawalerce pana Jerzego, w którym wypowiadała się opiekunka pana Jerzego — pani Ania — i zobaczyłam jaka jest na nią nagonka, to troszeczkę się wycofałam, bo się przestraszyłam. Zapytałam panów redaktorów, czy możemy to zrobić w formie anonimowej, natomiast jeśli dojdzie jakiegokolwiek pozwu, to ja jestem, będę i powiem przed sądem to samo, co mówię do artykułu.
Co dla pani oznacza sprawiedliwość w tym procesie?
Po tylu latach ta sprawiedliwość chyba już musi przybrać tylko jedną jedyną postać — to, co się działo, będzie powiedziane na głos. Teraz wiadomo, nikt nie będzie pewnie pana prezydenta ścigał i wsadzał do więzienia, przynajmniej w moim pojęciu tego, jak wygląda polskie prawo. Natomiast chciałabym, żeby po prostu prawda była znana powszechnie, nieukrywana, niezamiatana pod dywan, niepomijana.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.