ESPN DeportesTebas responde a Real Madrid por quejas de arbitraje: "Cortina de humo"Bollywood HungamaSrikanth honoured with National Film Award for Best Hindi Film; producer Bhushan Kumar receives prestigious honour from President Droupadi MurmuInquirerBukidnon cops intensify school security in aftermath of shootingsESPNTransfer rumors, news: Liverpool, Arsenal, Man City in race for Feyenoord defenderDaily MaverickMicah freed: Djibouti frees top SA investigative journalist Micah ReddyRTP DesportoFábio Silva fala da estreia na seleção, da mágoa com o FC Porto e de Cristiano RonaldoThe Jerusalem PostTrump says he will probably let banned media back to White House if court decidesBillboardJEONGHAN and JOSHUA of SEVENTEEN Prep Debut From JxJ Side Unit, ‘DREAMSCAPE’ZDF heuteLive: Trump gegen die MedienAnime News NetworkThough I Am an Inept Villainess ‒ Episode 11Business AMHandelsverdrag tussen de EU en de Filipijnen moet afhankelijkheid van China en de VS verminderenLa PresseDouble infanticide | Pas de sortie du pénitencier pour Guy Turcotte
The Daily Newsstand · Free, Always
Tuesday, September 22, 2026

Moja diagnoza ADHD nagle wszystko wyjaśniła. I właśnie w tym tkwi problem

Translate

"Śmiało, popatrz na to!", mówi mój trener i wydaje mi się, że już to kiedyś powiedział. Teraz patrzę na ekran, który unosi się w powietrzu 10 cm przed moją twarzą. Mój trener trzyma mi telefon tuż przed nosem, teraz rozumiem: chce mi pokazać filmik, z TikToka albo Instagrama. Rzut oka na nieuporządkowaną szufladę z naczyniami: noże, widelce, wszystko pomieszane, naprawdę straszny bałagan. Ujęcie w przyspieszonym tempie, ręce, które porządkują, głos młodej kobiety: "Ach, a ja chciałam posprzątać szafę".

W kolejnych sekundach obserwujemy, jak bezładnie wyciąga z torby jakieś ubrania. Rzeczy lądują na podłodze, po czym następuje próba ułożenia ich w kupkę. Rozpacz. "Czy tak to właśnie wygląda?" Teraz rozumiem, o co chodzi mojemu trenerowi. Pyta mnie, czy rozpoznaję siebie w zachowaniu tej młodej kobiety. To dobry trener, chcę mu sprawić przyjemność, więc wydaję z siebie śmiech kogoś przyłapanego na gorącym uczynku: "Tak, no tak! Tak, właśnie tak. Tak to jest. Dokładnie tak. O rany."

Logo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w Google

Myśl, że mogę mieć ADHD (zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi), nie jest dla mnie w tym momencie zasadniczo nowa. Cierpię na chroniczną dezorganizację. Kiedy spoglądam na swoje życie z pewnej perspektywy, wydaje mi się ono szalonym ciągiem wciąż powtarzających się porażek: w zakresie procedur, rutyn, prób utrzymania porządku. Życie pośród stosów prania, stosów książek, nierealistycznych harmonogramów, przekroczonych terminów — i to nie dopiero od czasu, gdy zostałam matką, ani od momentu wynalezienia smartfonów.

ADHD, gdziekolwiek spojrzeć

Nowością jest jednak aparat kulturowy, który jest gotowy, by mnie wchłonąć. Z jednej strony mamy armię influencerek z ADHD, które w coraz to nowych filmikach przedstawiają również moje objawy. To tak, jakby algorytm chciał się upewnić, że faktycznie zdecyduję się na postawienie diagnozy. Widziałam już wszystko: tańczące kobiety, które do melodii piosenki Spice Girls "Do You Wanna Be My Lover" "I’m an ADHD mother" przedstawiają każdy ze swoich objawów. Młodego psychiatrę, który w tempie dostosowanym do mojej krótkiej zdolności koncentracji wyjaśnia mi często pomijane oznaki ADHD. Niedawno odkryłam filmik, w którym wyjaśniono mi, że "osoby z ADHD" mają skłonność do dociskania się do mebli [np. biurka]. Cóż mam powiedzieć? Tak właśnie robię.

Z drugiej strony jest też moje grono przyjaciół i znajomych. Od około dwóch lat coraz częściej zdarza mi się, że osoby z diagnozą ADHD patrzą na mnie z wyrozumiałością i pytają, czy już zdiagnozowano u mnie to zaburzenie. Ciągle poznaję nowych ludzi, którzy opowiadają o swojej diagnozie. Kiedy trener podaje mi telefon, diagnoza jest jak niewidzialna zasłona. Już unosi się nade mną i tylko czeka, by mnie ogrzać. Chce się nade mną rozłożyć, przytulić się do mnie, zakryć wszystkie moje niespójności. Chce uczynić mnie "osobą z późną diagnozą", której życie z perspektywy czasu nagle nabiera sensu.

Gabinet, w którego poczekalni siedzę kilka tygodni po sesji z trenerem, specjalizuje się w rozpoznawaniu ADHD, autyzmu oraz AuDHS, czyli mieszanej formy obu tych zaburzeń. Tabliczka na ścianie prosi mnie, abym nie opierała stóp o ścianę. Ilustracja przedstawia osobom oczekującym objawy ADHD, których na pierwszy rzut oka nie da się rozpoznać jako takich. Czytając o "czarno-białym myśleniu", znów myślę: to naprawdę mój problem — zawsze muszę w myślach albo wywyższać, albo potępiać zarówno sytuacje, jak i ludzi. Bardzo trudno mi zaakceptować coś w rodzaju szarej strefy.

Zostaję wezwana, a psychiatrka jest bardzo młoda, czyli w moim wieku, a więc właściwie wcale nie taka młoda. Prosi mnie, żebym opowiedziała coś z dzieciństwa, co po prostu się ze mnie wylewa: incydent z oknem, w które kiedyś wbiegłam w szkole, brakujące gwiazdki w moim zeszycie do zadań domowych, moja niezdolność do skupienia się na czytaniu gazetki szkolnej. Do głowy wraca mi też ten niedokończony projekt książki. Ach, był jeszcze jeden niedokończony projekt książki. A do tego jeszcze niemożność skupienia się na jednym z moich dzieci, gdy drugie mówi. Stosy prania. Widzę jej spojrzenie i nagle zdaję sobie sprawę: chcę tej diagnozy, naprawdę jej chcę. Wydaje mi się, że wyczuwam, iż nawet psychiatrka już po kilku słowach uważa, że może zamknąć tę sprawę. Wygląda na zirytowaną, ale też pełną współczucia.

Testy samooceny jako wydarzenie towarzyskie

Daje mi kilka arkuszy, w których bliskie mi osoby mogą, korzystając z systemu punktowego, wskazać, w jakim stopniu określone opisy pasują do mnie. Znam już te arkusze dzięki mojej przyjaciółce, która poleciła mi tę lekarkę. Razem odpowiadałyśmy na pytania. Na przykład, w jakim stopniu podczas wykonywania określonych zadań polegamy na tym, że inna osoba zachowuje ogląd sytuacji. Jak często mamy wrażenie, że nas nie słuchają. I jak bardzo mamy skłonność do złośliwych uwag. "Na pewno coś z tobą jest, może nawet w kierunku autyzmu" — powiedziała mi przyjaciółka, gdy polecała mi tę lekarkę.

Kolejne dwa tygodnie później znów siedzę naprzeciwko psychiatrki. "Biorąc pod uwagę wszystko, co mi tu pani opowiedziała" — mówi — "można tak założyć". Wciska mi do ręki dokumenty, rodzaj wykresu przedstawiającego, jak silnie ujawniają się u mnie pewne cechy charakterystyczne dla ADHD. Wyniki w kategoriach "dezorganizacji" i "braku uwagi" są dramatyczne. Widząc moje spojrzenie, psychiatrka, energicznie kiwając głową, zapewnia mnie, że nawet w grupie osób z ADHD należę do górnych dwóch procent. U 98 proc. wszystkich osób z ADHD objawy nie są tak wyraźne jak u mnie. Mogłabym ubiegać się o orzeczenie o stopniu niepełnosprawności.

Od postawienia diagnozy minął już prawie rok. Jak dotąd zdecydowałam się nie brać leków, również dlatego, że podczas mojej pierwszej próby uzyskania recepty natknęłam się na psychiatrę, który był wyjątkowo krytyczny wobec ADHD. Powiedział to, w co w gruncie rzeczy sama wierzę: nie uważa ADHD za chorobę wymagającą leczenia, a jeśli już, to raczej za styl osobowości. Ludzie tacy jak ja, ze swoimi diagnozami, przeciążaliby system opieki zdrowotnej. Zdałam sobie sprawę, że trafił w sedno, i nie nalegałam już na Ritalin [lek przepisywany osobom z nadpobudliwością ruchową i narkoleptykom].

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Dystopijny świat sojuszników ADHD

Co się zmieniło? Diagnoza jest rzeczywiście upragnionym biletem do świata, w którym nie trzeba już niczego wyjaśniać, ale ten świat wydaje mi się coraz bardziej dystopijny. Kiedy mój rozmówca podczas rozmowy przyznaje się do diagnozy, ja również wyciągam swoją. Rozmów, które następują po tym wydarzeniu, nie potrafię opisać inaczej niż jako rytuał hermeneutycznej otępiałości. Jest to niejako przeniesienie relacji z mediów społecznościowych do prawdziwego życia. Porównujemy swoje ekscentryczne cechy; dyskurs dotyczący ADHD żyje dzięki stwierdzeniom typu "Ja też!". Stanowi to w pewnym sensie przeciwieństwo pracy psychologicznej w ścisłym tego słowa znaczeniu — nie chodzi tu o pracę nad jaźnią, ale o jej rozpad, o całkowitą identyfikację z objawem.

Zaczynam zgłębiać poglądy krytyków ADHD, takich jak teoretyczka kultury Catherine Liu, która uważa, że za "wszechobecnością zaburzeń psychicznych" stoi "nie tylko" "warty miliardy przemysł samopomocy". Twierdzi ona, że "przestrzeń publiczna" staje się "przestrzenią odbicia i potwierdzenia". Uważa też, że tendencja ta jest jeszcze wzmacniana przez rosnącą "logikę odbicia w mediach społecznościowych". W Wielkiej Brytanii obecnie robi furorę film dokumentalny "The Great ADHD Myth?" [ang. "Wielki mit o ADHD?"] autorstwa psychiatry Maxa Pembertona, który uważa rosnącą na całym świecie liczbę diagnoz ADHD za "konstrukt społeczny", który można rozumieć co najwyżej jako reakcję na współczesny styl życia.

Zaskakuje mnie stanowczość, z jaką ludzie reagują, gdy tylko zakwestionuje się jakąkolwiek część narracji dotyczącej ADHD. Natychmiast pojawiają się odniesienia do wyników badań oraz argument, że ADHD wcale nie jest nadmiernie diagnozowane, a wręcz przeciwnie — nadal jest nieco niedodiagnozowane. Wzrost liczby diagnoz ADHD tłumaczy się poprawą metod diagnostycznych. Nawet Gemini, sztuczna inteligencja Google’a, reaguje dziwnie urażona na wyszukiwanie argumentów krytycznych wobec ADHD. Czasami coraz większe sprowadzanie człowieka do jego objawów wydaje mi się wielkim spiskiem: algorytm żyje z szacunków, z przybliżonych ocen. Wystarczy mu, że coś wydaje mi się na tyle interesujące, bym to kliknął. Przeniesienie tej logiki na sferę psychiczną wydaje mi się fatalne: męczy nas i sprawia, że stajemy się podatni na manipulację. Być może nie tylko po to, by sprzedawać nam leki, ale by w przyszłości grać na klawiaturze naszych ustandaryzowanych osobowości.

Ale nic nie mówię. Naprawdę wierzę, że mam ADHD. Albo coś w tym rodzaju. Na pewno coś to jest. Na pewno coś mam. Być może nawet coś w kierunku autyzmu.

View the original on Onet

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.