Jak prywatny detektyw handlował taśmami polityków. Od Jana Kulczyka chciał ogromnej kwoty
Ustaliliśmy, że Krzysztof S., właściciel agencji Detektyw24, która na początku działała w Lublinie, a potem rozszerzyła znacznie swoją działalność, próbował sprzedać taśmy z rozmowami najważniejszych polskich polityków i biznesmenów. Gdy zaczynamy o niego pytać, rozmowy się ucinają. — Radzę zostawić ten temat, bo to niebezpieczny człowiek — słyszymy.
Krzysztof S. chciał zarobić potężne pieniądze, handlując taśmami znanych biznesmenów i polityków. Był pewien, że najbogatsi Polacy wyłożą grube miliony, byle tylko uniknąć skandalu. Gdy zagłębiamy się w temat handlu taśmami, szybko okazuje się, że chciwość jednego człowieka to wierzchołek góry lodowej.
W tle bardzo szybko pojawia się rosyjski wątek, bo to służby tego państwa zainteresowały się przejęciem nagrań. Nasze źródła potwierdzają, że doszło nawet do spotkania w Wiedniu, gdzie "odsłuchiwano taśmy".
Co więcej, z zeznań wynika, że Krzysztof S. jako jeden z nielicznych — a może i jedyny — może wiedzieć o istnieniu nagrań z Donaldem Tuskiem. Od początku afery chodziły plotki o rzekomych taśmach, na których miał zostać zarejestrowany szef rządu. Nikt ich nigdy nie słyszał ani ich nie opublikował.
Jedna z kluczowych osób w tej sprawie — Paweł K., współpracownik Krzystofa S. — twierdzi, że taśmy z Tuskiem były na tyle kompromitujące, że ten już wtedy mógł stracić przez nie stanowisko premiera rządu lub później szefa Rady Europejskiej.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.