Media: Polska napędza niemiecki eksport
Jeszcze dwie dekady temu rozszerzenie Unii Europejskiej na wschód budziło w Niemczech obawy przed tanią konkurencją, niskimi płacami i przenoszeniem miejsc pracy. Dziś – jak pisze "Der Spiegel" – właśnie Polska i inni sąsiedzi z Europy Środkowo-Wschodniej stają się coraz ważniejszym wsparciem dla niemieckiej gospodarki, gdy słabnie popyt na kluczowych dotąd rynkach, przede wszystkim w Chinach.
Polska kupuje więcej niż Chiny
Tylko w lipcu Polska sprowadziła z Niemiec towary warte około dziewięciu miliardów euro – o połowę więcej niż Chiny. Jak zauważa "Spiegel", od czasu pandemii wartość niemieckiego eksportu do Polski wzrosła o około 60 procent. Wzrost ten "znacznie przewyższa to, co w tym samym czasie utracono w eksporcie do Chin".
Magazyn podkreśla, że rosną również dostawy do innych państw Europy Środkowo-Wschodniej. Ekonomista Gabriel Felbermayr zwraca uwagę, że właśnie eksport odpowiadał za wzrost niemieckiej gospodarki w drugim kwartale. "Wzrost w drugim kwartale wynika wyraźnie z rozwoju eksportu" – mówi. Konsumpcja krajowa i inwestycje pozostają natomiast słabe.
Holger Görg z Instytutu Gospodarki Światowej w Kilonii mówi "Spieglowi" o "długofalowym trendzie". Polska jest jego szczególnie wyraźnym przykładem, także dzięki stałemu wzrostowi własnej gospodarki. W 2025 roku polski PKB zwiększył się o 3,6 proc. Jak zaznacza magazyn, to liczby, "o których niemieccy politycy gospodarczy od lat mogą jedynie marzyć".
Od obaw do gospodarczego wsparcia
"Spiegel" przypomina, że kiedy w maju 2004 roku osiem państw Europy Środkowej i Wschodniej przystępowało do UE, w Niemczech dominowały obawy. Sądzono, że "niskie płace i dumping podatkowy w bezpośrednim sąsiedztwie dotkliwie uszczuplą dobrobyt Niemców". Rozszerzenie popierało wówczas tylko 28 proc. mieszkańców RFN – najmniej spośród wszystkich państw Unii.
Dziś, jak pisze magazyn, sytuacja wygląda odwrotnie. Kraje, które długo postrzegano jako zagrożenie dla niemieckiego dobrobytu, stały się jednym z filarów niemieckiego eksportu. Mimo gwałtownego spadku sprzedaży do Chin, w lipcu Niemcy wyeksportowały o 5,4 proc. więcej towarów niż w styczniu.
Wzrost napędzał nie tylko popyt z USA, Francji czy Holandii. Jak wylicza "Spiegel", eksport do Polski wzrósł o 9 proc., do Czech o 13,9 proc., a do Węgier o 6,7 proc. "To ma realny efekt buforowy i amortyzuje znaczną część tego, co tracimy w USA i Chinach" – mówi Samina Sultan z Instytutu Niemieckiej Gospodarki w Kolonii.
Magazyn wskazuje przy tym na podstawową zmianę: państwa, które dawniej uchodziły za "biedniejsze peryferia" Europy, same znacznie się wzbogaciły. Od wejścia Polski do UE wielkość jej gospodarki potroiła się, a dochód na mieszkańca wzrósł czterokrotnie.
I – jak zauważa "Spiegel" – część tego nowego dobrobytu trafia z powrotem do Niemiec w postaci popytu na niemieckie towary. Wartość niemieckiego eksportu dóbr konsumpcyjnych do Polski wzrosła od 2010 roku z 6,8 do 24,3 mld euro. Już w 2024 roku Polska była czwartym największym odbiorcą niemieckiego eksportu i wyprzedziła pod tym względem Chiny.
Polska potrzebuje niemieckich maszyn
Nie chodzi jednak tylko o samochody czy sprzęt gospodarstwa domowego. "Spiegel" podkreśla, że rośnie również eksport dóbr inwestycyjnych, przede wszystkim maszyn przemysłowych.
Polskie i czeskie firmy same zaczynają zdobywać nisze na globalnym rynku. "W przeciwieństwie do Niemiec, Europa Wschodnia zwiększyła w ostatnich latach swój udział w światowym handlu" – mówi Oliver Rakau z Oxford Economics. To z kolei pomaga niemieckim producentom maszyn i narzędzi. Jak zauważa magazyn, wyposażają oni przedsiębiorstwa w Polsce i Czechach, a więc zarabiają również na sukcesach eksportowych swoich wschodnich sąsiadów.
"Spiegel" zastanawia się, czy za rosnącym eksportem do Europy Środkowo-Wschodniej nie kryje się zarazem osłabienie niemieckiej bazy przemysłowej. Niemieckie koncerny od lat budują bowiem zakłady na wschodzie i przenoszą część produkcji poza RFN.
Oliver Rakau nie uważa jednak, by Niemcy zamieniały się w zwykłego dostawcę podzespołów dla przemysłu Europy Środkowo-Wschodniej. Jak tłumaczy, udział półproduktów w niemieckim eksporcie do regionu jest dziś wyraźnie niższy niż dziesięć lat temu, a struktura eksportu na wschód niewiele różni się od struktury sprzedaży do Francji.
Nie oznacza to – zaznacza "Spiegel" – że niemieckie miejsca pracy w przemyśle są bezpieczne. Mercedes zwiększa produkcję na Węgrzech, a Volkswagen chce wytwarzać nowy model ID.Polo w Hiszpanii. Oliver Rakau jednak uważa, że dla kraju o wysokich płacach nie jest to zjawisko niezwykłe. Niemcy nadal mogą specjalizować się w produktach wysokiej technologii, na przykład w przemyśle optycznym.
Europa Środkowo-Wschodnia pomogła już wcześniej
Jak przypomina "Spiegel", państwa Europy Środkowo-Wschodniej odegrały ważną rolę także podczas pierwszego "chińskiego szoku" na początku XXI wieku. Podczas gdy w USA zniknęły wtedy miliony miejsc pracy, Niemcy przeszły przez ten okres stosunkowo łagodnie.
Samina Sultan widzi w rozszerzeniu UE jeden z powodów. "Niemieckie firmy skorzystały wtedy na tym, że mogły łatwo sięgać po tańsze lokalizacje w bezpośrednim sąsiedztwie i w ten sposób przeciwstawić się Chinom" – mówi ekonomistka. Jej zdaniem rozszerzenie Unii na wschód było "pod względem gospodarczym, bezpieczeństwa i ludzkim ogromnym wzbogaceniem dla wszystkich stron".
"Spiegel" zastrzega jednak, że nie daje to niemieckiej gospodarce prawa do samozadowolenia. Przez 35 lat Niemcy były najważniejszym dostawcą towarów do Polski. W ostatnim miesiącu po raz pierwszy straciły pierwsze miejsce w polskich statystykach importowych.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.