Pokłócił się z matką i wyszedł zdenerwowany. Siostra 15-latka o tym, co działo się przed atakiem w szkole

Dziś sąd rodzinny zajmie się sprawą 15-latka, który w czwartek w szkole podstawowej w Leszczydole-Nowinach w powiecie wyszkowskim (woj. mazowieckie) zaatakował ostrym narzędziem trzy osoby – w tym 37-letnią woźną. Kobieta zmarła. „Czasami gadał, że chciałby spalić kościół i kogoś w nim zadźgać. Nikt nie brał tych słów na poważnie” – mówiła w rozmowie z „Faktem” 19-letnia siostra Wiktora.
Służby na miejscu wczorajszego ataku w szkole w Leszczydole-Nowinach, zdj. Wojciech Olkuśnik /East News
Dramatyczne wydarzenia rozegrały się wczoraj rano w Leszczydole-Nowinach. Jak przekazała Katarzyna Kucharska z komendy wojewódzkiej policji w Radomiu, 15-latek około godziny 9:00 wszedł do miejscowej szkoły i ostrym narzędziem zaatakował 37-letnią woźną.
Krzyki kobiety usłyszał dyrektor placówki, wyszedł na korytarz i próbował obezwładnić piętnastolatka. Pomagała mu w tym nauczycielka, która wyszła z jednej z sal lekcyjnych – relacjonowała Kucharska. Mimo reanimacji nie udało się uratować 37-latki. Kobieta osierociła dwóch synów.
Nauczycielka i dyrektor zostali ranni. Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Premier Donald Tusk informował wczoraj, że 15-latek wszedł do szkoły w kasku, do którego miał przytwierdzoną kamerę. Chciał filmować całe zdarzenie.
Mamy do czynienia z nastoletnim zabójcą - stwierdził szef rządu.
Sąd rodzinny zajmie się sprawą 15-latka
Dziś sprawą nastolatka zajmie się Wydział Rodzinny i Nieletnich Sądu Rejonowego w Wyszkowie. Osoba, która skończyła 15 lat, może odpowiadać za swoje czyny jak dorosły, ale dopiero gdy zdecyduje tak sąd.
Wcześniej prokuratura w ramach postępowania przygotowawczego będzie musiała ustalić, czy pozwala na to stopień rozwoju psychicznego i dojrzałość emocjonalna nastolatka. Będzie do tego konieczna opinia biegłych poprzedzona obserwacją psychiatryczną. Potrwa to co najmniej kilka tygodni albo miesięcy.
„Myśleliśmy, że to takie głupie gadanie dla żartów”
Starsza siostra 15-latka w rozmowie z „Faktem” przyznała, że jej brat wcześniej miał wypowiadać kilka razy niepokojące słowa, ale nikt nie brał tego na serio.
Czasami gadał, że chciałby spalić kościół i kogoś w nim zadźgać. Nikt nie brał tych słów na poważnie, ponieważ myśleliśmy, że to takie głupie gadanie dla żartów - mówiła. Jak stwierdziła, nie spodziewała się, że brat zrealizuje swoje zapowiedzi.
Jestem w szoku po tym, co się stało. Nie wiem, co mu odbiło - dodała 19-letnia dziewczyna.
„Nic nie wskazywało, że ma zamiar coś zrobić”
Nastolatka twierdziła, że miała z bratem bardzo dobry kontakt. Wczoraj oglądaliśmy razem film. Pamiętam, że śmialiśmy się i gadaliśmy o głupotach. Nic nie wskazywało, że ma zamiar coś zrobić - relacjonowała.
Siostra Wiktora przekazała też, że rano chłopak wyszedł zdenerwowany z domu. Matka nie zgodziła się bowiem, by opuścił lekcje w technikum, do którego chodził. Doszło między nimi do kłótni.
Nastolatka dodała, że w ich domu dochodziło do przemocy. Tata był porywczy. Jak byliśmy mali i niegrzeczni, to nas trochę lał - wyznała. Zaznaczyła, że teraz już tak się nie dzieje, ale wcześniej w domu dość często zdarzały się awantury i rodzinie została założona niebieska karta.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.