Mistrz "strategicznego spokoju" szefem ONZ? [OPINIA]
Oczywiste jest, że operacja "Oczyszczający ogień", którą Péter Magyar zapowiedział w czerwcu z myślą o rozliczeniu minionych rządów, w zamierzeniu władz i ku uciesze elektoratu partii TISZA ma uderzyć w samego byłego premiera. Tymczasem ewentualne objęcie funkcji w strukturach ONZ wiązałoby się z immunitetem dyplomatycznym, który mógłby okazać się dla Orbána bezcenną polisą ubezpieczeniową.
Orbán kandydatem na sekretarza generalnego ONZ?
Były premier nie pojawił się na obchodach święta narodowego 23 października –
zamiast tego spędzał urlop we Francji w towarzystwie wnuków. Zresztą na Węgrzech Orbán bywa ostatnio rzadko, ograniczając swoją obecność w kraju niemal wyłącznie do występów telewizyjnych.
WIDEO
Trudny los mieszkańców Ukrainy. Dyner ostrzega ws. ataków na zimę
WIDEO
W tym tygodniu dziennik "The Wall Street Journal" ujawnił, że to właśnie Viktor Orbán ma być kandydatem na stanowisko sekretarza generalnego ONZ, zdolnym zyskać poparcie trzech mocarstw: Stanów Zjednoczonych, Rosji oraz Chin. Rozmowy w sprawie wyłonienia następcy António Guterresa ciągną się od tygodni, lecz dotąd żadnemu z pretendentów nie udało się zbudować wymaganej większości. Według ustaleń amerykańskiego dziennika Orbán nie mówi "nie", jednak formalnie wystartuje w wyścigu tylko wtedy, gdy zyska stuprocentową gwarancję wygranej.
Zgrzyt w wizerunku "bezkompromisowego obrońcy suwerenności"
Pogłoski o międzynarodowych ambicjach Viktora Orbána nie są niczym nowym – już latem pisał o nich węgierski dziennikarz śledczy Szabolcs Panyi (VSquare). Według jego źródeł były premier podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych na mundialu miał badać grunt pod objęcie posady w strukturach FIFA (do futbolu Orbán ma przecież powszechnie znaną słabość) albo ubiegać się o wysokie stanowisko w ONZ, licząc na poparcie Argentyny i Waszyngtonu.
W sierpniowym tekście Panyi wspominał jeszcze o funkcji zastępcy sekretarza generalnego, co oznaczałoby, że apetyt polityka wyraźnie wzrósł. Wówczas rzecznik Orbána, Bertalan Havasi, odpisał autorowi krótko: to "fake news, po węgiersku: kaczka dziennikarska".
Dziś jednak sprawy nabierają zupełnie innego obrotu. Portal 444.hu przypomniał wypowiedź samego Orbána z 2018 roku: "Przecież ONZ nie wymyślono po to, by działała jak rząd światowy. Oczywiście biurokraci i kilku polityków, którzy przepadli we własnym kraju, a potem w ten sposób – niczym na spadochronie – trafili do ONZ, chcieliby kontynuować karierę i uczestniczyć w globalnym zarządzaniu, ale to jedynie wynaturzone, indywidualne ambicje".
Pierwotny plan lidera Fideszu był zgoła odmienny: zrzekł się mandatu poselskiego, by z tylnego fotela kierować partią, trzymać aparat w gotowości i czekać na rychły upadek rządu partii TISZA.
Kalkulacje te runęły, gdy nowa większość parlamentarna przeforsowała tzw. lex Orbán – przepis ograniczający sprawowanie funkcji szefa rządu do maksymalnie dwóch kadencji (z mocą wsteczną). To definitywnie zamknęło mu drogę do szóstego premierostwa. Co więcej, uchwalone przez Zgromadzenie Krajowe zmiany ustrojowe zepchnęły go na trwały polityczny margines.
Międzynarodowe zabiegi byłego premiera zgrzytają jednak z budowanym latami wizerunkiem bezkompromisowego obrońcy suwerenności. Tym razem Bertalan Havasi wymownie milczy pomimo ponawianych pytań. Dawna opozycja bezlitośnie wykpiwa te doniesienia, oceniając, że trudno o lepszego rzecznika interesów Moskwy i światowych autokracji. To zresztą koreluje z opinią szefa ukraińskiej dyplomacji. Z kolei intelektualne zaplecze Fideszu pieje z zachwytu, przekonując, że ewentualna nominacja byłaby ukoronowaniem politycznego kunsztu i formatu ich wieloletniego lidera.
W tle "nowa Jałta"
Znamienne, że kandydatura Orbána wypływa akurat wtedy, gdy odżywają spekulacje o "nowej Jałcie" – rozmowach trzech mocarstw: Stanów Zjednoczonych, Chin i Rosji – oraz nasilają się doniesienia o możliwych negocjacjach pokojowych z Ukrainą. W oczach tych graczy atutem byłego premiera może być jego specyficznie pojmowana "neutralność" wobec wojny.
W lipcu 2024 roku Orbán podjął już zresztą dyplomatyczną szarżę, odwiedzając Kijów, Moskwę, Pekin oraz USA, gdzie spotkał się z Donaldem Trumpem. Samowolną "misję pokojową" prowadził w pierwszych dniach węgierskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Realizował ją, nieuprawnienie zresztą, posługując się unijnym szyldem. Z wyprawy nie wynikło nic – poza tym, że w jej trakcie rosyjska rakieta z premedytacją uderzyła w kijowski szpital dziecięcy Ochmatdyt.
Doktrynę tę Orbán wykuwał od samego początku inwazji: już w marcu 2022 r. ogłosił zasadę "strategicznego spokoju", odmawiając Kijowowi wsparcia militarnego i zamykając granice Węgier dla tranzytu uzbrojenia. Z czasem rzekoma neutralność przekształciła się w jawne kopiowanie kremlowskich narracji, skutkując izolacją Węgier na Zachodzie oraz podsycaniem w społeczeństwie poczucia osamotnienia i strachu.
"Główny przeciwnik zniknie z krajowej sceny"?
Sam Viktor Orbán w sprawie ewentualnej nominacji konsekwentnie milczy – węgierscy komentatorzy podkreślają jednak, że to milczenie wyjątkowo wymowne. Rewelacji prasowych nie skomentował dotąd także Péter Magyar, co budzi spore zaskoczenie, bo lider partii TISZA zazwyczaj nie przepuszcza żadnej okazji, by uderzyć w obóz Fideszu.
Dalszy rozwój wypadków będzie miał fundamentalne znaczenie dla krajowej sceny politycznej. Cała narracja wokół rozliczeń poprzedniej ekipy opiera się bowiem na uderzeniu w samego Orbána, którego Magyar traktuje jako architekta mafijnego układu. Gdyby jednak były premier został sekretarzem generalnym ONZ lub objął inne wysokie stanowisko międzynarodowe gwarantujące immunitet dyplomatyczny, plany postawienia go przed sądem ległyby w gruzach.
Węgierski publicysta Szabolcs Dull zwraca uwagę, że "TISZA nadal będzie mogła prowadzić rozliczenia, ale ich temperatura diametralnie spadnie, bo główny przeciwnik zniknie z krajowej sceny".
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.