O krok od tragedii. 21-letni kierowca wjechał na chodnik i spadł z wiaduktu

Opracowanie: Jakub Sarna Publikacja: Dzisiaj, 20 października (10:17)
Chwile grozy na ulicy Warszawskiej w Biskupcu. 21-letni kierowca, pędząc z nadmierną prędkością, stracił panowanie nad autem, o centymetry minął dziecko na hulajnodze, przebił ogrodzenie i spadł z wiaduktu. Policja wyjaśnia okoliczności zdarzenia, które mogło zakończyć się tragedią.
Zdjęcie ilustracyjne /Shutterstock
W czwartek około godziny 18:00 na ulicy Warszawskiej w Biskupcu doszło do niebezpiecznego zdarzenia drogowego. 21-letni kierowca opla, jadąc z pasażerem, przejechał przez rondo z dużą prędkością. W pewnym momencie stracił panowanie nad pojazdem, wjechał na chodnik, którym poruszali się piesi, i o włos minął dziewczynkę jadącą na hulajnodze. Następnie auto przebiło ogrodzenie i spadło z wiaduktu do przydrożnego rowu.
Szczęście w nieszczęściu
Na miejscu błyskawicznie pojawiły się służby ratunkowe. Zarówno kierowca, jak i jego pasażer trafili do szpitala, jednak – jak informują policjanci – nie odnieśli poważnych obrażeń. Oboje byli trzeźwi, ale pobrano im krew do dalszych badań, by wykluczyć obecność środków odurzających lub innych substancji mogących mieć wpływ na prowadzenie pojazdu.
Funkcjonariusze z Komisariatu Policji w Biskupcu zabezpieczyli ślady i dowody na miejscu zdarzenia. Sporządzono szczegółową dokumentację, a do sprawy powołano biegłych, którzy mają ustalić m.in. stan techniczny pojazdu oraz dokładną prędkość, z jaką poruszał się młody kierowca. Postępowanie prowadzone jest pod kątem wykroczeń, w tym spowodowania zagrożenia w ruchu drogowym.
Apel policji: Brawura nie popłaca
Policjanci podkreślają, że uczestnicy tego zdarzenia oraz osoby będące w pobliżu mogą mówić o ogromnym szczęściu. Nadmierna prędkość i utrata panowania nad pojazdem mogą w jednej chwili doprowadzić do tragedii. Droga to nie miejsce na brawurę – jeden nieodpowiedzialny manewr może kosztować czyjeś zdrowie, a nawet życie.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.