Szykuje się wielka fala dochodzeń w USA. Prywatne firmy w panice

Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. W dniu wyborów do Kongresu USA publikujemy w całości artykuł założonego w 1877 r. dziennika "The Washington Post". To najstarsza gazeta w USA, a jej dziennikarze 73-krotnie zdobywali nagrodę Pulitzera.
W skrócie
Demokraci w przypadku zdobycia większości w Kongresie planują rozpocząć falę dochodzeń wymierzonych w administrację prezydenta Donalda Trumpa oraz jego otoczenie.
Prywatne firmy przygotowują się na możliwe wezwania do składania zeznań, obawiając się znalezienia w centrum konfliktu między Kongresem a administracją prezydenta Trumpa.
Administracja prezydenta Trumpa dysponuje metodami utrudniania kontroli, takimi jak przeciąganie postępowań czy kwestionowanie wezwań kongresowych na drodze sądowej.
We wtorek odbywają się wybory do Kongresu, ale w Waszyngtonie wielu myśli już o tym, co może wydarzyć się później. Przygotowują się na spodziewaną falę dochodzeń prowadzonych przez Kongres, jeśli kontrolę nad nim przejmą demokraci.
Wybory w USA 2026. Co jeśli wygrają demokraci?
Kongresmeni przygotowują grunt pod szereg postępowań dotyczących prezydenta Donalda Trumpa, jego rodziny i administracji.
Firmy już teraz próbują ustalić, jak reagować na formalne wezwania do przekazania dokumentów lub złożenia zeznań. Prawnicy przyznają, że odbierają lawinę telefonów od klientów, którzy chcą przewidzieć, czym zajmą się demokraci, jeśli - zgodnie z oczekiwaniami - zdobędą większość w co najmniej jednej izbie Kongresu, przejmą kierownictwo komisji i uzyskają prawo do wystawiania takich wezwań.
- Nigdy wcześniej nie widzieliśmy takiej skali przygotowań do spodziewanej zmiany władzy - mówi Michael Bopp, szef zespołu zajmującego się dochodzeniami kongresowymi w kancelarii Gibson Dunn. W przeszłości kierował wieloma takimi postępowaniami i brał w nich udział. - W ciągu 30 lat mojej pracy nie pamiętam, by spodziewana zmiana większości w jednej z izb Kongresu wywołała aż tak dużą aktywność związaną z przygotowywaniem dochodzeń.
Z rozmów z prawnikami oraz byłymi urzędnikami Białego Domu i Kongresu wynika, że na drodze demokratów stanie wiele przeszkód.
- Administracja ma naprawdę ogromne możliwości przeciwstawiania się kontroli ze strony Kongresu. Widzieliśmy to już za rządów różnych prezydentów - mówi Nicholas McQuaid, były zastępca doradcy prawnego Białego Domu za prezydentury Baracka Obamy, obecnie współkierujący praktyką dochodzeń kongresowych w kancelarii Latham & Watkins.
Przeciągać, opóźniać, utrudniać
Demokraci są faworytami do odzyskania większości w Izbie Reprezentantów, natomiast walka o Senat zapowiada się na bardzo wyrównaną.
Rzeczniczka Białego Domu Lauren Bis odrzuca jednak sondaże wskazujące, że republikanie mogą stracić kontrolę nad obiema izbami. Nazywa je "fałszywymi" i przekonuje, że wyborcy zdecydują, czy poprzeć "zwycięski, zdroworozsądkowy program" Trumpa, czy też "obstrukcję demokratów".
- Demokraci nie mają żadnego programu poprawy życia Amerykanów. Ich jedynym celem jest kontynuowanie trwającego od dekady polowania na czarownice wymierzonego w prezydenta Trumpa - oświadczyła Bis.

Donald Trump podczas kampanii w Ohio, 28.10.2026KEVIN DIETSCHGetty Images
Według byłych urzędników, którzy brali udział w dochodzeniach kongresowych, postępowania dotyczące działań i polityki administracji prezydenckiej zwykle przebiegają według podobnego schematu. Niektórzy z rozmówców zgodzili się opowiedzieć o wewnętrznych procedurach i stosowanych metodach pod warunkiem zachowania anonimowości.
Najpierw komisje Kongresu wysyłają pisma z pytaniami lub prośbami o dokumenty. Jeśli odpowiedź administracji nie jest satysfakcjonująca, mogą sięgnąć po bardziej stanowcze środki, w tym formalne wezwania do przekazania materiałów lub złożenia zeznań - adresaci mają obowiązek się temu podporządkować.
Administracja może udostępnić wszystkie żądane dokumenty albo tylko ich część. Może też odmówić, powołując się na przepisy chroniące poufność wewnętrznej korespondencji i dokumentów władzy wykonawczej.
Istnieje również inna możliwość, którą jeden z prawników określa mianem "nieformalnej strategii bezczynności". Mówiąc prościej: chodzi o przeciąganie sprawy.
Jak wyjaśniają byli urzędnicy, administracja stosująca tę metodę długo zwleka z odpowiedzią na pismo komisji, a następnie proponuje spotkanie w późniejszym terminie. Jeśli rozmowy kończą się odmową współpracy, komisja może wystosować formalne wezwanie. Wtedy administracja może domagać się kolejnych spotkań i kwestionować wezwania przed sądem. Wszystko to zabiera czas.
- Władzy wykonawczej zależy na tym, by przeciągać sprawę do końca kadencji Kongresu. Liczy na to, że kongresmeni stracą zainteresowanie i zajmą się czymś innym albo że nadejdą kolejne wybory - mówi były urzędnik, który uczestniczył w dochodzeniach kongresowych. - Dlatego czas zdecydowanie działa na korzyść administracji.

Abdul El-Sayed, kandydat Partii Demokratycznej na senatora stanu MichiganSalwan GeorgesGetty Images
Demokraci będą mieli dwa lata na nękanie Trumpa?
Podczas pierwszej kadencji Trumpa, gdy demokraci wygrali wybory do Izby Reprezentantów i rozpoczęli dochodzenia, politycy na Kapitolu nie byli przygotowani na to, jak wiele sposobów utrudniania kontroli ma do dyspozycji administracja - wspomina rozmówca.
- Myślę, że niektórzy trochę fantazjowali: wystarczy objąć przewodnictwo w komisji, rozesłać formalne wezwania, a wszyscy będą musieli zeznawać albo oddawać żądane dokumenty. Okazało się, że wcale tak to nie działa.
Teoretycznie od stycznia demokraci mieliby dwa lata na prowadzenie dochodzeń. W praktyce ten okres może się okazać znacznie krótszy, ponieważ uwaga opinii publicznej prawdopodobnie dużo wcześniej przeniesie się na inne sprawy.
- Biały Dom będzie szukał wszelkich sposobów spowolnienia postępowań, bo, prawdę mówiąc, demokraci nie mają nawet pełnych dwóch lat - mówi Ed Siskel, były doradca prawny Białego Domu za prezydentury Joe Bidena, obecnie partner w kancelarii Latham & Watkins.
- Niemal natychmiast po ogłoszeniu wyników wyborów do Kongresu ludzie zaczną rozmawiać o wyborach prezydenckich - wskazuje.
Prawnicy spodziewają się, że demokraci spróbują przyspieszyć standardowe procedury. Niektórzy już teraz, pozostając w mniejszości, wysyłają pisma z pytaniami w ramach przygotowywanych dochodzeń.

James Talarico, kandydat Partii Demokratycznej na senatora stanu TeksasDanielle VillasanaGetty Images
Demokraci chcą dostać się do korespondencji prezydenta
Jeśli demokraci zdobędą większość w co najmniej jednej izbie Kongresu, zapowiadana fala dochodzeń będzie pod jednym istotnym względem różnić się od wcześniejszych sytuacji, gdy Kongres kontrolowany przez jedną partię badał działania administracji prezydenta wywodzącego się z drugiego obozu.
Tym razem znacznie większa część kontroli ma dotyczyć prywatnych firm i osób, które utrzymywały kontakty z administracją.
- To swego rodzaju słabszy punkt, który Kongres może wykorzystać, by uzyskać dostęp do korespondencji prezydenta - wyjaśnia Michael Edney, który pracował w Departamencie Sprawiedliwości i Białym Domu za prezydentury George'a W. Busha.
Jak mówi Joel Green, partner w kancelarii WilmerHale, na początku przyszłego roku demokraci prawdopodobnie skupią się na "prywatnych firmach i korporacjach, które miały powiązania z prezydentem Trumpem i instytucjami władzy wykonawczej".
Dlatego, jak przyznają prawnicy, przedsiębiorstwa już przed wyborami rozpoczęły intensywne przygotowania. Przeglądają własną dokumentację, próbując ustalić, kiedy i w jakich sprawach kontaktowały się z administracją. Zwracają się też do kancelarii prawnych, by przewidzieć, czym mogą zainteresować się demokraci.
- Zakłada się, że administracja będzie reagować wolniej i znajdzie więcej sposobów blokowania dochodzeń. W rezultacie to firmy będą musiały odpowiadać na formalne wezwania, stawiać się przed komisjami i składać zeznania, nawet w sprawach, o których administracja wie znacznie więcej - mówi Adam B. Schwartz, partner w kancelarii A&O Shearman, reprezentujący klientów w głośnych dochodzeniach kongresowych.
Jak podkreśla Schwartz, były prokurator federalny, przedsiębiorstwa znajdą się w "bardzo niewygodnym położeniu".
- Ostatnią rzeczą, jakiej chcą, jest utknięcie w samym środku partyjnego konfliktu między Kongresem a Białym Domem.

Zach Lahn, republikański kandydat na gubernatora stanu IowaANDREW HARNIKGetty Images
Przywilej prezydencki i poufność rozmów
Dodatkową niepewność wywołuje opinia prawna opublikowana latem przez Departament Sprawiedliwości.
Biuro Doradztwa Prawnego tego resortu, które przygotowuje opinie prawne dla władzy wykonawczej, uznało, że niektóre rozmowy i inne formy komunikacji Trumpa "lub jego bezpośrednich doradców" z osobami spoza administracji mogą być chronione prawem do zachowania poufności.
Wielu prawników spodziewa się, że w przyszłym roku, w trakcie dochodzeń kongresowych, wnioski z tej opinii staną się przedmiotem ostrych sporów i prawdopodobnie trafią do sądów. Zarówno komisje Kongresu, jak i Biały Dom będą musiały zdecydować, w jakich przypadkach warto podjąć walkę prawną.
- Osobiście uważam, że sądy nie odrzucą z góry możliwości objęcia taką ochroną rozmów z zewnętrznymi doradcami - mówi Bopp. Zastrzega jednak, że niektóre argumenty prawne będą mocniejsze od innych.
Jego zdaniem sąd może na przykład uznać, że korespondencja Trumpa z osobą spoza administracji powinna pozostać poufna. Znacznie trudniej będzie jednak przekonać sędziów, że ta sama ochrona obejmuje kontakty urzędników niższego szczebla.
- Czy nam się to podoba, czy nie, sądy będą musiały się tym zająć - dodaje Bopp.
Ograniczone siły Kongresu
Prawnicy wskazują, że w teorii Departament Sprawiedliwości mógłby wystąpić do sądu o zablokowanie ujawnienia korespondencji między administracją Trumpa a prywatną firmą lub osobą. Argumentowałby wówczas, że żądanie Kongresu narusza prawo władzy wykonawczej do zachowania poufności.
Nawet gdyby dana firma czy osoba chciała współpracować z kongresmenami, sprawa mogłaby utknąć w sądzie, pochłaniając kolejne tygodnie lub miesiące.
Rzeczniczka Białego Domu Lauren Bis przekonuje, że opinia Biura Doradztwa Prawnego nie rozszerzyła zakresu ochrony poufności. Przypomina również, że prezydenci od dawna korzystają z pomocy doradców spoza administracji.
Alyssa DaCunha, partnerka w kancelarii WilmerHale, uważa, że administracja Trumpa będzie stosunkowo rzadko interweniować, aby zablokować wezwania kierowane przez Kongres do prywatnych firm.
- Znacznie częściej przedsiębiorstwa będą prowadzić rozmowy z jednej strony z Kongresem, a z drugiej z biurem doradcy prawnego Białego Domu - przewiduje.
Jednocześnie kongresmeni nie będą w stanie zbadać każdego możliwego wątku ani prowadzić wszystkich sporów przed sądami.
- Komisje Kongresu dysponują znacznymi zasobami, ale nie są one nieograniczone - podkreśla DaCunha. - Dlatego będą musiały wybierać, o które sprawy warto walczyć.
Tekst przetłumaczony z "The Washington Post".
Autor: Mark Berman
Współpraca: Mariana Alfaro.
"Polityczny WF": Czy Nawrocki wpuści ludzi Brauna do Pałacu?INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.