Le DevoirSan Diego et Montréal, deux orchestres pour un même Rafael PayareBollywood HungamaEXCLUSIVE: Amit Sadh calls his Pratap character “Mike Tyson of police force”; admits BO success matters to him more than ever: “I am told even Instagram followers’ matter. Toh yeh toh box office hai yaar!”PunchNine dead in small plane crash near Trump’s Florida homeInquirerMMDA: Light traffic on major NCR roads on All Souls’ Day morningCNN TürkKimi Antonelli, Formula 1 tarihinin en genç şampiyonu olduSky TG24Le prime pagine dei quotidiani di oggi 2 novembre: la rassegna stampa한겨레공격농구에 흥미진진, 줄부상에 한숨…‘외국인 선수 두 명 동시 출전’이 뒤흔든 1라운드Screen RantThe Battlestar Galactica Franchise Officially Returns In 2027The Hollywood ReporterTallinn Black Nights Fest Turns 30 With New Artistic Director, a Latin American Streak and a Baltic BoomVanguardSolar Installation in Lagos: See Costs and BenefitsGIGAZINE「ポイ活」「プレイするだけで現金ゲット」をうたうアプリの人気が爆増、しかし実際にゲットするまでにとんでもない労力を費やさないといけないDigital Spy5 Emmerdale spoilers for tonight as Joe Tate makes surprising new decisions
The Daily Newsstand · Free, Always
Monday, November 2, 2026

Rok Szuchewycza? "Nie wiemy, jak skończy się ta historia"

Translate

Osoby związane z ukraińskim rządem obwiniają lwowskich deputowanych o świadome wywołanie skandalu z Polską. Teraz Kijów szuka rozwiązania, ale okazuje się, że wycofanie uchwał nie jest proste.

Jeszcze kilkanaście dni temu nikt w Kijowie nie kojarzył za bardzo tych dwóch nazwisk. Jedno należy do osoby, która wywołała kryzys w relacjach polsko-ukraińskich. Drugie do tego, od którego zależy, jak ten kryzys się zakończy.

Wszystko zaczęło się od Swiatosława Szeremety, kontrowersyjnego deputowanego Lwowskiej Rady Obwodowej. To właśnie z jego inicjatywy 20 października na porządek obrad trafiły trzy uchwały o uznaniu 2027 rokiem Romana Szuchewycza, UPA oraz Ołeha Olżycza.

Kiedy już następnego dnia nastąpiła ostra reakcja Warszawy, okazało się, że nie ma w Ukrainie ważniejszego miejsca niż biuro 35-letniego Jurija Chołoda, p.o. przewodniczącego rady obwodowej.

WIDEO

Byliśmy we Lwowie. Oto co Ukraińcy mówią o UPA i Wołyniu:

To właśnie na jego biurku wylądowały skandaliczne uchwały i tylko jego podpis oddzielał je od wejścia w życie.

Jak mówią źródła Wirtualnej Polski, ta sytuacja miała rozwścieczyć Wołodymyra Zełenskiego, ponieważ w otoczeniu prezydenta panowała pewność, że uchwały nie będą głosowane.

– Prezydent był bardzo zły. Osobiście zatwierdzał komunikat Ministerstwa Spraw Zagranicznych – mówi jeden z naszych rozmówców, nawiązując do oświadczenia ukraińskiego MSZ, w którym decyzję władz lokalnych określono jako "szkodliwą dla rozwoju polsko-ukraińskich relacji".

Rozmówcy WP twierdzą, że kulisy skierowania uchwał pod głosowanie przypominają thriller polityczny, pełen intryg i teorii spiskowych. Jednak najważniejszym pytaniem pozostaje, jak teraz unieważnić przegłosowane uchwały nie naruszając ukraińskiego prawa i omijając turbonacjonalistów.

– Jest to kluczowe, by nikomu innemu nie przyszło do głowy zrobić czegoś podobnego – słyszymy od ukraińskich dyplomatów.

Czarny łabędź

– Był to najgorszy z możliwych momentów, by znowu poruszyć kwestie historyczne – mówi w emocjach ukraiński dyplomata.

W czerwcu tego roku doszło do największego od lat 90. kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich. Wówczas Wołodymyr Zełenski zgodził się nadać elitarnej jednostce nazwę honorową "Bohaterów UPA". W odpowiedzi prezydent Karol Nawrocki odebrał mu Order Orła Białego. Zełenski zaś demonstracyjnie odesłał najważniejsze polskie odznaczenie zwykłą przesyłką kurierską.

– Po wszystkim, co się stało, udało się znormalizować relacje z Polską. Mieliśmy dwie udane konferencje dronowe, otworzyły się kolejne dwa klastry w negocjacjach akcesyjnych, Warszawa zgodziła się przekazać pociski do myśliwców F-16, którymi zestrzeliwuje się drony – wylicza dyplomata.

Jeszcze 17 października, odpowiadając na pytania dziennikarzy, Zełenski stwierdził, że relacje między krajami poprawiły się, a Ukraina i Polska potrzebują wzmacniania sojuszu przeciwko wspólnemu wrogowi – Rosji.

Trzy dni później deputowani lwowskiej rady przegłosowali uchwały, a na linii Kijów-Warszawa wybuchł kolejny skandal.

Jak podkreślają rozmówcy WP, dla biura ukraińskiego prezydenta uchwały Lwowskiej Rady Obwodowej stały się "nieprzyjemną niespodzianką".

Nie zmienia tego fakt, że prace nad nimi trwały co najmniej od lipca, a to, że podobne inicjatywy się pojawią, było jasne znacznie wcześniej – w 2027 r. wypadają 120. urodziny Szuchewycza i Olżycza oraz 85. rocznica powstania UPA.

– Zdawaliśmy sobie sprawę, że może dojść do takiej sytuacji. Wiceminister spraw zagranicznych Oleksandr Miszczenko osobiście jeździł po zachodzie Ukrainy, odwiedzał uniwersytety, rozmawiał z lokalnymi władzami. Tłumaczył, że sprawa jest delikatna i że nie trzeba walczyć o historię i UPA, tylko o naszą przyszłość i przetrwanie.

W proces ten miała zaangażować się również Służba Bezpieczeństwa Ukrainy. Według naszych rozmówców zarówno Jurij Chołod, p.o. przewodniczącego rady obwodowej i członek prezydenckiej partii Sługa Narodu, jak i Swiatosław Szeremeta byli poinformowani o możliwych skutkach przyjęcia uchwał.

Kijów był pewien, że sprawa jest załatwiona.

Głosów przeciw nie było

Według źródeł ukraińskich mediów natychmiastowa reakcja Warszawy była bardzo bolesna. Polskie Ministerstwo Obrony miało zawiesić pomoc wojskową, choć później wiceszef MON Cezary Tomczyk dementował te informacje.

W kolejnych dniach sejmik województwa lubelskiego jednogłośnie podjął decyzję o całkowitym zerwaniu trwającej od ponad 20 lat współpracy z obwodem lwowskim. Z kolei w podkarpackim zdecydowano o zawieszeniu partnerstwa. Podobnie zdecydowali radni Przemyśla.

Natomiast deputowany Szeremeta został uznany za osobę niepożądaną na terytorium RP oraz objęty pięcioletnim zakazem wjazdu do strefy Schengen, choć akurat to nie była dla niego pierwszyzna.

Pierwszy raz na "czarną listę" trafił jeszcze w 2017 r. Wtedy na cmentarzu w Hruszowicach niedaleko Przemyśla rozebrano pomnik UPA. W odpowiedzi Ukraina wstrzymała poszukiwania szczątków ofiar Rzezi Wołyńskiej. Szeremeta jako ówczesny sekretarz rządowej komisji międzyresortowej ds. Upamiętnienia uczestników operacji antyterrorystycznej, ofiar wojen i represji politycznych, przyłożył do tego rękę i w konsekwencji otrzymał zakaz wjazdu do Schengen.

Zniesiono go w 2018 r. przy pomocy Niemiec i Austrii, które miały swój interes w kontynuowaniu prac poszukiwawczych szczątków swoich żołnierzy na terytorium Ukrainy.

Teraz Szeremeta oprócz tego, że jest deputowanym, prowadzi należące do rady obwodowej Centrum Pamięci i Poszukiwań "Dola". To przedsiębiorstwo, które m.in. odpowiadało po stronie ukraińskiej za ekshumacje ofiar wołyńskich i poprzedzające je prace. A na parę dni przed głosowaniem nad uchwałami zespół kierowany przez Szeremetę poinformował o zakończeniu prac poszukiwawczych w Łaskowie na Chełmszczyźnie, miejscu pochówku ukraińskich cywilów zamordowanych przez Bataliony Chłopskie i Armię Krajową w 1944 r.

– Znaleźli szczątki ponad 40 osób. Pierwszy raz w historii. Szeremeta mógł urosnąć do rangi bohatera narodowego w Ukrainie. Miał dwa kontrakty na poszukiwanie ofiar rzezi wołyńskiej i jeden na kontynuację prac na terytorium Polski – mówi nam ukraiński dyplomata.

Zamiast tego 20 października lwowska rada przegłosowała uchwały. Sam Szeremeta jako przewodniczący komisji kultury, polityki informacyjnej i promocji był odpowiedzialny za przygotowanie dokumentacji.

Wszystkie trzy uchwały trafiły do porządku obrad pomiędzy kilkudziesięcioma innymi, które przegłosowano jednym ciągiem. Za uznanie roku 2027 za rok Szuchewycza i UPA zagłosowało 52 deputowanych z 55 obecnych na sali. Za rokiem Olżycza zagłosowało 49 deputowanych.

Głosów przeciw nie było. Nie wiadomo również, ile głosów oddano z poszczególnych frakcji.

Skrajne poglądy

Co tak naprawdę się wydarzyło we Lwowie i dlaczego pomimo ostrzeżeń uchwała została przegłosowana? Wersje się różnią.

Od naszych rozmówców słyszymy, że w biurze prezydenta odebrano to jako prowokację wymierzoną w Zełenskiego. Szeremeta bowiem jest deputowanym partii Solidarność Petra Poroszenki, jednego z największych politycznych wrogów prezydenta. Nie jest sekretem, że choć na razie nie ma perspektyw na przeprowadzenie wyborów, to wszyscy są już ustawieni w blokach startowych.

Mnożą się również teorie o amerykańskim albo rosyjskim śladzie. Sceptycznie oceniają to lwowscy politolodzy prof. Anatolij Romianiuk oraz dr Lubomyr Skoczylas z katedry politologii Uniwersytetu im. Iwana Franki. Obaj zwracają uwagę, że od początku rosyjskiej inwazji faktyczna władza jest w rękach wojskowej administracji, a rada obwodowa wpadła w letarg polityczny.

– Podobne uchwały były przyjmowane już w roku 2007 oraz 2017 i przechodziły bez żadnego echa. Nikt nie myślał o skutkach. Większość lokalnych deputowanych żyje we własnym świecie dalekim od geopolityki – uważa prof. Romianiuk.

Inaczej jest z Szeremetą. – Znam go ze studenckich lat. Od zawsze miał takie skrajnie nacjonalistyczne poglądy. Nigdy ich nie zmieniał. Dla niego to naturalna kontynuacja wcześniejszych działań – mówi dr Skoczylas.

Obaj politolodzy zwracają także uwagę, że na wybuchu skandalu Szeremeta niewiele zyskał. Partia Solidarność nie podchwyciła jego narracji, nie skonsolidowała się wokół niego. – Ciekawe jest to, że nawet osoby z konserwatywnych środowisk, które mają podobne poglądy jak Szeremeta, krytykują dzisiaj uchwały jako niepotrzebne. Powinno się z tym zaczekać do końca wojny – mówi dr Skoczylas.

Niepodpisane uchwały

Szeremeta i jego skrajne poglądy mogą być jednak największym problemem w poszukiwaniu wyjścia z kryzysu.

Wiadomo, że po wybuchu skandalu do Lwowa pojechała Iryna Wereszczuk, zastępczyni szefa Biura Prezydenta Ukrainy. Nieoficjalnie miała prowadzić rozmowy z przedstawicielami lokalnych władz.

Wiceszef MSZ Marcin Bosacki powiedział, że Polska otrzymała zapewnienie od najbliższych współpracowników Zełenskiego, że kontrowersyjne uchwały nie wejdą w życie.

Jednak nasi rozmówcy nie mają tyle optymizmu. Przypominają: – Problem w tym, że uchwały przyjęto. Zgodnie z ukraińskim prawem przewodniczący rady ma teraz obowiązek je podpisać.

Po rozmowach z SBU i biurem prezydenta Chołod miał zgodzić się nie podpisywać uchwał, a wzmianki o nich zniknęły ze strony rady. Pozostało tylko nagranie wideo obrad.

– Nie wiemy jednak, czym się skończy ta historia – słyszymy od ludzi związanych z ukraińskim rządem.

Zgodnie z prawem decyzję w sprawie uchwał mogą zmienić tylko sami deputowani, przyjmując kolejne. Nie wiadomo jednak, jak zachowają się deputowani ani kiedy odbędzie się kolejna sesja. Według źródeł Wirtualnej Polski możliwe, że stanie się to na początku tego tygodnia.

– Najgorszym wariantem byłoby zamiecenie sprawy pod dywan i pozostawienie jej w obecnym stanie. Jest to modelowy przykład dla innych regionów, żeby za jakiś czas podobna historia nie powtórzyła się w Iwano-Frankiwsku czy Równem – mówi ukraiński dyplomata.

Podobnego zdania jest politolog Oleg Saakian.

– Lokalni politycy właśnie dostrzegli, że mają lewar na władze centralne. Następnym razem, kiedy trzeba będzie wymusić większy budżet albo budowę drogi, w ruch będą szły pytania o historię. To była puszka Pandory, którą otworzono – mówi Saakian.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.