Porwał go z kościoła. Brawurowa akcja Konrada Mazowieckiego
Gdy w 1227 r. pod Gąsawą zamordowano księcia krakowskiego Leszka Białego, opustoszał najważniejszy tron w rozbitej Polsce. Ten, kto władał Krakowem, stawał się bowiem zwierzchnim księciem całego kraju. Do walki o tę schedę przystąpiło kilku kandydatów, a wśród nich brat zamordowanego, Konrad Mazowiecki.
Konrad pragnął prestiżu, jaki dawało posiadanie stołecznego grodu. Zamierzał to osiągnąć, zostając prawnym opiekunem nieletniego Bolesława Wstydliwego, syna i następcy Leszka. W 1228 r. spotkał się z wdową po bracie, księżną Grzymisławą, i zaproponował jej objęcie regencji w imieniu chłopca.
Wyścig po krakowski tron
Plan szybko jednak napotkał przeszkody. Małopolscy możni byli przeciwni kandydaturze Konrada i woleli widzieć na krakowskim tronie księcia wielkopolskiego Władysława Laskonogiego, który zagwarantował im szereg przywilejów. Ambitny i nieprzejednany Konrad nie mógł się z tym pogodzić i jeszcze w tym samym roku wkroczył zbrojnie do Małopolski.
Do walki z najeźdźcą stanął wówczas wezwany na pomoc książę śląski Henryk Brodaty. Pokazał się on z doskonałej strony, zwyciężając Mazowszan w trzech bitwach, pod Skałą, Wrocieryżem i Międzyborzem. W Henryku Konrad znalazł godnego siebie przeciwnika.
Godny rywal
Henryk Brodaty należał do najbardziej rozpoznawalnych Piastów doby rozbicia dzielnicowego. Panował niemal czterdzieści lat i w tym czasie znacznie powiększył swoje księstwo. Rządził rozsądnie, dbając o rozwój gospodarczy dzielnicy, a źródła przedstawiają go jako człowieka przystępnego, życzliwego poddanym, szczodrego i pobożnego.
Mimo głębokiej religijności jego stosunki z Kościołem bywały napięte. Do historii przeszedł zwłaszcza jego spór z biskupami wrocławskimi o dziesięciny i dochody z kopalń, który ciągnął się latami i raz nawet zakończył klątwą rzuconą na księcia. Henryk potrafił jednak twardo bronić swoich interesów, nie uginając się przed roszczeniami duchowieństwa.
Po porażkach poniesionych z rąk tak silnego rywala Konrad Mazowiecki postanowił sięgnąć po metodę, która nie wymagała wygrywania bitew. Zamierzał po prostu porwać przeciwnika i wymusić na nim ustępstwa. Była to praktyka w owych czasach dość częsta, stanowiąca oręż słabszych przeciwko silniejszym.
Skok na modlącego się władcę
Ludzie Konrada przystąpili do realizacji planu w 1229 r. Niespodziewanie wtargnęli do kościoła, w którym akurat modlił się pobożny Henryk Brodaty. Otoczyli go i po krótkiej walce obezwładnili. Wybór miejsca nie był przypadkowy, bo zaatakowano księcia tam, gdzie najmniej spodziewał się napaści i gdzie czuł się bezpieczny.
Porwanego władcę przewieziono na Mazowsze i osadzono w Płocku, stolicy księstwa Konrada. Wieść o uwięzieniu Henryka wywołała na Śląsku wrzenie. Jego syn, Henryk Pobożny, zaczął zbierać rycerstwo, by zbrojnie odbić ojca z rąk porywacza.
Do wyprawy śląskich rycerzy na Mazowsze ostatecznie jednak nie doszło. Do akcji wkroczyła bowiem żona uwięzionego księcia, Jadwiga Śląska, która postanowiła działać inaczej niż siłą.
Misja świętej księżnej
Jadwiga była chyba największą ascetką spośród piastowskich księżnych. Jeszcze za życia uznawano ją za świętą. W 1209 r. wraz z mężem złożyła śluby czystości, a swoją codzienność wypełniała modlitwą, postem i dziełami miłosierdzia.
Potrafiła spędzić na kolanach wiele godzin, a do ascetycznego trybu życia przyzwyczaiła męża i dzieci. Sama chodziła w habicie mniszki, a Henryk Brodaty nosił nawet mnisią tonsurę.
Księżna zasłynęła z pomocy ubogim, dla których prowadziła we Wrocławiu kuchnię wydającą posiłki. Wstawiała się też za skazańcami, których los starała się złagodzić. Jak zauważyła historyczka Barbara Faron, Henryk nie potrafił oprzeć się widokowi klęczącej i poniżającej się przed nim żony i niekiedy jej ustępował, choć dla świętego spokoju zakazywał strażnikom wpuszczać ją do więzień.
Mając za nic wieści o gwałtownym charakterze mazowieckiego władcy, Jadwiga osobiście wyruszyła do Płocka mimo czyhających po drodze niebezpieczeństw. Początkowo jej starania nie przynosiły rezultatu. Dopiero po pewnym czasie Konrad zmiękł i pozwolił więźniowi opuścić Płock.
Do dziś nie wyjaśniono, w jaki sposób wycieńczonej umartwieniami kobiecie udało się przekonać potężnego mazowieckiego księcia do zmiany decyzji. Jan Długosz zanotował jedynie, że Konrad zaniechał wszelkiej zawziętości i jakby ogarnięty strachem przyrzekł spełnić wszystkie jej prośby. Historycy sądzą, że Henryk Brodaty przed odjazdem złożył obietnicę rezygnacji z pretensji do Krakowa.
Krótkotrwały triumf
Konrad cieszył się owocami swojego sukcesu bardzo krótko. Henryk Brodaty wkrótce po powrocie do Wrocławia zwrócił się do papieża z prośbą o zwolnienie z obietnicy złożonej pod przymusem. Ponieważ Konrad miał u papieża Grzegorza IX jak najgorsze notowania, prośba śląskiego księcia została bezzwłocznie spełniona.
Papieska bulla przekreśliła całą korzyść z porwania. Rozwścieczony Konrad jeszcze w 1229 r. ruszył na Kraków, organizując dużą wyprawę zbrojną z udziałem posiłków ruskich. Zamiast jednak od razu uderzyć na stolicę, zaatakował wielkopolskie ziemie Laskonogiego, oblegając Kalisz. Powody tej decyzji pozostają niejasne.
Wyprawa kaliska nie przyniosła ostatecznie Konradowi praktycznie żadnych korzyści. Jego rywale wciąż sprawowali rządy, a on sam mógł tylko marzyć o krakowskim tronie. Najwięcej zyskali Rusini, którzy obładowani łupami wrócili do siebie, zdobywając na Rusi wielki rozgłos. Brawurowe porwanie Henryka Brodatego, choć początkowo udane, ostatecznie nie przybliżyło Konrada do upragnionego celu.
Tekst stanowi fragment najnowszej książki dr Mariusza Sampa "Kryminalne dzieje Piastów. Mroczna historia dynastii" (Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2026).
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.