Dżihadyści rosną w siłę w Mali. Waszyngton i Moskwa rywalizują o wpływy
W miarę jak JNIM rozszerza swoją działalność terrorystyczną na cały region, wyrasta na jedną z najpotężniejszych organizacji bojowych w Sahelu. Zintensyfikowała ataki na miasta i bazy wojskowe, w tym podczas wspólnej ofensywy, która doprowadziła do zajęcia północnego miasta Kidal i śmierci ministra obrony Mali. We wrześniu JNIM nałożyła surową blokadę paliwową, co pogłębiło kryzys energetyczny w pozbawionym dostępu do morza państwie Afryki Zachodniej.
Narastająca przemoc sprawia, że administracja Trumpa rozważa podobno możliwość interwencji wojskowej, jednak ewentualna operacja zmusiłaby Waszyngton do zmierzenia się z innym problemem — rosyjską obecnością w Mali. Tamtejsza wojskowa junta zwróciła się o wsparcie w zakresie bezpieczeństwa do Rosji po załamaniu relacji z Francją i innymi zachodnimi sojusznikami w 2022 r.
Joshua Meservey, ekspert ds. bezpieczeństwa Afryki z Hudson Institute uważa, że jednym z największych wyzwań dla potencjalnego powrotu Amerykanów do Mali będzie ochrona amerykańskiego wywiadu przed dostępem ze strony Rosjan. Według niego, jeśli Waszyngton przeprowadziłby naloty, amerykańskie siły musiałyby prawdopodobnie koordynować działania z Rosjanami, by uniknąć bezpośredniego starcia.
— Pytanie brzmi: jak prowadzić operacje przy wymianie informacji wywiadowczych? Czy można mieć pewność, że jeśli przekaże się dane Malijczykom, to nie oddadzą ich po prostu Rosjanom? — powiedział Meservey.
Ponowne zainteresowanie USA Mali — krajem bogatym w złoto, lit i uran — pojawia się po pogorszeniu stosunków za prezydentury Bidena. W 2020 i 2021 r. w Mali doszło do zamachów stanu, co pogrążyło kraj w kryzysie politycznym i skłoniło kraje Zachodu do ograniczenia zaangażowania.
Administracja Bidena odpowiedziała na przewroty wojskowe, odcinając pomoc wojskową i współpracę, a także nakładając w 2023 r. sankcje na malijskich urzędników za ich powiązania z siłami rosyjskimi.
Jednak osłabione relacje Ameryki z Mali ograniczyły też jej możliwości zwalczania ugrupowań dżihadystycznych w Sahelu. W 2024 r. Waszyngton utracił bazę wywiadowczą w sąsiednim Nigrze, a za kadencji Bidena uniemożliwiono mu prowadzenie lotów zwiadowczych nad Mali.
Druga administracja Trumpa obrała inne podejście: zwiększyła wymianę informacji wywiadowczych i zniosła sankcje wobec urzędników, dążąc do odnowienia relacji z Mali. W lipcu Frank Garcia, asystent sekretarza stanu USA ds. Afryki, spotkał się w Bamako z premierem Mali Abdoulaye Maigą oraz innymi ważnymi ministrami. Peter Pham, były specjalny wysłannik USA ds. Sahelu podczas pierwszej administracji Trumpa twierdzi, że Waszyngton przed podjęciem jakiejkolwiek realnej interwencji wojskowej musiałby najpierw odbudować słabą dyplomację z Mali.
— Nie da się zmienić kierunku z dnia na dzień — powiedział Pham. — Nawet jeśli USA zdecydowałyby się na atak, do realnych działań jest jeszcze daleko, bo najpierw potrzebny jest dostęp i relacje, które pozwolą wyznaczyć cele.
Europa ma znaczący udział w tym, co wydarzy się dalej — rosnąca niestabilność w regionie może zwiększyć presję migracyjną, ponieważ Mali leży na trasach migracyjnych prowadzących przez Sahel do Europy. UE ustaliła, że w okresie 12 miesięcy zakończonym w maju 2026 r. liczba wniosków azylowych z Mali w UE i innych krajach europejskich spoza Unii wzrosła o 34 proc. , z około 16 tys. do 22 tys. Organizacja wskazała też, że w Hiszpanii takich wniosków było o 58 proc. więcej, sięgając około 18 tys.
— W Europie panuje większy chaos w podejściu od czasu wycofania się z regionu, a uwaga skupia się teraz na innych częściach świata — powiedział Tobias Rüttershoff, ekspert ds. bezpieczeństwa Afryki Zachodniej z niemieckiej fundacji Konrada Adenauera. — Mam wrażenie, że w środowiskach decyzyjnych w Niemczech i Europie Sahel został trochę zapomniany, ponieważ uwaga przeniosła się na Ukrainę, Iran czy Morze Czerwone. — Dodał jednak, że jeśli sytuacja w Mali wymknie się spod kontroli, pojawiają się obawy, że terroryzm rozleje się także na Europę.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.