Serbia skręciła na Zachód. Ekspertka: W Belgradzie są cały czas media spod znaku Putina
Po niedzielnych wyborach parlamentarnych w Serbii doszło do największej zmiany politycznej od wielu lat. Rządzący od 14 lat Aleksandar Vučić uznał porażkę swojego obozu z ruchem Studencka Lista (Lista Studencka), który wyrósł z trwających od blisko dwóch lat protestów przeciw korupcji i zawłaszczaniu państwa przez władzę.
Wysoka frekwencja
Studencki ruch zdobył samodzielną większość w 250-osobowym parlamencie, a według wstępnych wyników może mieć około 135–140 mandatów. Frekwencja sięgnęła niemal 70 proc., co było najwyższym wynikiem od rozpadu Jugosławii i pokazało skalę społecznej mobilizacji na rzecz zmiany.
– W Serbii panowało takie przekonanie i ja się osobiście całkowicie z nim zgadzam, że niedzielne wybory były najważniejszymi, jakie w tym kraju odbyły się od 26 lat, czyli od upadku reżimu Slobodana Miloševicia – mówi w rozmowie z WP dr hab. Mirella Korzeniewska-Wiszniewska, prof. UJ, badaczka zmian politycznych, jakie mają miejsce na Bałkanach po rozpadzie Jugosławii.
– Wówczas Serbia weszła po raz pierwszy od rozpadu Jugosławii na drogę demokratyzacji życia publicznego i podjęła reformy, które miały doprowadzić do wstąpienia tego kraju do Unii Europejskiej. Problem polegał na tym, że to trwało kilka lat, z przerwami, w których następowało spowolnienie przemian związanych z polityką wewnętrzną (np. kwestia Kosowa), po których Serbia ponownie skręciła w kierunku państwa reżimowego – mówimy tu mniej więcej o 2016–2017 r. To trwało do wczoraj. Po wyborach znów jest szansa na zawrócenie reform tego kraju w kierunku zachodnim. Przy polityce ostatnich lat społeczeństwo serbskie, podzielone mniej więcej po połowie na zwolenników współpracy z Zachodem i tych z Federacją Rosyjską, plasowało się bardziej w formacie reżimów wschodnich – dodaje.
Rozmówczyni WP przyznaje, że wynik niedzielnych wyborów w Serbii pokazał całemu światu, że kraj ze stolicą w Belgradzie, choć ma swoje liczne problemy, posiada też jeden bardzo duży skarb.
– Tym jest wielkie, naprawdę zmobilizowane społeczeństwo obywatelskie – mówi Korzeniewska-Wiszniewska. – Przecież w tym kraju poszło głosować ponad 70 proc. uprawnionych i w większości zdecydowali się oni na zmianę kierunku, w jakim ma iść ich państwo. Dali duży mandat zaufania ludziom młodym, bez wcześniejszego doświadczenia, ale jednak pełnym pasji i ideałów. Co więcej, zrobili to mimo ogromnej propagandy medialnej, która, podporządkowana reżimowi, bardzo sprzyjała dotychczas rządzącemu Serbią Aleksandrowi Vučićowi. Ruch Studentów miał przeciwko sobie cały aparat państwa, zaś reżim miał bardzo duży wpływ na sądownictwo i samorządy. Wszystko to zostało przez dotychczasowego premiera zabetonowane przez ostatnie 14 lat – dodaje.
Rosja będzie w Serbii "mącić wodę". Ma tam swoje media
Zdaniem pani profesor, najważniejszym wyzwaniem dla nowego rządu jest więc rozmontowanie dotychczasowego systemu i szybka demokratyzacja państwa. Przekonuje, że nie będzie to wcale zadanie łatwe. Vučić ma bowiem dosłownie wszędzie swoich ludzi. To urzędnicy, samorządowcy, służby. Oni wszyscy będą teraz czekać na to, że może on wrócić.
– Sam Aleksander Vučić zapowiada w mediach, że przeczeka bycie w opozycji i wróci do władzy. I te media, które w Serbii faktycznie są bardzo mocno po jego stronie, nowa władza musi albo jakoś do siebie przekonać, albo stworzyć nowe tytuły, portale, które będą o tym, co się dzieje w kraju, mówić rzetelnie. Inaczej istnieje ryzyko, że media będą wszelkie reformy nowego rządu przedstawiać jako porażkę. I tu znów wszystko zależy od obywateli. Jeśli wyczują, że to fałsz i fejk newsy, to będzie dobrze. Jeśli uwierzą, to będzie już gorzej. A Vučiciowi powrócić do władzy może pomagać także aparat medialny Władimira Putina. Rosyjska agencja informacyjna TAS ma w Belgradzie filię. Są tam też inne rosyjskie media. Rosja będzie nową serbską opozycję wspierać. Unia Europejska będzie zapewne wspierać nowy rząd, ale, jako że Bruksela stawia na standardy demokratyczne, nie będzie mogła robić tego w taki sam sposób, jak robi to Rosja – tłumaczy bałkanistka.
Prof. Mirella Korzeniewska-Wiszniewska mówi, że jej zdaniem rząd, jaki Lista Studencka stworzy teraz w Belgradzie, ma przed sobą ogromne wyzwanie zreformowania całego aparatu państwowego, systemu sprawiedliwości oraz służb. Bez tych reform Serbia będzie nieustannie dreptać w miejscu, w którym utknęła lata temu.
– Serbia nigdy nie zrobiła rozliczeń z przeszłością, zarówno tą komunistyczną, jak i tą z lat 90. XX wieku. Wojsko, służby czy nawet system sądowniczy funkcjonują niezmiennie od ponad trzech dekad, a trzy dekady temu Aleksander Vučić już funkcjonował politycznie, więc bardzo dobrze ten system zna – przypomina Korzeniewska-Wiszniewska.
Największe ryzyko? Pęknięcia w Bloku Studentów
Prof. Korzeniewska-Wiszniewska wskazuje, że jedno z największych zagrożeń jest to, że Ruch Studentów jest bardzo szeroki ideowo, w odróżnieniu od Vučicia. Ten, w nowym serbskim parlamencie, będzie miał bardzo dużą grupę zwartych posłów.
– Jestem urodzoną optymistką i liczę, że to wszystko się uda i Serbii uda się osiągnąć demokratyczne standardy, porzucając złudzenia co do wschodnich sposobów rządzenia. Jako naukowiec muszę jednak też widzieć ryzyko tego, że ten scenariusz może się jednak nie zrealizować – mówi ekspertka.
– Jednym z największych zagrożeń jest to, że Ruch Studentów jest bardzo szeroki ideowo. Boję się, że oni po tym, jak stworzą rząd, mogą zacząć się trzeć pomiędzy sobą. Kłócić na tyle mocno, że dojdzie do rozpadu tej jedności, jaka jest tam teraz. Wówczas rozsypią się na wiele mniejszych ugrupowań walczących ze sobą i dojdzie do przedterminowych wyborów lub też nawet bez nich władzę przejmie ponownie Vučić. Ten będzie miał w nowym serbskim parlamencie bardzo dużą grupę zwartych posłów. On na pewno na to liczy i będzie robił sporo, by taki scenariusz się zrealizował. Dlatego nowym serbskim władzom trzeba życzyć przede wszystkim spokojnej głowy i tego, by nie podejmowano tam decyzji pochopnie – kończy profesor UJ.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.